Wakacyjne podróże: Częstochowa

Witam, mam na imię Magda i jestem rodowitą częstochowianką. Tutaj się urodziłam i wychowałam. I choć od kilku lat jestem zawodowo związana ze stolicą, Częstochowa zawsze będzie dla mnie tym najważniejszym miejscem na geograficznej mapie świata.

Dla tych, którzy nie kojarzą geograficzna podpowiedź: Częstochowa leży na styku trzech mezoregionów geograficznych i Wyżyny Częstochowskiej, zwanej potocznie Jurą, obniżenia górnej Warty oraz Wyżyny Wieluńskiej, należących do wspólnej podprowincji Wyżyny Śląsko-Krakowskiej.

Najbardziej rozpoznawalnym miejscem i budowlą w Częstochowie jest Klasztor Paulinów na Jasnej Górze. Wybudowano go w XIV wieku (1382 roku) na jasnym, wapiennym wzgórzu. Jego fundatorem był książę Władysław Opolczyk. Sławę Jasnej Górze przyniósł przywieziony z Rusi obraz Matki Boskiej. To właśnie dzięki niemu miejsce stało się miejscem kultu Maryjnego.

Klasztor Jasnogórski to jednak nie tylko obiekt religijny. Na wałach muru klasztornego można namacalnie poznać historię, m.in. dzięki armatom z czasów „potopu” szwedzkiego, które zawsze były wielką atrakcją turystyczną, a w szczególności wielką frajdą dla dzieci, które mogą je dotknąć i nawet zrobić sobie zdjęcie z „wielkim działem”. Z kolei wchodząc do Kaplicy Cudownego Obrazu uderza niesamowita liczba wotów, które wierni pozostawiali (i wciąż pozostawiają) w podziękowaniu za cuda i łaski, jakich doświadczyli. Są wśród nich liczne kule, pozostawione przez osoby, które odzyskały władzę w nogach, mnóstwo klejnotów, jak i bardzo prostych, ale dla wielu najcenniejszych przedmiotów, na przykład różaniec wykonany z chleba więziennego.

Poza tym na Jasnej Górze można podziwiać skarbiec, gdzie znajdują się obrazy, biżuteria, odznaczenia, medale, dary królewskie itp. Warto poświęcić również czas, aby zobaczyć arsenał jasnogórski, gdzie zostały zdeponowane bogate zbiory militariów. Samo sanktuarium ze swoistymi XVII-wiecznymi freskami i XVII-wiecznym ołtarzem obejmuje kościół i zespół budowli klasztoru obronnego i jest zabytkiem zerowej klasy, gdzie gościło wiele głów królewskich i przedstawicieli wielu państw. Wspaniała to lekcja historii.

Ale jak to śpiewa mój krajan, Częstochowa to nie tylko „miasto świętej wieży”. Jest tu wiele ciekawych miejsc, jak choćby Muzeum Haliny Poświatowskiej, Muzeum Rud Żelaza, Historii Kolei, Muzeum Produkcji Zapałek – jedyna tego typu placówka w Europie. Wszystkim kolekcjonerom, np. filatelistom, polecam obejrzeć imponującą kolekcję etykiet na pudełka od zapałek – być może będzie to bodziec do „budowania” nowej kolekcji. A swoją drogą – czy potraficie sobie wyobrazić, co można zrobić z jednej malutkiej zapałki? Bo ja na wystawie ujrzałam nawet mini-rower z robiony z tego „maleństwa”. Spróbujcie sami wyjąć jedną zapałkę i patrząc na nią stworzyć w swojej wyobraźni jakiś przedmiot. Zapewniam, że są tacy magicy, którzy tę wyobraźnię zamieniają w istne dzieła sztuki.

Właśnie na terenie Częstochowy znajduje się też Rezerwat Archeologiczny Kultury – jedno z największych poznanych w Polsce cmentarzysk z wczesnej epoki żelaza (750-600 p.n.e.). Cmentarzysko sprzed 2500 lat odkryto podczas prac prowadzonych przy budowie linii tramwajowej. Obecnie w zbudowanej dookoła galerii zgromadzono eksponaty i zorganizowano wystawę o kulturze łużyckiej. Wrażenie, jakie robi to cmentarzysko, jest niesamowite. Trzeba to samemu zobaczyć, obejrzeć eksponaty i uruchomić wyobraźnię, jak kiedyś funkcjonował człowiek i czym posługiwał się w życiu codziennym. Podobne uczucie – momentami niedowierzanie, a momentami wrażenie cofnięcia się w czasie – towarzyszyło mi podczas zwiedzania Biskupina, który jest przecież ogólnie znany, tymczasem o naszym częstochowskim rezerwacie mówi się niewiele. A sądzę, że warto go obejrzeć i na własne oczy zobaczyć kawałek naszej historii.

Ponadto Częstochowa to „brama” do przepięknej Jury ze swoimi wapiennymi ostańcami i murami zamków Szlaku Orlich Gniazd. W Złotym Potoku k/Częstochowy warto obejrzeć najstarszą pstrągarnię w Europie. Corocznie przez hotel „Kmicic” jest tam organizowane Święto Pstrąga. Podczas dwudniowej imprezy zjeżdża cała elita kucharzy (tych znanych z telewizji – i nie tylko), którzy prześcigają się w różnych przepisach, efektem jest pstrąg serwowany na 100 sposobów! Nawet jak dla niektóre z tych przepisów są zbyt udziwnione, ale dla smakoszy może to być raj dla podniebienia. Ja osobiście uwielbiam pstrąga w płatkach migdałowych prosto z piekarnika, serwowanego z sosem jogurtowym, a także klasycznego grillowanego z koprem w środku. Zdecydowanie polecam – i pstrąga, i całą imprezę. To okazja do wspaniałego spędzenia dwóch dni na świeżym powietrzu, z mnóstwem atrakcji i zabaw dla całych rodzin: zarówno dla dzieci, jak i dorosłych.

W Złotym Potoku warto również zajrzeć do Muzeum Regionalnego im. Z. Krasińskiego. Na stokach Złotej Góry z kolei (Zawodzie) wydobywano w przeszłości wapień, którzy m.in. wykorzystywano do budowy domów. Zachowały się 4 kamieniołomy, a największym (i najpiękniejszym!) wyrobiskiem jest kamieniołom Saturn. Jego ogromne rozmiary i białe pionowe ściany robią niesamowite wrażenie.

Okolice Jury to ponadto raj dla grotołazów, fanów wspinaczki i wszystkich lubiących aktywny wypoczynek i lekcje historii – każda ruina zamku to odrębny wykład, jedyny w swoim rodzaju.

Zapraszam i myślę, że każdy, kto odwiedzi „moje” miasto i zapuści się na Jurę, będzie tu powracać.

Mańka (Magda)

Post-prawda

Michał poprowadził u nas zajęcia na temat post-prawdy. Wyjaśniał, co to jest i skąd się wzięła post-prawda. Zastanawiałyśmy się czy i jak można poznać prawdę i które źródła wiedzy są bardziej wiarygodne, a które mniej.

Prawda to moje indywidualne, wyrobione zdanie na dany temat. Nim ono powstanie muszę z różnych źródeł zasięgnąć opinii, przeanalizować informacje, przepuścić przez swój filtr w mózgu. Potem podejmuję decyzję, co jest dla mnie istotne, co jest dla mnie prawdą. Nigdy nie kieruję się jedną opinią, bo kłamstwa i zmanipulowane informacje są na porządku dziennym. Dlatego warto czytać, dokształcać się, zasięgać opinii, zbierać nowe informacje, żeby nie mijać się z prawdą i nie puszczać bredni w obieg.

Daga

 ♦

Prawda – czym jest? Częstokroć jest to odczucie subiektywne, bo coś, co dla mnie jest prawdą, czymś niepodważalnym, dla drugiej osoby może stanowić podstawę głębokich rozważań. Dopiero na ich podstawie może zdecydować czy to, co ja twierdzę jest słuszne. Na przykład wyznaję zasadę (naukę wyniesioną z domu), że człowiek w każdej sytuacji musi pozostać człowiekiem i zawsze powinien znaleźć sobie cel, do którego będzie dążył. Spotykam jednak ludzi, którzy twierdzą, że w niektórych sytuacjach wszelkie odruchy człowieczeństwa są wręcz niepożądane. Według nich życie jest ważne tylko tu i teraz i żadne dalsze plany i wyznaczanie sobie celów jest bez sensu.

Magda C. (Mańka)

 Czym jest dla mnie prawda…Prawdą jest dla mnie coś empirycznego. Czyli coś, co jest oparte na doświadczeniu. Coś, co jest namacalne. Coś, co jest oparte na faktach. Czyli coś faktycznego opartego na zdarzeniu.

Julka

 ♦

Czym jest prawda? To temat dla mnie bardzo szeroki. Prawda jest czymś, co można udowodnić, że istnieje. Coś, co można przedstawić innej osobie i udowodnić, że to jest. Czymś, czego nie można podważyć innym argumentem. Jest to faktem, jest zgodne z zasadami.

Basia

Czym jest dla mnie prawda nietrudno powiedzieć. Prawda jest dla mnie czymś widocznym, namacalnym, łatwym do sprawdzenia. Przeważnie staram się dowieść prawdy. Szukam w różnych źródłach, sprawdzam i dociekam. Prawda jest bardzo ważna w moim życiu. Nie lubię ludzi, którzy kłamią. Sama tego nie robię, no chyba, że muszę. Na przykład przed sądem czy policją.

Magda

Prawda? Dla każdego, z reguły, prawdą jest coś indywidualnego, innego. Często zależy od tego, co chcemy osiągnąć. Czasem prawda nie jest wygodna i rodzi się konflikt interesów. Wolę gorzką prawdę od słodkiego kłamstwa. Czuję się pewniej.

U.A.

Czego mi brakowało w dzieciństwie

PZU Baner

Moje dzieciństwo było „niby” szczęśliwe.

Ale tak naprawdę brakowało mi mamy.

Owszem, miałam oboje rodziców, dziadków i siostrę. Dla matki wszystko i wszyscy inni byli jednak ważniejsi.

Dziś sama mam dzieci i każdą wolną chwilę chciałam poświęcić tylko im. Alkohol wygrał z „Nami”.

Od dłuższego czasu nie utrzymuję kontaktów z rodzicami, ale tak mi często ich brakuje, że rozrywa mnie od środka.

Agnieszka

Najbardziej brakowało mi rodzeństwa, bo jestem jedynaczką i nie miałam się z kim bawić. Sama musiałam się sobą zajmować i wymyślać zabawy. Ciężko mi było tak samej ciągle się bawić. Wymyślałam sobie, co mam robić, szyłam ubranka dla lalek, rysowałam i tak myślę, że w momencie dorastania wyszły efekty mojej samotności w dzieciństwie, bo weszłam w bardzo nieodpowiednie towarzystwo, żeby już nie być samą. Towarzystwo tak mnie wciągnęło, że skończyło się jak widać.

Magda

 ♦

Najbardziej brakowało mi mamy, która była dla mnie najwspanialszą i najukochańszą istotą i której braku świat mi nie zastąpił i nie wynagrodził. Straciłam ją, gdy miałam 12 lat. Odeszła po ciężkiej chorobie, która trwała tylko 5 miesięcy i odebrała mi całą radość dziecięcą. Mimo, że była przy mnie ukochana babcia, która troskliwie i z całą swoją miłością zajęła się mną, to do dzisiaj czuję w sercu pustkę i żal. Nigdy nikt i nic jej nie wypełni. Już zawsze będę uboga we wszystkie doznania, jakie ma dziecko posiadające kochającą mamę. Mamę, do której zawsze można się zwrócić ze swoimi troskami i radościami.

Daga

Na Dzień Matki

Najwspanialsza osoba na całym świecie… Moja Mama jest moim przyjacielem, wspiera mnie od zawsze, niezależnie od sytuacji…

Dzisiaj jestem tutaj, w więzieniu. Zrobiłam straszną rzecz, która odbije się na całym moim życiu. Żałuję, cierpię, przeżywam. Wszyscy mnie oceniają – a moja Mama nie. To wspaniałe, że mogę na nią liczyć.

Kochana Mamo, dziękuję Ci za każdy dzień, za każdą chwilę. To dzięki Tobie istnieję i dzięki Tobie żyję. Gdybym ze wszystkich kobiet na świecie miała wybrać dla siebie Mamę, wybrałabym Ciebie.

Dziękuję, Mamo.

Feniks

Dzień matki jest dla mnie smutnym dniem, gdyż niestety od paru lat nie mam mamy, umarła właśnie zaraz po tym święcie. Zazwyczaj w tym dniu, jeśli oczywiście jestem na wolności, kupuję piękną białą lilię (mojej mamy ulubiony kwiat), do tego piękny znicz w kształcie serca i pędzę do mojej mamusi. Lubię jeździć sama do mamy na cmentarz, bo wtedy sobie mogę z nią porozmawiać. Proszę ją, żeby mi pomogła, jak mam jakiś problem. Tak więc nie jest to dla mnie wesoły dzień. Choć pamiętam, jak kiedyś, gdy już sama byłam mamą, a mój synek leżał w szpitalu, przyszłam do niego i wręczył mi malutkiego misia z okazji dnia mamy. Wzruszył mnie tym bardzo, gdyż był wtedy bardzo chory, a jednak chciał mi sprawić przyjemność :).

Magda

26 maja obchodzimy święto, które jest dla mnie bardzo ważne.

Owszem, mam matkę, wydaje mi się, że w jakimś stopniu ją kocham, ale na szacunek trudno mi się zdobyć. Mimo to, życzę jej wszystkiego najlepszego. Jednak w tym dniu jest również moje święto, bo ja też jestem matką.

Mam cichą nadzieję, że dzieci każdego dnia, nie tylko 26 maja, będą pamiętać, że bardzo je kocham i nie ma ważniejszych osób w moim życiu. Są światełkiem, które zapala się w moim sercu i głowie codziennie rano, gdy wstaję na poranny apel.

Niuncia

Ojczyzna!

Urodziłam się na Syberii. Gdy miałam 2 lata, przeprowadziliśmy się na Ukrainę i nic z tego okresu nie pamiętam :(, ale mama opowiada o Syberii w samych superlatywach. Mówi, że tajga jest przepiękna, tak w zimie, jak i latem. Latem zabezpiecza ludzi w produkty żywnościowe, takie jak: orzechy, jagody, grzyby, dużo leczniczych ziół, na których ludzie z tamtych stron znają się do tej pory i umiejętnie wykorzystują je w leczeniu. Lato jest krótsze, ale ciepłe, piękne i intensywne. Zimy, pomimo dużych mrozów, do których ludzie też się przyzwyczaili i doskonale radzą sobie, są piękne i – choć może zabrzmi to paradoksalnie – nie są tak przenikliwie mroźne, jak w Polsce. Chodzi o to, że pomimo bardzo niskich temperatur, jest sucho i nie wieje. Mając odpowiednie ubranie (skóra, futra, swetry ręcznie robione na drutach z sierści owiec), odmrożenia nam nie grożą, nawet przy -40 stopniach :).

Tajga dostarcza opał w nieograniczonym zakresie, a także materiał budowlany na drewniane chaty z bali. Zimą w takiej chacie pachnie sosną i jest bardzo ciepło, a klimat – niezapomniany. No i oczywiście nie mogę nie wspomnieć o „ruskiej banie” :). I nie chodzi o to, że Ruscy są „na banie” :), ale też nie bez tego… Chodzi o tradycję z dziada pradziada, która polega na porządnym umyciu się w wysokiej temperaturze z parą i chłostą brzozową wiotką. Po tym wszystkim wybiera się na dwór i się skacze w zaspę albo do przerębla. Jak się podoba? Nie spieszcie się z odpowiedzią, to trzeba przeżyć… Zdrowie, relaks, dobra zabawa i niezapomniane przeżycie, polecam!

UA.

Moje miejsce na Ziemi!

 

Urodziłam się i wychowałam w Warszawie. Kocham to miasto, na każdym kroku mnie zadziwia, choć 24 lata z nim żyję. Jest wypełnione po ostatnią ulicę historią, m.in. Pawiak, getto żydowskie, budowle, które przetrwały niejedno bombardowanie, Cytadela, nasz stadion narodowy, Muzeum Powstania Warszawskiego, w którym się zakochałam i przy okazji zachęcam do odwiedzenia, bo warto, pięknie i nowocześnie przedstawia część historii. Uwielbiam intensywność życia w Warszawie, ludzi, bardzo bogatą rozrywkę, duże możliwości pracy i kształcenia się, parki. Jest tu po prostu inne życie. Nie widzę się mieszkającej na stałe gdzie indziej. Ale wypady rekreacyjno-wypoczynkowe były i będą mile widziane.

A wiecie, co mnie najbardziej boli? Że zabierają nam wspomnienia niszcząc i zmieniając m.in. Sezam na Śródmieściu, Uniwersam na Grochowie, teraz czepiają się Rotundy. Po co to wszystko?! A najgorsze dla mnie jest to, że Warszawa ma zostać metropolią.

Drodzy Czytelnicy, teraz mam do Was pytanie z zupełnie innego tematu. Dotyczy to „6” Weidera – czy ktoś wie, co dalej, jak zakończy się ten cykl 42-dniowy?

Pozdrawiam

Kajzerka

Miłość do ukochanego a miłość do córki

Była u nas Aneta, dziennikarka. Dała nam zadanie: przeprowadzić wywiad z koleżanką spod celi. Nigdy nie bawiłam się w dziennikarkę, ale i tak uważam, że nieźle nam to poszło. Magda, która zadawała mi pytania, zapytała mnie, czy kocham swojego chłopaka. Odpowiedziałam: „nie wiem, czy można nazwać to kochaniem, ale nie wyobrażam sobie, żeby w moim życiu go nie było”.

Hm… Mój luby przeczytał ten tekst i nie był zbytnio zadowolony. Uważam, że źle odebrał tę odpowiedź, tym bardziej, że ten temat przerabialiśmy wielokrotnie. Powiem tak: ciężko u mnie z okazywaniem uczuć. Wiem, że to nie jest dobre, ale cóż, życie.

Kochać to kocham całym sercem swoją córkę, bezgraniczną miłością do końca życia, nigdy się tego nie wyrzeknę. I tego jestem pewna. Z ukochanym możesz się rozstać, zranić go i vice versa. Po jakimś czasie ból mija i pozostają wspomnienia, te dobre lub te złe, zależy od sytuacji. Życie płynie, a ty na nowo możesz się zakochać.

Z potomstwem tak już nie jest. Dla swojej córki jestem w stanie zrobić wszystko. Nigdy bym nie dopuściła, aby na przykład wyjechała zagranicę bez słowa, bo się pokłóciłyśmy. Walczyłabym o każdą chwilę, aby była szczęśliwa. Było tak, że codziennie mojej córce mówiłam, że ją kocham, że jest moją perełką i wszystkim, co mam, najwspanialszym darem od Boga. Uważam, że słowa „kocham cię” nie powinno się wypowiadać na prawo i lewo, bo można też nim zranić, jeśli to nie jest szczere wyznanie. Spieszymy się często lub chcemy, aby komuś było miło, nie patrząc na konsekwencje.

Mojej Perełki przy mnie nie ma i nie będzie aż do 18. roku życia i nie mogę powiedzieć, że ja cierpię. Byłabym w tym momencie egoistką. Bo co ma powiedzieć Perełka, kiedy od tylu lat nie doznaje tego uczucia? Musi być jej z tym źle – tak mówi moje serce. Kiedy mnie kłuje, to wiem, że to nie mój ból, tylko jej daje mi o sobie znać.

Mój luby nie powinien się więc obrażać, dlaczego mam mu mówić „kocham cię” ot tak, bo chce to usłyszeć? Jeżeli wypowiem te słowa, chcę, aby były szczerze wypowiedziane. Doceniam wszystko, co dla mnie robi, jest dla mnie ważną osobą w moim życiu, chcę z nim być i wiem o tym doskonale. Ale na pierwszym miejscu jest Natala i tego nic i nikt nie zmieni.

Miałam pewne zdarzenie, które umocniło mnie w tym, że potrafię szczerze kochać, choć nigdy miłości ani czułości nie zaznałam. Nie mam rodziny, pochodzę z domu dziecka, wszystkiego, co wiem i umiem, nauczyłam się sama.

Zawsze rano z Nati miałyśmy swoje 5 minut, przychodziła do mnie na kanapę na przytulanki, lubiła mi się kłaść na klatce piersiowej, a ja ją bujałam. Leżąc tak powiedziałam w myślach: „Boże, Nati, dziecko, jak ja Cię kocham”. A ona się podniosła, objęła moją buzię i z takimi wielkimi oczami, jakby to słyszała, wydukała (bo z mową u niej wiecie jak, po swojemu): „JA KONIAM MIKĘ!”. To „JA” wręcz wykrzyczała i buźka zaczęła jej się cieszyć. Wiem, że każda mama interpretuje to na swój sposób, wygodny dla siebie. Ktoś jeszcze powie, że to przypadek, ale ja wiem swoje. Człowiek uczy się na błędach, ale miłości kochania, podobnie jak poznawania drugiej połowy, całe życie uczysz się od tej drugiej osoby.

Mam nadzieję, że mój wybranek znajdzie odpowiedź na niejasności, które zaprzątnęły jego główkę i zrozumie, o co mi chodziło. Dobre jest to, że potrafimy rozmawiać na każdy temat.

Pozdrawiam Czytelników, nadchodzi wiosna, więc cieszmy się z ciepłego słoneczka :)

Dada

Wspólne życzenia z okazji Świąt Wielkanocnych

Zbliżają się Święta Wielkanocne, więc życzymy Wam zdrowych pogodnych Świąt, pełnych wiary, nadziei i miłości. Radosnego wiosennego nastroju, serdecznych spotkań w gronie rodziny i wśród przyjaciół. Po prostu wesołego Alleluja.

Korzystając z okazji życzymy Wam tyle szczęścia w życiu, ile tylko będziecie potrafili udźwignąć. Aby zawsze świeciło dla Was słońce i żeby wszystkie wybory były trafne. Abyście nigdy się nie załamywali i potrafili z każdej sytuacji wyjść obronną ręką. By znalazła Was prawdziwa miłość, a także żebyście Wy znaleźli wspaniałych przyjaciół, takich „na dobre i na złe”.

Wielkanoc to również pomyślny okres na przemyślenia. Pamiętajcie, że działając pod wpływem chwilowych emocji, podejmujemy nieraz niezbyt mądre decyzje, których nawet nie przemyśleliśmy, a które mogą tragicznie zmienić nasze życie… Kiedy po jakimś czasie odkrywamy wartość tego, cośmy potracili, jest już za późno. W ten sposób nie da się odzyskać utraconego dobra. Dlatego żyjcie tak, aby każdy kolejny dzień był niesamowity i wyjątkowy. Wypełniajcie każdą chwilę tak, aby potem wspominać ją z radością. Czerpcie energię ze słońca, z kapiącego deszczu i uśmiechu innych. Szukajcie w sobie siły, entuzjazmu i namiętności. Żyjcie najpiękniej, jak umiecie, tak po swojemu i hm… spełniajcie się.

Życzymy Wam, aby omijały Was życiowe burze i zawirowania, a lgnęły przyjemności.

A także życzymy: spokoju, smacznego jajka, słodkiego baranka. No i oczywiście nie obyłoby się bez mokrego dyngusa :).

Pozdrawiamy

Kajzerka, Miśka i Dada

Wiosna. Od razu uśmiech pojawia się na mojej buźce. Nawet w takim miejscu jak to.

 

Jest to pora roku, dzięki której razem z naturą budzę się do życia. Uwielbiam moment, kiedy zaczyna wszystko kwitnąć, a w szczególności wiśnie i jabłonie. Ten moment rozkwitu wszystkich drzew, krzewów i kwiatów wynagradza mi początek wiosny, którego nie lubię. Początek wiosny zawsze objawia się topnieniem śniegu, co powoduje pluchę, której naprawdę nie lubię. Na szczęście nie trwa to zbyt długo, bo z powodu ocieplenia klimatu pora roku określana wiosną bardzo szybko przeradza się w lato.

Wiosno, bardzo się cieszę, że nadeszłaś. To mój ulubiony okres w roku. Dzięki Tobie czuję się chwilę młodsza, a to uczucie bezcenne. Wszystko jest wtedy takie młodziutkie i pierwsze. Tylko na wiosnę drzewa stają się zielone w taki wyjątkowy sposób. Wszystko się cieszy i zaczyna oddychać: zwierzęta, rośliny i my, ludzie, również. Nawet woda w rzekach i jeziorach ma wiosenny kolor. A może zaczyna szybciej płynąć? :) Możliwe, bo moja krew w żyłach na pewno szybciej płynie, gdy nadchodzi wiosna.

Wiosna, wiosna, ach, to Ty :) – obłędna ilość zapachów, feeria barw, wszystko budzi się do życia. Wiosna kojarzy mi się z nowościami i dobrymi zmianami w życiu.

Wiosna – to czas, kiedy wszystko budzi się z zimowego snu, powraca dobra aura do życia, jak i wszystko wokół robi się żywsze, bardziej kolorowe, powracają dłuższe i cieplejsze dni.

Wiosna – szczególny czas dla mojego noska: zapach palonych traw, wszystko budzi się do życia. Lubię przebywać na wsi w takim okresie, tam widać gołym okiem, jak rośnie trawa, szum drzew w lesie pobudza zmysły, ptaki radośnie baraszkują w powietrzu, i śpiewają na pewno, jak radosny nadchodzi czas. Hm.. Gdyby umiały mówić, pewnie by radziły, by nie siedzieć bezczynnie w domu.

Jeśli nie mam na zewnątrz żadnych zajęć, idę w lasy na chociażby półgodzinny spacer, aby nacieszyć się tym, czym obdarowała nas natura. Między krzewami jagodowymi pracowite mrówki wydeptały swój szlak, idą dzielnie jedna za drugą, niczym w wojsku żołnierze, niosąc patyczki do swego gniazda. Podnoszę głowę, a tam het, gdzieś wysoko, jakiś niesforny ptaszek buduje gniazdo. Nie wiem jaki, za daleko jest, ale uwija się jak ja w kuchni, kiedy muszę mieć obiad na czas. Domyślam się, że niebawem rodzinka się powiększy i przybędzie o trzy ptaszyny, będzie więc miał pełne piórka roboty, aby je wykarmić.

Fajny okres to kwiecień i maj, nie warto siedzieć wtedy w domu, więc korzystajcie z okazji.

Pozdrawiamy Was,

Magda, Ruda, Bella, Mycha, Dada.

Historia krótka i bardzo zwięzła

 

Nazywam się Agnieszka. Były mąż mówił do mnie „Niunia”, bo uważał, że „Misio” lub „Kochanie” to takie pospolite.

Dziś, 4 marca, są 15-te urodziny mojej córki. Mnie tam nie ma, jestem tu, na „odpoczynku”, którego trzeba przestrzegać według regulaminu. Boże, zostało jeszcze 20 miesięcy, ale dla mnie to jakaś wieczność. W lutym ominęły mnie też urodziny Piotrusia. Mój chłopiec dorasta, skończył 5 lat.

Moja historia jest tradycyjna, zrobiłam błąd, odwiesili wyrok, przywieźli do ZK. Ciągle dręczą mnie pytania – dlaczego mnie, przecież starałam się, a mimo to odwiesili mi wyrok.

***

Dziś poniedziałek 6 marca. Kończę 41 lat. Nawet się do tego nie przyznaję. Po co? Od kilku lat nie otrzymałam życzeń. Z rodzicami i siostrą nie utrzymuję kontaktu. Z domu rodzinnego pamiętam tylko alkohol. Ojciec wiecznie wyjeżdżał, matka pracowała w Warszawie. Od kiedy zaczęła pracować w JW (jednostce wojskowej), ważniejsza była wódka. Wychodziła do pracy w poniedziałek, a wracała około środy. Byłyśmy same z siostrą. Skończyłam 18 lat i poznałam chłopaka, miał na imię Stasiek. Po trzech miesiącach wpadłam, okazało się, że będę miała dziecko. Ja sama, która potrzebuje wsparcia i pomocy. No ale cóż, będzie dziecko, więc powinniśmy wziąć ślub.

Urodził się Patryk, mój pierworodny. Życie zaczęło się toczyć. Praca, dom, syn i mąż. Wszystko się kręciło wokół nich. Nie zauważyłam, w którym momencie Stasiek zaczął coraz więcej piwkować. Mieszkaliśmy wtedy u moich rodziców, bo u jego był tylko jeden pokój z kuchnią. Po 7 latach na świat przyszła moja gwiazdeczka Paulina. W 2006 roku otrzymaliśmy nasze upragnione cztery kąty. Dzieci miały nareszcie swoje pokoje. My zajęliśmy największy. Znowu życie toczyło się swoim torem. Marzyłam o remoncie, bo wiadomo, jakie mieszkania dostaje się z urzędu miasta. Wzięłam kredyt. I to był mój gwóźdź do trumny.

Po kilku miesiącach nie miałam na raty.

Stasiek, mimo że pracował, myślał tylko o swoich potrzebach. Uważał, że skoro on nie miał, to ja i dzieci też damy sobie radę bez wielu rzeczy.

Pewnego dnia w lutym po prostu mnie zabrali. Na „Kamczatce” byłam 3,5 miesiąca. Poszłam na ugodę, że to spłacę, ale to było głupie myślenie. Stasiek uważał, że jestem nieodpowiedzialna, że jak byłam w areszcie, to jestem matką, która daje zły przykład. Złożył pozew o rozwód. Dzieciom powiedział, że to dla zabezpieczenia, aby w przyszłości one nie musiały spłacać, i wszystko zostaje tak jak do tej pory. Ale nic już nie było takie samo, nawet ja. Na pożegnanie okazało się, że jestem w ciąży. Urodził się mój syn, najukochańszy.

A teraz znowu jestem tu. Stasiek zajął się dziećmi, przyjeżdża. Chyba źle go oceniłam. Dałabym sobie rękę odciąć, bo palca już nie mam, że nie podoła. Nigdy oprócz jajecznicy i kawy nie dotykał się kuchni. Uważał, że na gotowanie nie ma uprawnień. Historia krótka i bardzo zwięzła. Zabrakłoby mi zeszytu, aby opowiadać. Lepiej po kawałku, jak odrywanie papieru toaletowego – listek po listku.

Agnieszka