Życzenia na Święta

 

 

 

PGE_Fundacja_logo_nowe

Kiedy wyjdę z więzienia 25.12.2017 r. pierwsze dwa dni spędzę z trójką moich synków w domu mojej mamy – to już wiem na pewno.

Ale dalej nie wiem, co będzie, ponieważ u mojej mamy nie będę mogła dłużej mieszkać. Na moją prośbę zostałam objęta pomocą kuratorską – nie wiem, jednak, czy ją otrzymam i czy dostanę mieszkanie socjalne. Mam taką nadzieję. Jak mieszkanie otrzymam i będę miała, gdzie mieszkać, to pójdę do pracy i będę mogła zacząć normalne życie.

Przede wszystkim chcę nadrobić stracony czas z dziećmi i moją kochaną rodziną. Po prostu chcę normalnie żyć.

Oldżi

Kurator – pomagacz

1-DSC_1444

Kurator. Kto to jest? Moim zdaniem urzędnik – pomagacz. Czyli osoba pomagająca, wyznaczona przez urząd. W czym może pomóc taka osoba? Zawsze się zastanawiałam nad tym. Dziś już trochę wiem na ten temat, a to dzięki temu, że mogłam osobiście porozmawiać z Panią kurator, która odwiedziła nas za pośrednictwem Fundacji. Wiem, że taka osoba może wesprzeć mnie w moich celach, jakie sobie wyznaczę, nie do końca wiedząc, w jaki sposób mogę je zrealizować. Wskaże możliwości i pomoże. Tak sobie wyobrażam funkcję, jaką pełni taki urzędnik, ale myślę też, że jest to osoba, z którą nawiązują się bliższe relacje przez to, że uczestniczymy nawzajem w swoim życiu

Monika

Nasłuchałam się na temat kuratorów sądowych takich rzeczy, że włos mi się na głowie jeżył! Kiedy pomyślałam, że ktoś taki będzie mi się „wałęsał” po chałupie, szperał po lodówce i szafkach, to budziło się we mnie zwierzę. Zakładając, że dostanę kiedyś przedterminowe warunkowe zwolnienie, to obstawiałam, że kurator jako mój wróg, szybciutko załatwi mi „powrót” do więzienia. Ostatnio jednak miałam okazję poznać Panią Kurator i… jestem zaskoczona. Nie wilkołak… nie wampir… nie rzuca się na człowieka – normalnie czuję się zatkana ;), bo to osoba z krwi i kości i co najbardziej zaskakujące – życzliwa i otwarta. Żałuję natomiast, że kontakt z kuratorem może mieć miejsce dopiero po opuszczeniu przez skazanego zakładu. Powinno być tak, że już podczas pobytu tutaj kurator poznaje „podopiecznego”, a ten swojego przyszłego kuratora. Od tego człowieka będzie sporo zależało w przyszłości, więc nie wyobrażam sobie, że przeczyta o mnie to, co jest w „teczce osobopoznawczej” i tyle. Pod tym względem zmieniłabym prawo, gdyby to ode mnie zależało. Poza tym jednak cieszę się, że mogłam porozmawiać z naszym gościem. Nie śledzę wszystkich kodeksów, ani zmian w tych kodeksach, bo to nie sposób gonić za tym wszystkim, a już na pewno trudno za tym nadążyć. Okazuje się, że tym sposobem sporo wiedzy mnie omija, a informacje te są istotne i tylko od kogoś kto jest na bieżąco można się o nich dowiedzieć, a dowiedziałam się np. o istnieniu programu wolnościowego, który dla większości skazanych powinien być istotny. A przynajmniej każdy skazany powinien o nim wiedzieć, aby móc zdecydować czy chce z niego skorzystać. Czekam na kolejne spotkanie z „naszą” kuratorką :), bo liczę, że czegoś jeszcze się dowiem.

Małgosia

„Mój pierwszy dzień na wolności”

Witam wszystkich po dłuższej nieobecności na blogu, z przyczyn technicznych nie mogłam uczestniczyć w tej przeprawie przez „naszą rzeczywistość”. Teraz wszystkich pozdrawiam i życzę masę pozytywnej energii w codziennych trudach.

Ze względu na to, iż dwa razy przeżywałam ten pierwszy dzień na wolności, w skrócie jeden z nich opiszę.

2-DSC_1615

Jestem już po drugiej stronie… Tę wielką bramę mam za plecami i co teraz? Myślałam, że będzie większe podniecenie, że cały świat będzie się cieszył razem ze mną, a tu bach… Jakbym była w niemym filmie. No dobra, czas do domu, więc taksówką prosto pod adres. W domu sporo się zmieniło przez te kilka lat, wszyscy mnie miło witają. Patrzę, a tu nowy domownik – to chyba moja bratowa. Obca mi dziewczyna, z jakimś małym szczurkiem na rękach. O nie, to nie szczurek. To małe dziecko wydające dziwne odgłosy. I co ja tu robię, to już nie mój dom! Chcę się integrować ze środowiskiem, zapoznać się z nowym towarzystwem. Jest miło, bynajmniej tak to wygląda z boku, a we łbie tysiąc myśli naraz, nacisk rodzinny do szybkiego ogarnięcia się nie daje skutków. Siedzę przed telewizorem, patrzę w niego jak szpak w pięć złotych i nie dlatego, że nie widziałam w więzieniu telewizora, ale nie widziałam tam mojego ukochanego programu CARTOON NETWORK – BAJKI. I to jest to co „tygryski lubią najbardziej”.

Z racji tego, że namowa domowników była mocno naciskająca, abym pozałatwiała to, co najważniejsze, czyli kurator sądowy, 1200 urzędów itp. instytucje, wyruszam z domu na podbój tych „bogatych” budynków. Jednak świat na zewnątrz jest taki ciekawy, że olewam te instytucje i zaczynam zwiedzanie starych – nowych miejsc. Przecież znam każdy zakątek Pragi, a jednak w tym dniu wydaje mi się, jakbym zwiedzała co najmniej Bukareszt. Spotykam po drodze znajome twarze, miło zaczyna się rozmowa, a za chwileczkę jestem już na jakiejś „domówce” . I to dopiero nazywa się przywitanie wolności, w końcu sprawy „ważniejsze” można zostawić na dzień następny – tylko nie wiem, kiedy zakończę ten balet – teraz szkoda zaprzątać sobie tym głowy. W ostateczności po tygodniu docieram do kuratora i miłe zaskoczenie: kurator w tym czasie ogarnął mi szkołę. Czyli warto było tydzień się wstrzymać.

 Poli