Nasze zajęcia

 ♦

Historia sztuki w więzieniu

Zajęcia z Zuzą wciągnęły mnie, mimo, że sztuka malarska była mi całkiem niepotrzebna i wydawała mi się nudna. Na wykładach Zuzi byłam dwa razy i muszę przyznać, że ta dziewczyna ma ogromną wiedzę. Ma też talent do przedstawiania tego wszystkiego w taki sposób, że ja osoba, która całkiem się na tym nie zna, słuchałam z ogromnym zainteresowaniem.

Troszkę informacji zostało mi w głowie. Zuza zainspirowała mnie też swoją wytrwałością w pochłanianiu wiedzy. Bo przecież bez uporu i wytrwałości nie da się tak dużo wiedzieć na temat różnych stylów w malarstwie, autorach i ich dziełach.

Życzę Zuzi z całego serca osiągnięcia celów. Moim zdaniem Zuza to wulkan pozytywnej energii.

Kajzerka

  ♦

Co mi dają zajęcia

Jestem teraz na urlopie, wiec mogę uczestniczyć w zajęciach organizowanych przez Fundację „Dom Kultury”, z czego bardzo się cieszę. Jednak już tęsknię do swoich poduszeczek. Jednak robię coś, co przynosi mi dużo radości. Zostałam „wolontariuszem” Fundacji Dr Clown, która zajmuje się dziećmi z onkologii. Szyjemy dla nich poduszki w kształcie serduszek, chmurek, kotków. Najważniejsze, żeby było kolorowo. Czuję się od razu lepiej, że choć trochę mogę się przyczynić do uśmiechu na twarzy chorego dziecka. Praca jest charytatywna, więc nie mam z niej żadnych korzyści materialnych. Ale poniekąd zawsze jest to kontakt ze światem zewnętrznym.

Pozdrawiam wszystkich Czytelników i zachęcam do jakiejkolwiek pomocy dzieciom.

Jest to coś wspaniałego, że nawet parę kobiet z zakładu karnego może dołożyć swoją cegiełkę do tego, co robi Małgorzata Socha czy Basia Kurdej Szatan.

Teraz uczestniczę też w projekcie „Powrót mamy”. Organizowany jest on przez psychologów z wolności, którzy nie mają nic wspólnego z tutejszą administracją. To daje pewien komfort. Uczestniczek jest kilkanaście, a to też działa na korzyść. Celem projektu jest komunikacja i naprawianie więzów z dziećmi.

Sceptycznie podchodzę do paplaniny psychologów. Według nich wszystko zaczyna się od naszego dzieciństwa, poprzez nasze rodziny. Jaki to ma związek z naszym dzisiejszym życiem? Wydawałoby się, że żaden. Ale…

Bo analiza wypadków po powrocie do celi miała skutki. Nie przyznam się do tego głośno, ale można z takiego podejścia wyciągnąć przydatne dla siebie wnioski. Nawet, jeśli problem dotyczy, kogo innego.

Cieszę się, że biorę w tym udział i mam nadzieję wyciągnąć z tych zajęć jak najwięcej.

Miśka 30

  ♦

Jeżeli chodzi o Madzię, socjolog, która do nas przyjeżdża. Hm…, Co mogę powiedzieć. Na pewno jest ciepłą osobą i wprowadza dużo uśmiechu na zajęcia. Jestem jej wdzięczna, że poświęca nam czas. Lubię przychodzić do niej na zajęcia, mimo że nie zawsze się z nią zgadzam. Mówi mądre, co ważniejsze, życiowe rzeczy, choć czasami trudne do realizacji.

Czego mnie nauczyła? Wiary w siebie i nadziei, że po opuszczeniu zakładu karnego moje życie może być lepsze.

Pewnie jeszcze wiele nauki przede mną, ale staram się.

Miśka 30

 

Plany na przyszłość

Trudno w takim miejscu robić plany na przyszłość.

Najważniejsze to opuścić to miejsce odpoczynku.

Jedyną myślą są moje dzieci. No i wnuk lub wnuczka, która jest w drodze.

Pierwsze, co zrobię, jak wyjdę, to pójdę na spacer. Potem posprzątam mieszkanie.

A co później, to okaże się na zewnątrz, za murem.

Pewnie jak każda tutaj, chciałabym iść do pracy, każdą minutę poświęcić dzieciom.

Żyć inaczej niż dotychczas.

Agnieszka

Wina


Czy jestem winna? Na jaką karę zasłużyłam?

Tysiące razy próbowałam być obiektywna w ocenie i do dziś nie wiem.

Czy powinnam spłacać dług odsiadką za odebranie życia?

Czy mężczyzna ma prawo doprowadzić kobietę do ostateczności, zabrać jej godność, kobiecość, naruszają nietykalność cielesną, bijąc, dotykając?

Czy jako ofiara, miałam czekać biernie na to, do czego ta bestia mogła się posunąć?

Być może to ja byłabym dziś martwa. Albo zraniona na całe życie.

Jak to ocenić?

W którym momencie nasze prawo pozwala na to, aby w chwili, gdy obawiasz się o swoje życie, podjąć czynności obronne?

To pytania, na które zapewne nigdy nie poznam odpowiedzi.

Feniks

Choroba więzienna czy wielka tęsknota?

 

Może jedno i drugie. Przez tęsknotę zaczynamy wierzyć w rzeczy, które dają nam cień nadziei, choć podświadomie wiemy, że szanse są równie małe. Teraz jest już lipiec i szanse na nowe zapisy w Kodeksie karnym.

Między skazanymi ożywione rozmowy na temat dozoru elektronicznego, który do tej pory dotyczył skazanych na kary do roku. Po nowelizacji ma zwiększyć się skala do półtora roku lub dwóch lat. Krążą dwie wersje.

Doszły też do mnie nowinki na temat amnestii, która ma być ogłoszona 2018 roku. Szczerze mówiąc, o tej amnestii słyszałam już w 2016 roku latem gdy miały nastąpić zmiany w Konstytucji. Tak naprawdę, nie wiem, czym jest dokładnie spowodowana ta ślepa nadzieja. Mnie to nie dotyczy. Pogodziłam się z karą za moje niepoprawne postępowanie. Wszystko, co mogłam, zrobiłam, by wyrok się zmniejszył. Teraz mogę liczyć jedynie na warunkowe zwolnienie za dobre sprawowanie.

Wyrok za kradzieże i włamania z siedmiu lat zmniejszył się do pięciu lat i sześciu miesięcy, a 2,5 roku mam za sobą. I zbliżam się do połowy. Dużo zrozumiałam przez ten czas i wiem, że więcej mnie tu już nie będzie.

Kajzerka

Bezdomność – stan umysłu. Reportaż pisany w więzieniu

Niezwykłe zajęcia dla bezdomnych zostały zorganizowane z inicjatywy studenta Wyższej Szkoły Nauk Społecznych „Pedagogium”. Ludzie bez stałego adresu grali w przedstawieniu, które wzruszyło publiczność do łez. Dzięki występom przed publicznością zyskali pewność siebie a to często jeden z głównych deficytów bezdomnych. O historii Ryszarda, który z dobrze radzącego sobie w życiu mężczyzny zamienił się w bezdomnego, a potem odzyskał wiarę w siebie pisze Kajzerka. Bezdomność stan umysłu

Moje dziecko

Jest zima, Zuzanna ma 13 lat (imię zmienione), przebywa w ośrodku wychowawczym. Okazuje się, że w grudniu, na jednej z ucieczek, zaszła w ciążę. Teraz, gdy to odkryła, nie ma pojęcia, co robić, bo nikt oprócz niej i jej chłopaka nie wie o ciąży. Rodzice Zuzanny chyba coś podejrzewają, ale chyba nie chcą tego dopuścić do świadomości. A Zuzanna dalej jest w ośrodku, dalej boi się cokolwiek komukolwiek powiedzieć, dalej nie wie, co robić – a brzuch rośnie. Naiwnie myśli, że może problem sam się jakoś rozwiąże, nie bardzo zdaje sobie sprawę, co to znaczy ciąża.

W końcu dowiadują się o wszystkim wychowawcy, a za ich sprawą jej rodzice. Matka mdleje po telefonie z ośrodka, ojciec nie dowierza, Zuzanna podejmuje decyzję: nie pojedzie na żadną przepustkę do domu, bo boi się ich reakcji na żywo. A jednak przyjeżdża po nią ojciec, namawia, żeby wzięła przepustkę i pojechała z nim. Przez całą drogę ojciec pomija temat, już na miejscu matka stwierdza: „dziecko, co ty zrobiłaś? Teraz skończy się zabawa lalkami, będziesz miała prawdziwą”.

Zuzia zauważa, że rodzice przyjęli wiadomość bardzo spokojnie, tylko matka notorycznie płacze. A ona sama nosi w brzuchu dziecko i wciąż nie wie, co ma zrobić. Na szczęście nie zawala szkoły, z nauką nigdy nie miała problemu. Udaje jej się skończyć rok szkolny, zdaje do następnej klasy. Dyrektor placówki, w której przebywa Zuzia, pozwala jej matce zabrać ją wcześniej na przepustkę wakacyjną ze względu na ciążę i dobre wyniki w nauce.

W domu ojciec nadal udaje, że nic się nie stało, matka z kolei strasznie to przeżywa. Żadne z nich nigdy nie powiedziało, żeby Zuzia oddała dziecko lub usunęła, oczywistą sprawą jest, że będą wychowywać wnuka.

Dziecko rodzi się we wrześniu. Matka Zuzi bardzo jej w zajmowaniu się nim pomaga, radzi, pokazuje. W październiku Zuzia wraca do szkoły, z tą różnicą, że już nie przebywa tam 24 godziny na dobę, tylko dostaje status „dochodzącej”. Trwa to cały semestr. Tylko jeden, bo w międzyczasie rodzice Zuzi popadają w alkoholizm. Zawsze lubili sobie wypić przy okazji, ale teraz zaczęli pić codziennie duże ilości. Zuzia zostaje więc właściwie sama, bo jej chłopak i ojciec jej syna idzie do więzienia.

Ma 14 lat i jakoś próbuje to wszystko ogarnąć, ale nie daje rady, rzuca szkołę, żeby zająć się malutkim synkiem. Przez kolejny rok w domu jest coraz gorzej, Zuzia nie wytrzymuje, zgłasza zaistniałą sytuację paniom z rodzin zastępczych. A te zabierają jej synka do domu małego dziecka, obiecują, że załatwią tam miejsce i dla niej. Zuzia strasznie to przeżywa, do tej pory byli nierozłączni. Całymi dniami siedzi w domu dziecka, aby tylko jej synek nie płakał. Po trzech tygodniach udaje się załatwić jej miejsce w tej samej placówce, zostawia więc pijących rodziców i chłopaka, który właśnie wyszedł z więzienia i wprowadza się do domu dziecka. Ma własny pokój, mieszka w nim razem z synkiem, wraca też do szkoły. Jest szczęśliwa, że wreszcie są razem.

Nieznajoma

Post-prawda

Michał poprowadził u nas zajęcia na temat post-prawdy. Wyjaśniał, co to jest i skąd się wzięła post-prawda. Zastanawiałyśmy się czy i jak można poznać prawdę i które źródła wiedzy są bardziej wiarygodne, a które mniej.

Prawda to moje indywidualne, wyrobione zdanie na dany temat. Nim ono powstanie muszę z różnych źródeł zasięgnąć opinii, przeanalizować informacje, przepuścić przez swój filtr w mózgu. Potem podejmuję decyzję, co jest dla mnie istotne, co jest dla mnie prawdą. Nigdy nie kieruję się jedną opinią, bo kłamstwa i zmanipulowane informacje są na porządku dziennym. Dlatego warto czytać, dokształcać się, zasięgać opinii, zbierać nowe informacje, żeby nie mijać się z prawdą i nie puszczać bredni w obieg.

Daga

 ♦

Prawda – czym jest? Częstokroć jest to odczucie subiektywne, bo coś, co dla mnie jest prawdą, czymś niepodważalnym, dla drugiej osoby może stanowić podstawę głębokich rozważań. Dopiero na ich podstawie może zdecydować czy to, co ja twierdzę jest słuszne. Na przykład wyznaję zasadę (naukę wyniesioną z domu), że człowiek w każdej sytuacji musi pozostać człowiekiem i zawsze powinien znaleźć sobie cel, do którego będzie dążył. Spotykam jednak ludzi, którzy twierdzą, że w niektórych sytuacjach wszelkie odruchy człowieczeństwa są wręcz niepożądane. Według nich życie jest ważne tylko tu i teraz i żadne dalsze plany i wyznaczanie sobie celów jest bez sensu.

Magda C. (Mańka)

 Czym jest dla mnie prawda…Prawdą jest dla mnie coś empirycznego. Czyli coś, co jest oparte na doświadczeniu. Coś, co jest namacalne. Coś, co jest oparte na faktach. Czyli coś faktycznego opartego na zdarzeniu.

Julka

 ♦

Czym jest prawda? To temat dla mnie bardzo szeroki. Prawda jest czymś, co można udowodnić, że istnieje. Coś, co można przedstawić innej osobie i udowodnić, że to jest. Czymś, czego nie można podważyć innym argumentem. Jest to faktem, jest zgodne z zasadami.

Basia

Czym jest dla mnie prawda nietrudno powiedzieć. Prawda jest dla mnie czymś widocznym, namacalnym, łatwym do sprawdzenia. Przeważnie staram się dowieść prawdy. Szukam w różnych źródłach, sprawdzam i dociekam. Prawda jest bardzo ważna w moim życiu. Nie lubię ludzi, którzy kłamią. Sama tego nie robię, no chyba, że muszę. Na przykład przed sądem czy policją.

Magda

Prawda? Dla każdego, z reguły, prawdą jest coś indywidualnego, innego. Często zależy od tego, co chcemy osiągnąć. Czasem prawda nie jest wygodna i rodzi się konflikt interesów. Wolę gorzką prawdę od słodkiego kłamstwa. Czuję się pewniej.

U.A.

Czego mi brakowało w dzieciństwie

PZU Baner

Moje dzieciństwo było „niby” szczęśliwe.

Ale tak naprawdę brakowało mi mamy.

Owszem, miałam oboje rodziców, dziadków i siostrę. Dla matki wszystko i wszyscy inni byli jednak ważniejsi.

Dziś sama mam dzieci i każdą wolną chwilę chciałam poświęcić tylko im. Alkohol wygrał z „Nami”.

Od dłuższego czasu nie utrzymuję kontaktów z rodzicami, ale tak mi często ich brakuje, że rozrywa mnie od środka.

Agnieszka

Najbardziej brakowało mi rodzeństwa, bo jestem jedynaczką i nie miałam się z kim bawić. Sama musiałam się sobą zajmować i wymyślać zabawy. Ciężko mi było tak samej ciągle się bawić. Wymyślałam sobie, co mam robić, szyłam ubranka dla lalek, rysowałam i tak myślę, że w momencie dorastania wyszły efekty mojej samotności w dzieciństwie, bo weszłam w bardzo nieodpowiednie towarzystwo, żeby już nie być samą. Towarzystwo tak mnie wciągnęło, że skończyło się jak widać.

Magda

 ♦

Najbardziej brakowało mi mamy, która była dla mnie najwspanialszą i najukochańszą istotą i której braku świat mi nie zastąpił i nie wynagrodził. Straciłam ją, gdy miałam 12 lat. Odeszła po ciężkiej chorobie, która trwała tylko 5 miesięcy i odebrała mi całą radość dziecięcą. Mimo, że była przy mnie ukochana babcia, która troskliwie i z całą swoją miłością zajęła się mną, to do dzisiaj czuję w sercu pustkę i żal. Nigdy nikt i nic jej nie wypełni. Już zawsze będę uboga we wszystkie doznania, jakie ma dziecko posiadające kochającą mamę. Mamę, do której zawsze można się zwrócić ze swoimi troskami i radościami.

Daga

Na Dzień Matki

Najwspanialsza osoba na całym świecie… Moja Mama jest moim przyjacielem, wspiera mnie od zawsze, niezależnie od sytuacji…

Dzisiaj jestem tutaj, w więzieniu. Zrobiłam straszną rzecz, która odbije się na całym moim życiu. Żałuję, cierpię, przeżywam. Wszyscy mnie oceniają – a moja Mama nie. To wspaniałe, że mogę na nią liczyć.

Kochana Mamo, dziękuję Ci za każdy dzień, za każdą chwilę. To dzięki Tobie istnieję i dzięki Tobie żyję. Gdybym ze wszystkich kobiet na świecie miała wybrać dla siebie Mamę, wybrałabym Ciebie.

Dziękuję, Mamo.

Feniks

Dzień matki jest dla mnie smutnym dniem, gdyż niestety od paru lat nie mam mamy, umarła właśnie zaraz po tym święcie. Zazwyczaj w tym dniu, jeśli oczywiście jestem na wolności, kupuję piękną białą lilię (mojej mamy ulubiony kwiat), do tego piękny znicz w kształcie serca i pędzę do mojej mamusi. Lubię jeździć sama do mamy na cmentarz, bo wtedy sobie mogę z nią porozmawiać. Proszę ją, żeby mi pomogła, jak mam jakiś problem. Tak więc nie jest to dla mnie wesoły dzień. Choć pamiętam, jak kiedyś, gdy już sama byłam mamą, a mój synek leżał w szpitalu, przyszłam do niego i wręczył mi malutkiego misia z okazji dnia mamy. Wzruszył mnie tym bardzo, gdyż był wtedy bardzo chory, a jednak chciał mi sprawić przyjemność :).

Magda

26 maja obchodzimy święto, które jest dla mnie bardzo ważne.

Owszem, mam matkę, wydaje mi się, że w jakimś stopniu ją kocham, ale na szacunek trudno mi się zdobyć. Mimo to, życzę jej wszystkiego najlepszego. Jednak w tym dniu jest również moje święto, bo ja też jestem matką.

Mam cichą nadzieję, że dzieci każdego dnia, nie tylko 26 maja, będą pamiętać, że bardzo je kocham i nie ma ważniejszych osób w moim życiu. Są światełkiem, które zapala się w moim sercu i głowie codziennie rano, gdy wstaję na poranny apel.

Niuncia

Moje miejsce na Ziemi!

 

Urodziłam się i wychowałam w Warszawie. Kocham to miasto, na każdym kroku mnie zadziwia, choć 24 lata z nim żyję. Jest wypełnione po ostatnią ulicę historią, m.in. Pawiak, getto żydowskie, budowle, które przetrwały niejedno bombardowanie, Cytadela, nasz stadion narodowy, Muzeum Powstania Warszawskiego, w którym się zakochałam i przy okazji zachęcam do odwiedzenia, bo warto, pięknie i nowocześnie przedstawia część historii. Uwielbiam intensywność życia w Warszawie, ludzi, bardzo bogatą rozrywkę, duże możliwości pracy i kształcenia się, parki. Jest tu po prostu inne życie. Nie widzę się mieszkającej na stałe gdzie indziej. Ale wypady rekreacyjno-wypoczynkowe były i będą mile widziane.

A wiecie, co mnie najbardziej boli? Że zabierają nam wspomnienia niszcząc i zmieniając m.in. Sezam na Śródmieściu, Uniwersam na Grochowie, teraz czepiają się Rotundy. Po co to wszystko?! A najgorsze dla mnie jest to, że Warszawa ma zostać metropolią.

Drodzy Czytelnicy, teraz mam do Was pytanie z zupełnie innego tematu. Dotyczy to „6” Weidera – czy ktoś wie, co dalej, jak zakończy się ten cykl 42-dniowy?

Pozdrawiam

Kajzerka