Wakacyjne podróże: Częstochowa

Witam, mam na imię Magda i jestem rodowitą częstochowianką. Tutaj się urodziłam i wychowałam. I choć od kilku lat jestem zawodowo związana ze stolicą, Częstochowa zawsze będzie dla mnie tym najważniejszym miejscem na geograficznej mapie świata.

Dla tych, którzy nie kojarzą geograficzna podpowiedź: Częstochowa leży na styku trzech mezoregionów geograficznych i Wyżyny Częstochowskiej, zwanej potocznie Jurą, obniżenia górnej Warty oraz Wyżyny Wieluńskiej, należących do wspólnej podprowincji Wyżyny Śląsko-Krakowskiej.

Najbardziej rozpoznawalnym miejscem i budowlą w Częstochowie jest Klasztor Paulinów na Jasnej Górze. Wybudowano go w XIV wieku (1382 roku) na jasnym, wapiennym wzgórzu. Jego fundatorem był książę Władysław Opolczyk. Sławę Jasnej Górze przyniósł przywieziony z Rusi obraz Matki Boskiej. To właśnie dzięki niemu miejsce stało się miejscem kultu Maryjnego.

Klasztor Jasnogórski to jednak nie tylko obiekt religijny. Na wałach muru klasztornego można namacalnie poznać historię, m.in. dzięki armatom z czasów „potopu” szwedzkiego, które zawsze były wielką atrakcją turystyczną, a w szczególności wielką frajdą dla dzieci, które mogą je dotknąć i nawet zrobić sobie zdjęcie z „wielkim działem”. Z kolei wchodząc do Kaplicy Cudownego Obrazu uderza niesamowita liczba wotów, które wierni pozostawiali (i wciąż pozostawiają) w podziękowaniu za cuda i łaski, jakich doświadczyli. Są wśród nich liczne kule, pozostawione przez osoby, które odzyskały władzę w nogach, mnóstwo klejnotów, jak i bardzo prostych, ale dla wielu najcenniejszych przedmiotów, na przykład różaniec wykonany z chleba więziennego.

Poza tym na Jasnej Górze można podziwiać skarbiec, gdzie znajdują się obrazy, biżuteria, odznaczenia, medale, dary królewskie itp. Warto poświęcić również czas, aby zobaczyć arsenał jasnogórski, gdzie zostały zdeponowane bogate zbiory militariów. Samo sanktuarium ze swoistymi XVII-wiecznymi freskami i XVII-wiecznym ołtarzem obejmuje kościół i zespół budowli klasztoru obronnego i jest zabytkiem zerowej klasy, gdzie gościło wiele głów królewskich i przedstawicieli wielu państw. Wspaniała to lekcja historii.

Ale jak to śpiewa mój krajan, Częstochowa to nie tylko „miasto świętej wieży”. Jest tu wiele ciekawych miejsc, jak choćby Muzeum Haliny Poświatowskiej, Muzeum Rud Żelaza, Historii Kolei, Muzeum Produkcji Zapałek – jedyna tego typu placówka w Europie. Wszystkim kolekcjonerom, np. filatelistom, polecam obejrzeć imponującą kolekcję etykiet na pudełka od zapałek – być może będzie to bodziec do „budowania” nowej kolekcji. A swoją drogą – czy potraficie sobie wyobrazić, co można zrobić z jednej malutkiej zapałki? Bo ja na wystawie ujrzałam nawet mini-rower z robiony z tego „maleństwa”. Spróbujcie sami wyjąć jedną zapałkę i patrząc na nią stworzyć w swojej wyobraźni jakiś przedmiot. Zapewniam, że są tacy magicy, którzy tę wyobraźnię zamieniają w istne dzieła sztuki.

Właśnie na terenie Częstochowy znajduje się też Rezerwat Archeologiczny Kultury – jedno z największych poznanych w Polsce cmentarzysk z wczesnej epoki żelaza (750-600 p.n.e.). Cmentarzysko sprzed 2500 lat odkryto podczas prac prowadzonych przy budowie linii tramwajowej. Obecnie w zbudowanej dookoła galerii zgromadzono eksponaty i zorganizowano wystawę o kulturze łużyckiej. Wrażenie, jakie robi to cmentarzysko, jest niesamowite. Trzeba to samemu zobaczyć, obejrzeć eksponaty i uruchomić wyobraźnię, jak kiedyś funkcjonował człowiek i czym posługiwał się w życiu codziennym. Podobne uczucie – momentami niedowierzanie, a momentami wrażenie cofnięcia się w czasie – towarzyszyło mi podczas zwiedzania Biskupina, który jest przecież ogólnie znany, tymczasem o naszym częstochowskim rezerwacie mówi się niewiele. A sądzę, że warto go obejrzeć i na własne oczy zobaczyć kawałek naszej historii.

Ponadto Częstochowa to „brama” do przepięknej Jury ze swoimi wapiennymi ostańcami i murami zamków Szlaku Orlich Gniazd. W Złotym Potoku k/Częstochowy warto obejrzeć najstarszą pstrągarnię w Europie. Corocznie przez hotel „Kmicic” jest tam organizowane Święto Pstrąga. Podczas dwudniowej imprezy zjeżdża cała elita kucharzy (tych znanych z telewizji – i nie tylko), którzy prześcigają się w różnych przepisach, efektem jest pstrąg serwowany na 100 sposobów! Nawet jak dla niektóre z tych przepisów są zbyt udziwnione, ale dla smakoszy może to być raj dla podniebienia. Ja osobiście uwielbiam pstrąga w płatkach migdałowych prosto z piekarnika, serwowanego z sosem jogurtowym, a także klasycznego grillowanego z koprem w środku. Zdecydowanie polecam – i pstrąga, i całą imprezę. To okazja do wspaniałego spędzenia dwóch dni na świeżym powietrzu, z mnóstwem atrakcji i zabaw dla całych rodzin: zarówno dla dzieci, jak i dorosłych.

W Złotym Potoku warto również zajrzeć do Muzeum Regionalnego im. Z. Krasińskiego. Na stokach Złotej Góry z kolei (Zawodzie) wydobywano w przeszłości wapień, którzy m.in. wykorzystywano do budowy domów. Zachowały się 4 kamieniołomy, a największym (i najpiękniejszym!) wyrobiskiem jest kamieniołom Saturn. Jego ogromne rozmiary i białe pionowe ściany robią niesamowite wrażenie.

Okolice Jury to ponadto raj dla grotołazów, fanów wspinaczki i wszystkich lubiących aktywny wypoczynek i lekcje historii – każda ruina zamku to odrębny wykład, jedyny w swoim rodzaju.

Zapraszam i myślę, że każdy, kto odwiedzi „moje” miasto i zapuści się na Jurę, będzie tu powracać.

Mańka (Magda)

Post-prawda

Michał poprowadził u nas zajęcia na temat post-prawdy. Wyjaśniał, co to jest i skąd się wzięła post-prawda. Zastanawiałyśmy się czy i jak można poznać prawdę i które źródła wiedzy są bardziej wiarygodne, a które mniej.

Prawda to moje indywidualne, wyrobione zdanie na dany temat. Nim ono powstanie muszę z różnych źródeł zasięgnąć opinii, przeanalizować informacje, przepuścić przez swój filtr w mózgu. Potem podejmuję decyzję, co jest dla mnie istotne, co jest dla mnie prawdą. Nigdy nie kieruję się jedną opinią, bo kłamstwa i zmanipulowane informacje są na porządku dziennym. Dlatego warto czytać, dokształcać się, zasięgać opinii, zbierać nowe informacje, żeby nie mijać się z prawdą i nie puszczać bredni w obieg.

Daga

 ♦

Prawda – czym jest? Częstokroć jest to odczucie subiektywne, bo coś, co dla mnie jest prawdą, czymś niepodważalnym, dla drugiej osoby może stanowić podstawę głębokich rozważań. Dopiero na ich podstawie może zdecydować czy to, co ja twierdzę jest słuszne. Na przykład wyznaję zasadę (naukę wyniesioną z domu), że człowiek w każdej sytuacji musi pozostać człowiekiem i zawsze powinien znaleźć sobie cel, do którego będzie dążył. Spotykam jednak ludzi, którzy twierdzą, że w niektórych sytuacjach wszelkie odruchy człowieczeństwa są wręcz niepożądane. Według nich życie jest ważne tylko tu i teraz i żadne dalsze plany i wyznaczanie sobie celów jest bez sensu.

Magda C. (Mańka)

 Czym jest dla mnie prawda…Prawdą jest dla mnie coś empirycznego. Czyli coś, co jest oparte na doświadczeniu. Coś, co jest namacalne. Coś, co jest oparte na faktach. Czyli coś faktycznego opartego na zdarzeniu.

Julka

 ♦

Czym jest prawda? To temat dla mnie bardzo szeroki. Prawda jest czymś, co można udowodnić, że istnieje. Coś, co można przedstawić innej osobie i udowodnić, że to jest. Czymś, czego nie można podważyć innym argumentem. Jest to faktem, jest zgodne z zasadami.

Basia

Czym jest dla mnie prawda nietrudno powiedzieć. Prawda jest dla mnie czymś widocznym, namacalnym, łatwym do sprawdzenia. Przeważnie staram się dowieść prawdy. Szukam w różnych źródłach, sprawdzam i dociekam. Prawda jest bardzo ważna w moim życiu. Nie lubię ludzi, którzy kłamią. Sama tego nie robię, no chyba, że muszę. Na przykład przed sądem czy policją.

Magda

Prawda? Dla każdego, z reguły, prawdą jest coś indywidualnego, innego. Często zależy od tego, co chcemy osiągnąć. Czasem prawda nie jest wygodna i rodzi się konflikt interesów. Wolę gorzką prawdę od słodkiego kłamstwa. Czuję się pewniej.

U.A.

Czego mi brakowało w dzieciństwie

PZU Baner

Moje dzieciństwo było „niby” szczęśliwe.

Ale tak naprawdę brakowało mi mamy.

Owszem, miałam oboje rodziców, dziadków i siostrę. Dla matki wszystko i wszyscy inni byli jednak ważniejsi.

Dziś sama mam dzieci i każdą wolną chwilę chciałam poświęcić tylko im. Alkohol wygrał z „Nami”.

Od dłuższego czasu nie utrzymuję kontaktów z rodzicami, ale tak mi często ich brakuje, że rozrywa mnie od środka.

Agnieszka

Najbardziej brakowało mi rodzeństwa, bo jestem jedynaczką i nie miałam się z kim bawić. Sama musiałam się sobą zajmować i wymyślać zabawy. Ciężko mi było tak samej ciągle się bawić. Wymyślałam sobie, co mam robić, szyłam ubranka dla lalek, rysowałam i tak myślę, że w momencie dorastania wyszły efekty mojej samotności w dzieciństwie, bo weszłam w bardzo nieodpowiednie towarzystwo, żeby już nie być samą. Towarzystwo tak mnie wciągnęło, że skończyło się jak widać.

Magda

 ♦

Najbardziej brakowało mi mamy, która była dla mnie najwspanialszą i najukochańszą istotą i której braku świat mi nie zastąpił i nie wynagrodził. Straciłam ją, gdy miałam 12 lat. Odeszła po ciężkiej chorobie, która trwała tylko 5 miesięcy i odebrała mi całą radość dziecięcą. Mimo, że była przy mnie ukochana babcia, która troskliwie i z całą swoją miłością zajęła się mną, to do dzisiaj czuję w sercu pustkę i żal. Nigdy nikt i nic jej nie wypełni. Już zawsze będę uboga we wszystkie doznania, jakie ma dziecko posiadające kochającą mamę. Mamę, do której zawsze można się zwrócić ze swoimi troskami i radościami.

Daga

Czy jestem więźniem?

Czy jestem więźniem?

Tak.

Jak długo?

Zamknięta w więzieniu: od 1,5 roku.

Uwięziona w labiryncie pełnym pułapek, stworzonym przez mój umysł: od lat.

Cały paradoks polega na tym, że dopiero tutaj, w więzieniu odnajduję proste ścieżki życia, prowadzące do szczęścia.

Nie boję się już żyć, bo odnalazłam w sobie siłę, aby stawić czoła swoim lękom i pokonać je.

Feniks

Na Dzień Matki

Najwspanialsza osoba na całym świecie… Moja Mama jest moim przyjacielem, wspiera mnie od zawsze, niezależnie od sytuacji…

Dzisiaj jestem tutaj, w więzieniu. Zrobiłam straszną rzecz, która odbije się na całym moim życiu. Żałuję, cierpię, przeżywam. Wszyscy mnie oceniają – a moja Mama nie. To wspaniałe, że mogę na nią liczyć.

Kochana Mamo, dziękuję Ci za każdy dzień, za każdą chwilę. To dzięki Tobie istnieję i dzięki Tobie żyję. Gdybym ze wszystkich kobiet na świecie miała wybrać dla siebie Mamę, wybrałabym Ciebie.

Dziękuję, Mamo.

Feniks

Dzień matki jest dla mnie smutnym dniem, gdyż niestety od paru lat nie mam mamy, umarła właśnie zaraz po tym święcie. Zazwyczaj w tym dniu, jeśli oczywiście jestem na wolności, kupuję piękną białą lilię (mojej mamy ulubiony kwiat), do tego piękny znicz w kształcie serca i pędzę do mojej mamusi. Lubię jeździć sama do mamy na cmentarz, bo wtedy sobie mogę z nią porozmawiać. Proszę ją, żeby mi pomogła, jak mam jakiś problem. Tak więc nie jest to dla mnie wesoły dzień. Choć pamiętam, jak kiedyś, gdy już sama byłam mamą, a mój synek leżał w szpitalu, przyszłam do niego i wręczył mi malutkiego misia z okazji dnia mamy. Wzruszył mnie tym bardzo, gdyż był wtedy bardzo chory, a jednak chciał mi sprawić przyjemność :).

Magda

26 maja obchodzimy święto, które jest dla mnie bardzo ważne.

Owszem, mam matkę, wydaje mi się, że w jakimś stopniu ją kocham, ale na szacunek trudno mi się zdobyć. Mimo to, życzę jej wszystkiego najlepszego. Jednak w tym dniu jest również moje święto, bo ja też jestem matką.

Mam cichą nadzieję, że dzieci każdego dnia, nie tylko 26 maja, będą pamiętać, że bardzo je kocham i nie ma ważniejszych osób w moim życiu. Są światełkiem, które zapala się w moim sercu i głowie codziennie rano, gdy wstaję na poranny apel.

Niuncia

Zatrzymaj się… czasami odwróć…, spójrz na swoje życie z innej perspektywy…. i zacznij wyciągać wnioski!

Jedną z osób, która prowadzi z nami zajęcia eWKratke, jest Madzia, socjolog. Współpracuje na stałe z Fundacją „Dom Kultury”. Jest mediatorką, doradcą zawodowym. Lubi wyzwania i … kocha ludzi.

eWKratke: Co Cię tu sprowadza?

Madzia: Od półtora roku rewolucjonizuję swoje życie: nowe studia, nowe wyzwania, nowa współpraca i oto jestem!

eWKratke: A co Ci dają zajęcia z nami?

Madzia: Jak pracujesz przez 15 lat głównie koncentrując się na zarabianiu pieniędzy, to przestajesz mieć satysfakcję. Brak celu. Wypalasz się zawodowo. Chcesz nawiązać konkretne relacje i chcesz widzieć głębszy sens swojej pracy. A ja widzę w Was potencjał i teraz czuję, że to co robię ma większy sens. Następuje wzajemna wymiana pozytywnych energii.

eWKratke: Skąd Ci się biorą pomysły na coraz to nowe tematy zajęć?

Madzia: Życie! Obserwuję Was i siebie. Moje motto brzmi: tak długo szukam rozwiązań, aż je znajdę… Nie ma problemów są tylko kwestie do rozwiązania.

eWKratke: Jak wyobrażałaś sobie więzienie i ludzi w nim?

Madzia: Starałam sobie nic nie wyobrażać, ponieważ nie chciałam się uprzedzać. Pamiętam pierwszy raz u Was: budynek, druty kolczaste, kraty zrobiły na mnie wrażenie. Nawet dopadł mnie chwilowy stres. A tu wchodzę na zajęcia i widzę normalne, fajne laski, które chcą robić coś ciekawego.

eWKratke: Jakie są reakcje ludzi na Twoje wizyty u nas?

Madzia: Bardzo różne, od przerażenia po podziw. Stereotypy wśród ludzi są, były i będą. Ja zostałam wychowana w duchu otwartości. Jestem osobą ciekawą świata i ludzi. Dzięki temu ciągle poszerzam swoje horyzonty. Czerpię z innych i mogę tyle samo dawać.

eWKratke: Co byś chciała jeszcze z nami zrobić na zajęciach?

Madzia: Generalnie kwestie konfliktów, problemów i komunikacji. Chcę Was nauczyć, jak sobie radzić z problemami, jak komunikować swoje potrzeby i oczekiwania. Jak rozumieć siebie i innych. W skrócie, jak się skutecznie komunikować. Tylko to nie będzie gotowa recepta. Ja Wam po prostu pomogę – pokarzę narzędzia i sposoby a reszta zależy od Was.

eWKratke: Długo będziesz do nas przychodzić?

Madzia: Tak długo, jak będzie tutaj ktoś, kto będzie tego chciał.

Teraz ja Was chcę o coś zapytać: co Wam dają te zajęcia?

eWKratke:

Przekonanie, że nasze życie nie musi tak wyglądać. Że są ludzie, którzy bezinteresownie pomagają (Marlena).

Poczucie, że zawsze, gdy mam problem, mogę zadzwonić do Madzi, że ona mi pomoże, nie zbędzie mnie. (Dada)

Mam uśmiech na twarzy, gdy Madzię widzę… Ona umie się wdrążyć we mnie i tym samym wywiera na mnie i na moje przemyślenia duży wpływ. (Kajzerka)

Na pozytywnych ludzi z pasją przyjemnie się patrzy i ich się słucha. (U.A)

Zajęcia pomagają mi odkopać moje prawdziwe „ja”. Uświadamiają mi, gdzie mam szukać, aby rozwiązać problem, z którym się zmagam od lat. Nie dają gotowej odpowiedzi – zmuszają do myślenia i analizy i to jest super! (Marlena)

Lubię chodzić na te zajęcia bardzo. Choć często się wygłupiam, to zawsze biorę z nich dużo. To co wyniosłam analizuję i potem zastanawiam się nad pewnymi kwestiami. Bardzo je lubię i chcę, aby było ich więcej. Dziękuję Ci Madziu. (Magda)

Codzienność w więzieniu… Każdy, kto był, wie. Ale.. dwa razy w tygodniu widzę światełko w tunelu. Zajęcia, które pobudzają nasze mózgi do działania. Różnorodność tematów zaskakuje, ciekawi ludzie, z którymi mamy tutaj możliwość porozmawiać., wymienić się spostrzeżeniami, analizować wspólnie różne problemy. Czy to resocjalizacja? Nie wiem. Ale proszę o jeszcze ;).

(Bella)

Od ponad pół roku Madzia prowadzi zajęcia PROBLEM, KONFLIKT – KOMUNIKACJA

dla Osadzonych w Areszcie Warszawa – Grochów – podopiecznych Fundacji „Dom Kultury”,
z którą na stałe współpracuje. Warsztaty, które prowadzi dotyczą różnych sposobów i stylów komunikacji, rozwiązywania konfliktów oraz radzenia sobie z problemami.

Podczas zajęć – warsztatów prowadzi treningi, gry i rozmowy, których celem jest zaangażowanie uczestniczek do aktywnego analizowania swoich postaw, zachowań i działań. Madzia przestawiam metody, sposoby i narzędzia, dzięki którym można lepiej się komunikować, rozwiązywać konflikty i problemy.

Moje miejsce na Ziemi!

 

Urodziłam się i wychowałam w Warszawie. Kocham to miasto, na każdym kroku mnie zadziwia, choć 24 lata z nim żyję. Jest wypełnione po ostatnią ulicę historią, m.in. Pawiak, getto żydowskie, budowle, które przetrwały niejedno bombardowanie, Cytadela, nasz stadion narodowy, Muzeum Powstania Warszawskiego, w którym się zakochałam i przy okazji zachęcam do odwiedzenia, bo warto, pięknie i nowocześnie przedstawia część historii. Uwielbiam intensywność życia w Warszawie, ludzi, bardzo bogatą rozrywkę, duże możliwości pracy i kształcenia się, parki. Jest tu po prostu inne życie. Nie widzę się mieszkającej na stałe gdzie indziej. Ale wypady rekreacyjno-wypoczynkowe były i będą mile widziane.

A wiecie, co mnie najbardziej boli? Że zabierają nam wspomnienia niszcząc i zmieniając m.in. Sezam na Śródmieściu, Uniwersam na Grochowie, teraz czepiają się Rotundy. Po co to wszystko?! A najgorsze dla mnie jest to, że Warszawa ma zostać metropolią.

Drodzy Czytelnicy, teraz mam do Was pytanie z zupełnie innego tematu. Dotyczy to „6” Weidera – czy ktoś wie, co dalej, jak zakończy się ten cykl 42-dniowy?

Pozdrawiam

Kajzerka

Miłość do ukochanego a miłość do córki

Była u nas Aneta, dziennikarka. Dała nam zadanie: przeprowadzić wywiad z koleżanką spod celi. Nigdy nie bawiłam się w dziennikarkę, ale i tak uważam, że nieźle nam to poszło. Magda, która zadawała mi pytania, zapytała mnie, czy kocham swojego chłopaka. Odpowiedziałam: „nie wiem, czy można nazwać to kochaniem, ale nie wyobrażam sobie, żeby w moim życiu go nie było”.

Hm… Mój luby przeczytał ten tekst i nie był zbytnio zadowolony. Uważam, że źle odebrał tę odpowiedź, tym bardziej, że ten temat przerabialiśmy wielokrotnie. Powiem tak: ciężko u mnie z okazywaniem uczuć. Wiem, że to nie jest dobre, ale cóż, życie.

Kochać to kocham całym sercem swoją córkę, bezgraniczną miłością do końca życia, nigdy się tego nie wyrzeknę. I tego jestem pewna. Z ukochanym możesz się rozstać, zranić go i vice versa. Po jakimś czasie ból mija i pozostają wspomnienia, te dobre lub te złe, zależy od sytuacji. Życie płynie, a ty na nowo możesz się zakochać.

Z potomstwem tak już nie jest. Dla swojej córki jestem w stanie zrobić wszystko. Nigdy bym nie dopuściła, aby na przykład wyjechała zagranicę bez słowa, bo się pokłóciłyśmy. Walczyłabym o każdą chwilę, aby była szczęśliwa. Było tak, że codziennie mojej córce mówiłam, że ją kocham, że jest moją perełką i wszystkim, co mam, najwspanialszym darem od Boga. Uważam, że słowa „kocham cię” nie powinno się wypowiadać na prawo i lewo, bo można też nim zranić, jeśli to nie jest szczere wyznanie. Spieszymy się często lub chcemy, aby komuś było miło, nie patrząc na konsekwencje.

Mojej Perełki przy mnie nie ma i nie będzie aż do 18. roku życia i nie mogę powiedzieć, że ja cierpię. Byłabym w tym momencie egoistką. Bo co ma powiedzieć Perełka, kiedy od tylu lat nie doznaje tego uczucia? Musi być jej z tym źle – tak mówi moje serce. Kiedy mnie kłuje, to wiem, że to nie mój ból, tylko jej daje mi o sobie znać.

Mój luby nie powinien się więc obrażać, dlaczego mam mu mówić „kocham cię” ot tak, bo chce to usłyszeć? Jeżeli wypowiem te słowa, chcę, aby były szczerze wypowiedziane. Doceniam wszystko, co dla mnie robi, jest dla mnie ważną osobą w moim życiu, chcę z nim być i wiem o tym doskonale. Ale na pierwszym miejscu jest Natala i tego nic i nikt nie zmieni.

Miałam pewne zdarzenie, które umocniło mnie w tym, że potrafię szczerze kochać, choć nigdy miłości ani czułości nie zaznałam. Nie mam rodziny, pochodzę z domu dziecka, wszystkiego, co wiem i umiem, nauczyłam się sama.

Zawsze rano z Nati miałyśmy swoje 5 minut, przychodziła do mnie na kanapę na przytulanki, lubiła mi się kłaść na klatce piersiowej, a ja ją bujałam. Leżąc tak powiedziałam w myślach: „Boże, Nati, dziecko, jak ja Cię kocham”. A ona się podniosła, objęła moją buzię i z takimi wielkimi oczami, jakby to słyszała, wydukała (bo z mową u niej wiecie jak, po swojemu): „JA KONIAM MIKĘ!”. To „JA” wręcz wykrzyczała i buźka zaczęła jej się cieszyć. Wiem, że każda mama interpretuje to na swój sposób, wygodny dla siebie. Ktoś jeszcze powie, że to przypadek, ale ja wiem swoje. Człowiek uczy się na błędach, ale miłości kochania, podobnie jak poznawania drugiej połowy, całe życie uczysz się od tej drugiej osoby.

Mam nadzieję, że mój wybranek znajdzie odpowiedź na niejasności, które zaprzątnęły jego główkę i zrozumie, o co mi chodziło. Dobre jest to, że potrafimy rozmawiać na każdy temat.

Pozdrawiam Czytelników, nadchodzi wiosna, więc cieszmy się z ciepłego słoneczka :)

Dada

Sto pytań do… Iwony i Wioli

Sto pytań do… Iwony i Wioli

Iwona i Wiola to dwie moje współosadzone. Pod każdym względem różne od siebie. Gdybym miała znaleźć cokolwiek, co je łączy – obstawiam – nie byłabym w stanie. Jedna jest jak dzień, druga jak noc. Dlatego postanowiłam zadać im te same pytania i zobaczyć, jakie będą odpowiedzi .

Co wzbudza we mnie obsesyjny lęk?

Iwona: Policja.

Wiola: Że będę świadkiem śmierci własnego syna.

Kiedy kłamię?

Iwona: Staram się nie kłamać.

Wiola: Dla dobra bliskich.

Jakie jest najmniej lubiane przez Ciebie słowo?

Iwona: „Nie wiem”.

Wiola: „Nie da rady”.

Błędy, które najczęściej wybaczam?

Iwona: Nie wybaczam błędów i nie mam zamiaru wybaczać.

Wiola: Błędy życia codziennego.

Jakie jest Twoje ulubione słowo?

Iwona: Miłość.

Wiola: Miłość.

Co Cię przygasza, hamuje?

Iwona: Jak mam zły humor, to mam zły, a jak dobry, to dobry.

Wiola

Iwona: Zdrady.: Rzeczy, na które nie mam wpływu.

Kim lub czym chciałabym być, gdybym nie była tym, kim jestem?

Iwona: Zawsze chciałam być wolontariuszką, ale mi się nie udało.

Wiola: Piłkarzem.

Czego nie cierpię ponad wszystko?

Wiola: Pewnego człowieka.

Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem?

Iwona: Wplątać się w coś i wrócić do więzienia.

Wiola: Gdyby coś złego stało się z moimi bliskimi.

Główna cecha mojego charakteru?

Iwona: Gospodarność.

Wiola: Upartość.

Ulubieni bohaterowie literaccy?

Iwona: Duchy.

Wiola: Robinson Crusoe, Justynka z „Nad Niemnem”.

Obecny stan mojego umysłu?

Iwona: Ani radosny, ani smutny.

Wiola: Przygaszony.

 

100 pytań do… część II

Co wzbudza we mnie obsesyjny lęk?

Pająki. Może nie jest to choroba pod nazwą arachnofobia, ale w ogóle nie znoszę robactwa, a pająków przede wszystkim. Krzyczę tak, że padają na zawał. Lepiej one niż ja .

Kiedy kłamię?

Wtedy, gdy czuję, że muszę chronić swoich bliskich i kiedy moje kłamstwo może ich uchronić przed niebezpieczeństwem.

Jakie jest najmniej lubiane przez Ciebie słowo?

Moja współosadzona za najmniej lubiany zwrot uważa: „nie wiem”. A ja właśnie nie wiem, jakie słowo lubię najmniej. W sumie to chyba nie ma takiego. Mówię dużo, stosunkowo szybko i używam słów, które w danej chwili są mi potrzebne do wyrażenia myśli lub określenia emocji. Każde jest wtedy dobre.

Błędy, które najczęściej wybaczam?

Wybaczam ludziom zawsze każde świństwo, które mi zrobią pierwszy raz. Nigdy nie wybaczam kolejnego. Nie stosuję w życiu zasady „do trzech razy sztuka”, ponieważ uważam ją za zasadę dla idiotów. Jeżeli coś zrobimy nie tak, jak należy raz, to uważam, że może się zdarzyć. Ale gdy okazuje się, że ktoś nie analizuje swoich błędów i je mnoży, to nie chcę mieć z kimś takim do czynienia.

Jakie jest Twoje ulubione słowo?

Lubię wszystkie, których używam i które poznaję.

Co cię przygasza, hamuje?

Niewiele jest takich rzeczy, ale z grubsza – samopoczucie moich bliskich. Kiedy jest im źle lub coś im się nie układa, to ma to wpływ na mnie. Będąc tu nie mogę zadziałać na tyle, aby im pomóc, a nie zawsze wysłuchanie czy wsparcie słowem są wystarczające.

Kim lub czym chciałabym być, gdybym nie była tym, kim jestem?

Bogiem. Mogłabym zmieniać wszystko, jakbym chciała. Pewnie skończyłabym gorzej niż Jim Carrey w filmie pt. „Bruce Wszechmogący”, ale spróbować bym chciała .

Czego nie cierpię ponad wszystko?

Więzienia, bo za tym idzie wiele innych kwestii. A samego miejsca z dnia na dzień nie cierpię coraz bardziej.

Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem?

Śmierć bliskich, bo na to nie mam wpływu i o ile nie stanę się Bogiem ;), mieć nie będę. Ale tak na serio, to właśnie tych, których kocham traktuję jako największe nieszczęście.

Główna cecha mojego charakteru?

Oj, trudno się zdecydować, którą z cech uznać za główną. Ciekawość obstawiam, bo ona mnie nakręca i dzięki niej mam sporo innych cech.

Ulubieni bohaterowie literaccy?

No i całe szczęście, że tu jest liczba mnoga ;). Forrest Gump, Mikael Karvajalka, Tarabas, Ender, nawet Vaganbunda, Harry Potter również, Markiza Angelika, Oliver Twist, muszkieterowie, Ben Hur; nie będę wymieniała wszystkich postaci, ponieważ to niemożliwe. W każdej książce, którą przeczytałam, znalazłam kogoś, kogo uwielbiam, a nie sposób wypisać wszystkich.

Obecny stan mojego umysłu?

Mój umysł jest napięty jak sznurek od stringów na grubym tyłku ;), ale jest to napięcie powodowane samymi pozytywnymi myślami o pozytywnych wydarzeniach od miesiąca czerwca. Po prostu tak dużo się dzieje w moim prywatnym życiu, że niemal codziennie słyszę lub dowiaduję się o czymś nowym i stąd to coś, co określiłabym jako napięcie. W parze z nim idzie oczekiwanie na te nowe wiadomości i to bez względu na to, czy dotyczą kwestii dużych, czy małych. Mojej głowie już dawno nie było tak przyjemnie, a mój mózg cieszy się bezustannie od kilku miesięcy. Chciałabym, żeby tak zostało jak najdłużej.

To moje odpowiedzi, jeżeli ktoś zechce na te same pytania udzielić własnych, to będzie mi przyjemnie.

Pozdrawiam

Małgosia

Wspólne życzenia z okazji Świąt Wielkanocnych

Zbliżają się Święta Wielkanocne, więc życzymy Wam zdrowych pogodnych Świąt, pełnych wiary, nadziei i miłości. Radosnego wiosennego nastroju, serdecznych spotkań w gronie rodziny i wśród przyjaciół. Po prostu wesołego Alleluja.

Korzystając z okazji życzymy Wam tyle szczęścia w życiu, ile tylko będziecie potrafili udźwignąć. Aby zawsze świeciło dla Was słońce i żeby wszystkie wybory były trafne. Abyście nigdy się nie załamywali i potrafili z każdej sytuacji wyjść obronną ręką. By znalazła Was prawdziwa miłość, a także żebyście Wy znaleźli wspaniałych przyjaciół, takich „na dobre i na złe”.

Wielkanoc to również pomyślny okres na przemyślenia. Pamiętajcie, że działając pod wpływem chwilowych emocji, podejmujemy nieraz niezbyt mądre decyzje, których nawet nie przemyśleliśmy, a które mogą tragicznie zmienić nasze życie… Kiedy po jakimś czasie odkrywamy wartość tego, cośmy potracili, jest już za późno. W ten sposób nie da się odzyskać utraconego dobra. Dlatego żyjcie tak, aby każdy kolejny dzień był niesamowity i wyjątkowy. Wypełniajcie każdą chwilę tak, aby potem wspominać ją z radością. Czerpcie energię ze słońca, z kapiącego deszczu i uśmiechu innych. Szukajcie w sobie siły, entuzjazmu i namiętności. Żyjcie najpiękniej, jak umiecie, tak po swojemu i hm… spełniajcie się.

Życzymy Wam, aby omijały Was życiowe burze i zawirowania, a lgnęły przyjemności.

A także życzymy: spokoju, smacznego jajka, słodkiego baranka. No i oczywiście nie obyłoby się bez mokrego dyngusa :).

Pozdrawiamy

Kajzerka, Miśka i Dada