Wywiad z Magdą

Powiadają, że w zakładzie karnym nie siedzą normalni i ciekawi ludzie. Dość często przeprowadzałam się z celi do celi, czasem bywa tak, że siedzę z jedną osobą po parę razy. Postaram się w moim wywiadzie obalić mit, że więzienie to zbieranina ludzi zwyrodniałych, bez serca czy popaprańców. Poznajcie Magdę, która postanowiła poświęcić mi swój czas. Bo uwierzcie, że to nieprawda, gdy się mówi „skazany ma czas”. Jeśli dobrze go rozplanujesz, bywa i tak, że go często brakuje.

Tola: Ile masz skończonych wiosenek, Magdo?

Magda: No przecież wiesz, po co się głupio pytasz (śmiech)!

Tak, wiem, że 34, ale mogłaś odpowiedzieć! Jesteś z Warszawy, a dokładnie?

Z najpiękniejszej dzielnicy!

Czyli jakiej? Bo ja już wiem, ale inni nie.

Praga Północ (błysk w oku Magdy mówi sam za siebie).

Słyszałam o tej dzielnicy dużo złego. Możesz wyprostować moje horyzonty?

Uważam, że to jest myślenie stereotypowe, dzielnica jak każda inna. Jako dziecko mieszkałam na Woli i też dużo złego się tam działo.

Ale przyznasz rację, że na przykład w dzielnicy Wilanów nikt nikogo nie zabija ot tak?

Myślę, że na Wilanowie też kiedyś doszło do jakiegoś zabójstwa, a patrz, ja mieszkam na Pradze bardzo długo i nikt mnie jeszcze nie zabił ani ja nikogo nie zabiłam (śmiech).

Gdybyś miała szansę mieszkać w innej dzielnicy, to chciałabyś?

Nigdy w życiu! Kocham Pragę i klimat, jaki tam panuje. Gdzieniegdzie czasami czuję się jak na wsi: grille robione w bramach, śmiech bawiących się dzieci… Zaproszę Cię kiedyś na takiego grilla.

Hm… Nie, dziękuję. Mieszkałam tam chwilkę i już nie chcę.

Na pewno nie w mojej okolicy, bo stamtąd nigdy byś nie chciała się wyprowadzić!

Mieszkasz tam sama? Nie mówiąc o tym, że teraz jesteś tutaj.

Ostatnio nie mieszkałam sama.

A z kim, jeśli mogę spytać?

Z chłopakiem.

Jesteście nadal razem?

Nie jesteśmy razem. Kiedy zamknęła się za mną brama aresztu, skończyła się nasza miłość.

Pewnie źle Ci jest z tym, że zostawił Cię wtedy, kiedy najbardziej go potrzebowałaś…

Nie, przyzwyczaiłam się już do takich sytuacji. Nawet lepiej, że tak się stało, przynajmniej nie muszę się martwić, co robi na wolności. Jeden problem mniej.

Chcesz mi powiedzieć, że powinnam zacząć się martwić o mojego Łukasza?

Nie wiem, nie znam Twojego chłopaka (śmiech).

Zakończę ten temat, bo rozmowa z Tobą na temat chłopaków to jak walka z wiatrakami. W zakładzie karnym jesteś nie pierwszy raz – ale czy ostatni?

Nie wiem.

Możesz rozwinąć?

Za każdym razem, kiedy wychodzę z więzienia, myślę, że to był już mój ostatni raz. Będę się starać, żeby tym razem tak było.

Żałujesz tego, że musisz tu być?

Bardzo dużo czasu tu straciłam. I zdrowie przede wszystkim.

Z nielegalnych źródeł dowiedziałam się, że masz tu bardzo dobrą przyjaciółkę, a przecież gdybyś tu nie trafiła, nigdy byś jej nie poznała…

Oczywiście masz rację. Jest parę sytuacji, w których nie żałuję, że trafiłam do więzienia – i to jest właśnie to, że poznałam tu kilka osób, w których znalazłam prawdziwego przyjaciela. Nie mylić z dziewczyną, bo nigdy nie żyłam z kobietami (śmiech). Nasza przyjaźń przetrwała nawet to, kiedy jedna z nas była na wolności, cały czas się wspierałyśmy. Dobrze jest mieć takiego przyjaciela (szczery uśmiech).

Masz już 34 lata – nie marzy Ci się piękna biała suknia ślubna, wymarzony książę? Przecież chyba już pora…

Oczywiście że mi się marzy. Tylko jakoś księcia brak. Cały czas trafiają mi się sami giermkowie (śmiech).

A wyszłabyś za cudzoziemca?

Przecież wiesz, że tak – szczególnie za jednego przystojnego Turka, którego obydwie znamy.

Mówisz o Yigicie z serialu „Tylko z tobą”?

Po co wszystkim zdradzasz naszą tajemnicę!

Uwaga: nie znam tego serialu, nie mogłam dobrze odszyfrować imienia, tyle co w internecie wyszukałam, że tak ma na imię filmowy główny bohater serialu – taki wysoki przystojniak z króciutką brodą, to o niego chodzi?

Ja pytam na poważnie! Chodzi mi o to, że gdyby jakiś szejk się w Tobie zakochał i dał Ci wszystko, co tylko byś chciała – to co Ty na to?

No pewnie. Pałac i te sprawy, żyłabym jak księżniczka w Emiratach Arabskich… Nie no, świrki (śmiech). Nie wyobrażam sobie życia z mężczyzną i bycia jego czterdziestą żoną. Ja muszę mieć faceta tylko dla siebie, nie lubię się dzielić!

Jesteś optymistką czy raczej pesymistką?

W tej chwili bardziej optymistką. Uważam, że jeśli myślisz pozytywnie, to przyciągasz do siebie dobre rzeczy. Kiedyś byłam straszną pesymistką, ale podobno charakter człowieka zmienia się co 7 lat. Jakiś czas temu zaczęła się moja następna siódemka i myślę pozytywnie.

Skąd takie stwierdzenie, że charakter zmienia się co 7 lat?

To stwierdzenie naukowe, co Ty, Tola, nie wiesz (śmiech)? Przeczytałam to kiedyś w jakiejś mądrej gazecie i się tego trzymam.

Jesteśmy w więzieniu. Czy dla Ciebie jest ono straszne?

Więzienie samo w sobie nie jest straszne, lecz niektórzy ludzie są okropni.

Co to znaczy?

Dla niektórych więzienne życie to całe życie, żądni są jakichś ofiar, nie potrafią żyć swoim życiem. Dla mnie jest to chore. Ja traktuję to jako sytuację przejściową: przyjść, odsiedzieć, wyjść, zapomnieć.

Zmienię temat na milszy – czy lubisz zwierzęta?

Lubię psy i konie.

A koty? Przecież to takie przytulne zwierzątka.

Nie, bo śmierdzą.

A psy nie śmierdzą?

Nie! Psy załatwiają się na dworze, a nie w domu w kuwecie.

Przecież to nie od kota zależy, kiedy jego pani posprząta.

Ale samo to, że się załatwiają domu! A do tego niewykastrowany kot zaznacza swój teren. Kiedyś jeden nasikał mi do buta i niczym nie mogłam tego smrodu usunąć. Byłam strasznie zła, gdyż były to moje nowe buty.

Jestem w zakładzie, więc zadam Ci to samo pytanie, co Ty mnie: jakie są Twoje plany po opuszczeniu więzienia. Hm… realne oczywiście.

Na chwilę obecną nie mam żadnych planów, mam jeszcze 3 lata do końca, ciężko coś układać. Planowałam już nie raz i zobacz, jak skończyłam. Co ma być to będzie.

No wiesz! Ja dwa lata temu coś zaplanowałam i się tego trzymam, i jestem na dobrej drodze do realizacji. Może warto spróbować?

Nie wiem, pomyślę o tym za 2 lata. Po co się teraz stresować (śmiech)? I Ty na wstępie pisałaś, że jestem normalna, nie wiem, skąd to wzięłaś (śmiech).

Nie wiem, czy udało mi się przekonać chociażby jedną osobę, która myśli, że w więzieniu są sami zwyrodnialcy, a często się to słyszy na ulicach, w domach. Ludzie widzą młodą dziewczynę w kajdankach i już jej przypinają łatkę najgorszej. A przecież nie można oceniać człowieka tylko po wyglądzie lub sytuacji, w jakiej się znajduje. Takich osób jak Madzia jeszcze parę bym znalazła. I z takimi osobami chciałabym przebywać do końca wyroku.

Życzę tym dziewczynom wytrwałości i szybkiego powrotu do normalności. Na koniec przytoczę rozmowę z pewną panią na temat wyborów życiowych. Nie znając mnie powiedziała, że „w więzieniach siedzą same popaprańce i tak wybrali”. Hm… Nie zgadzam się. Nie każdy ma wszystko pod nos podstawione, wchodzi w dorosłe życie z milionami na koncie. A są i tacy, co to mają i też tracą, zostając z niczym. Sama z własnego doświadczenia życiowego wiem, że życie usłane mi różami nie było. I nie będzie, póki sama ich nie zasadzę.

Tola

 

Moje wakacje

Zważywszy na fakt, iż te wakacje miałam zaplanowane ze swoim przyjacielem, a niestety wylądowałam tutaj, w więzieniu, moje wyobrażenie o nich uległo w chwili obecnej radykalnej metamorfozie. Po czasie spędzonym w kilku metrach sześciennych z czterema współosadzonymi, a słońce, którego i tak jest niewiele w tym miesiącu, widzimy tylko na spacerniakach, najchętniej znalazłabym się na bezludnej wyspie. Chciałabym być tam sam na sam (bo samotna jestem i wśród ludzi) z egzotyczną naturą, której dotychczas nie było dane mi poznać i bezkresem wody, której przestrzeń ograniczałby jedynie horyzont.

Wbrew logice, bezludna wyspa jest dla mnie wyznacznikiem wolności – tej wewnętrznej, miejscem, gdzie mogłabym się oddać bez reszty sobie w malowaniu i pisaniu, co kocham robić, choć chyba tego nie potrafię…

- Stworzenie -

 Pewnego dnia o świcie

Pan Bóg ulepił mnie

i rzekł:

„Idź, mała, pisz wiersze,

bo cóż mogłabyś robić innego?

 Marita