Plany na przyszłość

Trudno w takim miejscu robić plany na przyszłość.

Najważniejsze to opuścić to miejsce odpoczynku.

Jedyną myślą są moje dzieci. No i wnuk lub wnuczka, która jest w drodze.

Pierwsze, co zrobię, jak wyjdę, to pójdę na spacer. Potem posprzątam mieszkanie.

A co później, to okaże się na zewnątrz, za murem.

Pewnie jak każda tutaj, chciałabym iść do pracy, każdą minutę poświęcić dzieciom.

Żyć inaczej niż dotychczas.

Agnieszka

Wspólne życzenia z okazji Świąt Wielkanocnych

Zbliżają się Święta Wielkanocne, więc życzymy Wam zdrowych pogodnych Świąt, pełnych wiary, nadziei i miłości. Radosnego wiosennego nastroju, serdecznych spotkań w gronie rodziny i wśród przyjaciół. Po prostu wesołego Alleluja.

Korzystając z okazji życzymy Wam tyle szczęścia w życiu, ile tylko będziecie potrafili udźwignąć. Aby zawsze świeciło dla Was słońce i żeby wszystkie wybory były trafne. Abyście nigdy się nie załamywali i potrafili z każdej sytuacji wyjść obronną ręką. By znalazła Was prawdziwa miłość, a także żebyście Wy znaleźli wspaniałych przyjaciół, takich „na dobre i na złe”.

Wielkanoc to również pomyślny okres na przemyślenia. Pamiętajcie, że działając pod wpływem chwilowych emocji, podejmujemy nieraz niezbyt mądre decyzje, których nawet nie przemyśleliśmy, a które mogą tragicznie zmienić nasze życie… Kiedy po jakimś czasie odkrywamy wartość tego, cośmy potracili, jest już za późno. W ten sposób nie da się odzyskać utraconego dobra. Dlatego żyjcie tak, aby każdy kolejny dzień był niesamowity i wyjątkowy. Wypełniajcie każdą chwilę tak, aby potem wspominać ją z radością. Czerpcie energię ze słońca, z kapiącego deszczu i uśmiechu innych. Szukajcie w sobie siły, entuzjazmu i namiętności. Żyjcie najpiękniej, jak umiecie, tak po swojemu i hm… spełniajcie się.

Życzymy Wam, aby omijały Was życiowe burze i zawirowania, a lgnęły przyjemności.

A także życzymy: spokoju, smacznego jajka, słodkiego baranka. No i oczywiście nie obyłoby się bez mokrego dyngusa :).

Pozdrawiamy

Kajzerka, Miśka i Dada

Kolejny urlop…

To już rok! To już rok jak się nie odzywałam, ale też kolejny rok przepracowany, kolejny urlop – oby nie przenudzony.

Może to dziwnie zabrzmi, ale szybko zleciał mi ten rok! Jak się go „odhacza”, to się jakoś nie dzieli go na te wszystkie sytuacje, które się zdarzyły, na decyzje, które trzeba było podjąć, na ludzi, śmiech, płacz, telefony czy widzenia. Należę do osadzonych, które żyją długo w więzieniu, żyłam od widzenia do widzenia, od telefonu do telefonu, jednak fakt kolejnego urlopu świadczy o tym, że też codziennie wychodzę do pracy i też z niej wracam :) Nie da rady inaczej, jestem zatrudniona na terenie jednostki.

Kiedyś jak przechodziłam okres buntu (cholera wie, do kogo), to mówiłam, że nie będę dla nich robić (nich to więzienie), miałam w miarę pomoc materialną, przebywałam w innym zakładzie karnym, gdzie też zupełnie inaczej się żyje i nie widziało mi się iść do pracy. Lata tutaj i ogrom sytuacji po tamtej stronie spowodowały, że nie dało się tak żyć.

Nie wytrzyma się zbyt długo w zamkniętej celi i trzeba też coś zrobić dla innych, odciążyć ich, nie dzwonić z zapytaniem, czy wysłali parę groszy np. na papierosy. Najpierw podjęłam decyzję o rzuceniu palenia (wytrzymałam wtedy 8 miesięcy) i poszłam do pierwszej pracy. Wtedy, parę lat temu, pracowałam na 50% i wszystko wydawałam w kantynie na siebie. Teraz pracuje na 7/8, od pięciu lat nie palę, przelewam „parę złotych” na swoje konto i zawsze na coś mam. Co miesiąc sama doładowuję kartę telegrosika i to jest mój spokój – nie, że mam z czego dzwonić, tylko że rodzina nie musi z własnej puli za to płacić.

Praca jest potrzebna, rozumie się to wcześniej albo później i bez względu na to, czy ma się pomoc czy nie. Wychodzi się z celi (ja dodatkowo z celi, gdzie w oknie jest pleksa) i przez 7 godzin ma zajęcie. Ja pracuję na pralni, poruszam się po znacznie większej powierzchni jak cela (nawet przy pralce robię wymachy nóg ;)), przez okno widzę jadące pociągi, a jak się jeden zatrzyma, to nawet twarze ludzi… często patrzą w naszą stronę. Na koniec pracy mogę skorzystać z prysznica (komfort dla osoby z zamka). Po 16-tej mogę pójść na spacer, wykonać telefon i dzień się kończy. Minusem w pralni jest hałas, ale przywykłam… chociaż nieraz słyszę od mamy przez telefon: -” Czego się tak drzesz?”, ale cóż, po dziesiątym wpłynie wynagrodzenie i znowu na karteczce będę obliczać, ile mogę wydać na telegrosik, okulary korekcyjne i coś tam jeszcze dla taty. Ani razu nie miałam dnia, żeby nie chciało mi się wstać do pracy. Bywały za to dni, że chciałam wracać do celi, ale nigdy, żeby nie wyjść z niej.

Może i znajdą się tacy, którzy teraz będą chcieli jakimś mięskiem rzucić, ale myślę, że urlop w tym miejscu nie powinien być przymusowy. Do tego mi wiecznie przysługuje w październiku, tak że ze spaceru wracam w pochlapanych spodniach, bo biegam!

Ale w tym roku dostałam „nagrodę” dodatkową: Wenezuelkę w celi! Co chwilę muszę sięgać po słownik, ale to jest fajne i nawet śmiesznie.

Także dzisiaj już uciekam i: mis atentos saludos!

Życzę dużo powodów do uśmiechu
Pełnoletnia.

Podziękowania

Chciałybyśmy serdecznie podziękować Michałowi za częste odwiedziny w naszej „krainie 1000 zamków i 1 klucza”. Tak naprawdę dziękujemy wszystkim wolontariuszom, którzy przychodzą tu, aby nas czegoś nauczyć, coś pokazać, a przede wszystkim dziewczynom z Fundacji „Dom Kultury”, bo to one wkładają w te spotkania najwięcej pracy, aby nam to umożliwić.

Jednak najbardziej zainteresował nas Michał w ostatnim czasie. Nie tylko dlatego, że jest przystojnym mężczyzną, ale też dlatego, że tak naprawdę przychodzi tu nie po to, aby nauczyć nas jak się robi np. ikony czy skrzynki na kwiaty (oczywiście to nam się bardzo podoba i jest potrzebne). Michał uczy nas czegoś innego – uczy nas jak po prostu być zwykłym człowiekiem, który przejmuje się losem innych osób nie do końca tolerowanych przez nasze społeczeństwo. I to jest piękne.

Jeszcze raz dziękujemy i zapraszamy ponownie. A Was, Dziewczyny z Fundacji (Justyna, Ela, Gosia, Beata), wiecie, że kochamy za to wszystko.

PS. Michał, dzięki za „Ptasie mleczko”.

Magda, Poli, Miśka

Święta Bożego Narodzenia

Małgosia

Już kiedyś pisałam, że ten czas jest dla mnie wyjątkowo przyjemnym czasem. Uwielbiam celebrowanie Świat i wszystko, co jest z nimi związane, od przygotowań, przez wesołą bieganinę, aż w końcu po ten moment, gdy już się siedzi razem przy stole.

Ponieważ jednak o tym już było w zeszłym roku – pozwolę sobie na drobną „wspominkę”, która się ze Świętami też ciągle kojarzy.

Mam młodszego brata, różnica wieku między nami to cztery lata. Teraz jest już dorosłym, cudownym mężczyzną. Kiedy był mały, bardzo czekał na Święta, ale nie cieszył się całym gwarem ani niczym innym zbyt specjalnie, poza ubieraniem choinki. A najbardziej cieszył się tym, co pod tą choinką będzie dla niego. Co chwilę wyglądaliśmy przez okno, aby wypatrzeć pierwszą gwiazdkę i do tego momentu był zainteresowany Świętami z całych sił. Biegał jakby mu ktoś baterie zainstalował. Rozdawanie prezentów spod drzewka zawsze chyba trwało dla niego zbyt długo, ale kiedy już dostał wszystko, co do otrzymania było, rozpakowywał i oglądał błyskawicznie. Po tym, jak już rozpakował i pooglądał nie mijała długa chwila, padało pytanie: „Mamo, jedziemy do domu?”. :) I tak było przez kilka lat z rzędu. Obserwowaliśmy jego radość z otwierania podarunków i odliczaliśmy, ile czasu minie do chwili zadania pytania :). Bo to znaczyło, że dla niego Wigilia trwa tylko do czasu, gdy dostał to, co było dla niego :).

Teraz, kiedy wspominamy to, zaśmiewamy się w głos. Nawet takie najdrobniejsze przypominajki sprawiają, że człowiekowi cieszy się paszczydło i dzięki nim dużo łatwiej jest przetrwać czas Świąt w tym miejscu. Na szczęście, mam zapas takich wspomnień i mogę z nich teraz korzystać, wydobywając je z zakamarków pamięci.

Kocham tego mojego młodszego „szajbniętego” braciszka najbardziej na świecie :). Właśnie choćby za takie rożnego rodzaju mniej lub bardziej głupkowate wspomnienia.

Fajnie jest, że bez względu na wszystko, dla mnie będzie po pierwsze zawsze jedynym braciszkiem pod słońcem, a po drugie – zawsze najmłodszym. :)

Jestem szczęściarą, że właśnie jego dostałam od życia…., bo braciszka to sobie wymarzyłam. Ale to już inna opowiastka… :)

Magda

Życzenia

Witam wszystkich Czytaczy bloga.

Chciałabym złożyć najszczersze życzenia z okazji zbliżających się Świąt, odbrobiny ciepła dzięki szczeremu uśmiechowi i radości w smutku dzięki ludzkiej miłości, a także nadziei na lepsze jutro w chwilach niepokoju.

Życzy Magda

Małgosia

 Jak chciałabym spędzić Święta

Na tak sformułowane pytanie ciśnie się cała masa różnorakich odpowiedzi.

Chciałabym przykładowo:

- pojeździć na nartach w górach

- ponurkować na Florydzie

- polecieć na księżyc

- psim zaprzęgiem zjeździć Alaskę

- ubierać choinkę na Marsie też bym chciała.

Najbardziej jednak na świecie chciałabym spędzić Święta w domu z mamą i wszystkimi swoimi bliskimi, choć to takie przecież banalne.

Dada

Z czym kojarzą mi się Święta

Święta to zapach choinki przyniesionej tydzień przed świętami. Ś.p. Babcia, która krzątała się w kuchni. Aromaty, które unosiły się aż do ulicy. Cukierki, które zamiast wisieć na drzewku ozdobnym wędrowały do mojego brzuszka. Mam takie zabawne wspomnienie: ja, taki mały kajtek, chowałam się pod stolik, a Dziadek mnie szukał.

Jeśli chodzi o moje wymarzone święta – to pragnienie, które nigdy nie zostanie spełnione – aby moja cała rodzina spotkała się przy jednym stole. Dążyłam do tego nie raz, ale nigdy się nie udało.

Tak więc, Kochani Czytacze, tego Wam w tym roku życzę. Bo cóż, że będzie pięknie stół zastawiony, choinka pod sufit, kupa prezentów „wymarzonych”, gdy siadasz do stołu i zdajesz sobie sprawę, że jesteś sam.

 

Życzę Wam małego stołu, skromnej choinki, ale za to całej rodziny. Ona wynagrodzi wszystko. Żadne bogactwa w święta nie zastąpią rodziny i miłości, która powinna być w każdym domu.

Tego Wam życzy Dada.

Naprawdę dobra nowina

Nie ma chyba weselszych spotkań niż świąteczne na oddziale zamkniętym w więzieniu dla kobiet w Areszcie na Grochowie. W małej świetlicy, na stojąco, blisko 30 osób składa życzenia, przytula się, śpiewa kolędy, smakuje potrawy, a przede wszystkim bardzo się cieszy. Jest energia, jest moc, jest dobra nowina. W tym roku Jan Bokszczanin, artysta muzyk, organista, przyszedł na spotkanie do więzienia z organami. Zaprosił go Darek Żukowski, nasz przyjaciel artysta – roślinnik. A w świetlicy, przypadkowo spotkaliśmy Sylwię, świetlicową, która ogarniała pomieszczenie po poprzednich zajęciach. I co się okazało? Że Sylwia potrafi grać na organach, bo skończyła szkołę muzyczną. Od razu powstał duet, który grał przez całe spotkanie nie tylko kolędy. Darek zaś uchylał drzwi i wypuszczał muzykę na korytarze. Artysta Andrzej Budek (Kotbury) obdarował Dziewczyny choinkami. Choinki z tektury, patent Budka, do samodzielnego złożenia, jak ulał do celi, w których świeżych drzewek być nie może. Dziewczyny będą je mogły pomalować, ozdobić, a potem przechować na płasko złożone do następnego roku. Fotografka Małgosia Brus i artysta Jacek Markiewicz przynieśli zdjęcia, które zrobili Dziewczynom podczas różnych imprez. A teraz obdarowali je odbitkami. Bliscy Dziewczyn dostarczyli nam poczęstunek. Był bigos, pierogi, sałatki, ciasta, kola i barszcz. Co prawda wszystko na zimno, ale naprawdę nikomu to nie przeszkadzało, było pyszne. Nasze Dziewczyny obdarowały nas pięknymi rękodziełami – kartkami z życzeniami i bombkami szydełkowymi. Dostaliśmy kwiaty i buziaki. Mieliśmy świąteczne obrusy, gałązki świerkowe, piękną złotą plastikową zastawę, a nawet świeczki. Wydawało się, że nie będzie końca rozmowom. Ale nie. Prawie pod koniec zaczęliśmy śpiewać kolędy bardzo głośno i bardzo wesoło. I pozowaliśmy do wspólnych zdjęć. A że świetlica naprawdę jest mała, trzeba było znaleźć jakieś dobre miejsce dla nas wszystkich. I to było śmieszne.

No a potem był obiad i musieliśmy się rozejść, każdy w swoją stronę, wrócić do rzeczywistości.

Ale moc pozostała z nami.

 Magda W.

Moja pierwsza Wigilia na Grochowie. Dziewczyny wszystkie były bardzo odświętne i przejęte. Nie wiem tylko, czy my nie byliśmy przejęci bardziej od nich. :)

Wspólne granie i kolędowanie, życzenia i uściski – dla mnie to było bardzo wzruszające i miłe. Szkoda, że nie spotkaliśmy się w pełnym komplecie i że to tak krótka trwało. :(

Dziewczyny, bardzo Wam dziękuję, to było dla mnie niezwykłe wydarzenie.

PS. To mój pierwszy w życiu wpis na bloga.

 Magda W. W.

Spotkanie świąteczne z Dziewczynami z Grochowa przypomniało mi, że w świętach może być jednak coś magicznego. I to było bardzo wzruszające.

 Monika R.

Moje refleksje z tego pouczającego spotkania są takie, że mam szczęście, że nie jestem na miejscu Dziewczyn, że wyjdę i wrócę do swojego ułożonego świata. A one biedne zostaną tam i tylko od czasu do czasu ktoś przyjdzie i będzie przerywnikiem w ich smutnym życiu. Ta Wilejka i smutna, i wesoła była. Bardzo mocno zapadła mi w pamięć historia dziewczyny bez oka. Taka zła bajka. Albo opowieść dziewczyny, której zostały jeszcze 2 lata i cierpi na niesamowitą nudę. Były też matki, które nie chciały składać życzeń wigilijnych swoim dzieciom przez radio, bo mówiły, że przecież były złymi matkami.

 Agi S.

W czasie takich spotkań widać wyraźnie, że nasze skupienie na własnych codziennych problemach jest bezsensowne. Przeszkadza cieszyć się prostymi rzeczami. Wystarczy towarzystwo sympatycznych i ciepłych ludzi, żeby się naprawdę dobrze poczuć. Nawet nie przeszkadza, że barszcz w plastikowym kubku jest zimny.

 Małgosia B.

Wigilijne spotkanie z dziewczynami z zamka ma dla nas i dla nich niezwykłe znaczenie. Jest to okazja, żeby spędzić wspólnie święty czas na wzajemnych życzeniach i radośnie, i to dosłownie. Dzisiaj, czy to zasługa muzyki, czy dzięki wzajemnej atmosferze dawania sobie prezentów i przekazywania życzeń, stał się cud. Dziewczyny zgodnym chórem, w uniesieniu śpiewały kolędy, czuło się atmosferę prawdziwych Świąt. To była wyjątkowa wigilia, taka prawdziwa z opłatkiem i emanującą wzajemną radością.

 Justyna D. Sz.

To było fantastyczne spotkanie, pełne namacalnej radości. Muzyki, która otwierała ludzi na siebie jeszcze bardziej. Wymiany dobrej energii i wiary w przyszłość, potrzebnej Dziewczynom, które tam zostają i nam, ludziom, którzy mogą wrócić do swoich spraw na wolności. My przynieśliśmy im to, co umiemy robić, to, co mogliśmy kupić. One obdarowały nas prezentami zrobionymi w warunkach, w których nie ma niczego i wszystkiego brak. W takich prezentach jest zawarta ludzka miłość.

 Beata M. B.

Święta to magiczny czas dla wszystkich. Zazwyczaj wigilie spędzamy, w domu, w rodzinnym gronie. Wczoraj jednak byłam na spotkaniu wigilijnym w zupełnie niezwykłym miejscu. W pełnym składzie Fundacji wraz z  przyjaciółmi zawitałyśmy na grochowskim zamku. Panowała naprawdę rodzinna atmosfera. Były potrawy wigilijne, opłatek, życzenia, prezenty. Śpiewaliśmy kolędy przy akompaniamencie organów, na których na cztery ręce grała jedna z osadzonych i zaprzyjaźniony z nami artysta – organista. Miejsce wydawać by się mogło zupełnie nieciekawe, a jednak tym bardziej zmuszające do refleksji i głębokiego wzruszenia. Dziękuje za to spotkanie.

 Ela W.

To była Wigilia pełna muzyki, życzeń, przysmaków, prezentów i niespodzianek. Przygotowało ją wiele osób – Dziewczyny z grupy blogowej, ich rodziny, przyjaciele. Nie wszyscy mogli wziąć w niej udział – tych nieobecnych pozdrawiam bardzo gorąco.

 Darek Ż.

To była naprawdę Dobra Nowina! Dziękuję wszystkim!!!

Redakcja

Święta już tuż tuż

Powoli udziela się świąteczny klimat, czuć już magię w powietrzu, ludzie dookoła zaczynają mówić tylko o tym – o Świętach Bożego Narodzenia. Fajnie naprawdę, pomimo że jestem tutaj, to się cieszę, że święta już za pasem.

Uwielbiam dzielić się opłatkiem: ten trzask łamanego opłatka, spojrzenie prosto w oczy i wypowiedzenie najszczerszych życzeń z głębi serca – kocham to. W tym miejscu robię to na widzeniu z moimi bliskimi  , z Wujkiem i przyjacielem. Dzielę się też opłatkiem z ludźmi, którzy przychodzą do nas z Fundacji „Dom Kultury”.
Może to trochę za wcześnie, ale już teraz chciałabym życzyć wszystkim Czytaczom bloga wszystkiego co najlepsze. Spokojnych i radosnych Świat Bożego Narodzenia.
Aneta

Rzeczy powszednie

Wprawdzie nie mam dobrych wspomnień z domu, tym bardziej, że przebywałam w nim tylko 11 lat, które były niebem (czasami) i piekłem (częściej), to może napiszę, jakbym chciała, żeby ten dom wyglądał. Mianowicie w domu powinna być miłość, która została zbudowana na fundamentach wzajemnego pomagania sobie w każdej sytuacji, wspierania w chwilach zwątpienia, wzajemnego szacunku, zaufania, spędzania wolnego czasu razem w normalne dni, nie tylko w Boże Narodzenie, Wielkanoc bądź na pogrzebach. Szczere rozmowy oraz akceptacja, niezależnie od tego, kto jakim jest człowiekiem, czy jak wygląda i kim chce być.

By można było z uśmiechem na twarzy, motylami w brzuchu, poczuciem euforii przekraczać próg drzwi, za którymi jest dom.

Jedzenie

Jedzenie kojarzy mi się z relaksem – odpoczynkiem w danej chwili oraz chwilą, w której mogę pomyśleć o czymś innym, np. zaplanować dzisiejszy wieczór „gdzie, z kim i o której”. Rzecz jasna, poza krainą tysiąca komnat i jednego klucza, bo w tej krainie przy jedzeniu mogę się zastanawiać, co w kolejności dzisiejszego wieczoru mam uprać, skarpetki – spodnie – skarpetki? – no z tym, to mam dylemat :).

Słońce

Słońce kojarzy mi się z latem, choć nie tylko o tej porze roku występuje :). Kojarzy mi się z wakacjami, które na zamku trwają 365 dni, relaksem oraz przyjemnością, gdy słońce mnie przypieka.

Słońce kojarzy mi się również z silną motywacją, którą od niego dostaję rano, gdy mnie budzi.

Spacer

Spacer to odpoczynek, czas na przemyślenia, poukładania sobie wszystkiego w głowie. Kojarzy mi się z kondycją, dotlenieniem mózgu i nie tylko. Wiadomo przecież, że bez odpowiedniej ilości tlenu stajemy się jak Edward Patison ze „Zmierzchu” :).

Przyjaźń

To dobre pytanie: z czym kojarzy mi się przyjaźń. Silnym słowem dla przyjaźni jest zaufanie. Bez tego przyjaźń nie ma żadnego znaczenia. Bo po co nazywać kogoś przyjacielem, jeżeli nie można mu powiedzieć, dlaczego płyną ci łzy? Przecież jeśli mu powiesz, będzie ci lżej! No tak, boisz się, że będzie o tym rozmawiał z kimś innym. To nie przyjaźń, to znajomość.

Przyjaźń jest wtedy, gdy ufacie sobie nawzajem, gdy można liczyć na siebie w każdej sytuacji. Przyjaźń to wsparcie, pocieszenie, wspólnych śmiech i płacz, wspólne rozwiązywanie problemów, wspólne konsekwencje, wspólna akceptacja, oczekiwanie na kolejne spotkanie, by można było dowiedzieć się, czy wszystko w porządku.

Przyjaźń to po prostu być bezwarunkowo, pomimo wszystko i przeciw wszystkiemu.

Wolność

Tutaj na zamku wolność kojarzy mi się ze strachem, obawami, smutkiem i tęsknotą. Dlaczego ze strachem?

Bo po tamtej stronie czeka mnie odpowiedzialność – dom, szkoła, praca – ja….

Obawa przed chwilą załamania, zwątpienia, upadku. Smutek – tutaj na zajęciach, pomimo różnych relacji między nami, mam swoją rodzinę, a tam, na wolności, pomimo że mam rodzinę, jest brak akceptacji, tęsknota za osobami, które tu zostają, a są mi bliskie.

Wiadomo, że jak się stąd wychodzi, wszystko zmienia się o 180 stopni. Z czasem zapomnę o tym miejscu, ale nigdy nie zapomnę o ludziach i o tej co w jedną sekundę doprowadza mnie do szału, a jednym gestem sprawia, że zapominam o gniewie.

Chciałabym być wiatrem, wtedy więcej bym napisała o wolności.

No to buziaki.

Pozdrawiam

Batory

Moje siódme niebo

 

Idealna rodzina to taka, jak w serialu „Siódme niebo”. Wiecie, taka fajna, duża rodzina. Świetni rodzice, super rodzeństwo, wszyscy się wspierają.

 Rzeczywistość jest jednak inna niż w TV. Co wcale nie znaczy, że gorsza.

 W swojej rodzinie zmieniłabym tatę, ale nie na innego, tylko zmieniłabym w nim parę cech i wtedy moja rodzina byłaby idealna, jak w tym filmie. Jednak, skoro to niemożliwe, trzeba cieszyć się z tego wszystkiego, co jest dobre.

 Ja cieszę się z mojej Mamy.

 Mama – to kobieta, którą podziwiam za siłę, z jaką pędzi przez życie, za radość, którą ze sobą niesie, gdy dostrzega zawsze te lepsze strony, za wsparcie, które ze sobą przynosi i za miłość, którą cała emanuje.

 Podziwiam ją i jej dziękuję.

 Monika