Czego mi brakowało w dzieciństwie

PZU Baner

Moje dzieciństwo było „niby” szczęśliwe.

Ale tak naprawdę brakowało mi mamy.

Owszem, miałam oboje rodziców, dziadków i siostrę. Dla matki wszystko i wszyscy inni byli jednak ważniejsi.

Dziś sama mam dzieci i każdą wolną chwilę chciałam poświęcić tylko im. Alkohol wygrał z „Nami”.

Od dłuższego czasu nie utrzymuję kontaktów z rodzicami, ale tak mi często ich brakuje, że rozrywa mnie od środka.

Agnieszka

Najbardziej brakowało mi rodzeństwa, bo jestem jedynaczką i nie miałam się z kim bawić. Sama musiałam się sobą zajmować i wymyślać zabawy. Ciężko mi było tak samej ciągle się bawić. Wymyślałam sobie, co mam robić, szyłam ubranka dla lalek, rysowałam i tak myślę, że w momencie dorastania wyszły efekty mojej samotności w dzieciństwie, bo weszłam w bardzo nieodpowiednie towarzystwo, żeby już nie być samą. Towarzystwo tak mnie wciągnęło, że skończyło się jak widać.

Magda

 ♦

Najbardziej brakowało mi mamy, która była dla mnie najwspanialszą i najukochańszą istotą i której braku świat mi nie zastąpił i nie wynagrodził. Straciłam ją, gdy miałam 12 lat. Odeszła po ciężkiej chorobie, która trwała tylko 5 miesięcy i odebrała mi całą radość dziecięcą. Mimo, że była przy mnie ukochana babcia, która troskliwie i z całą swoją miłością zajęła się mną, to do dzisiaj czuję w sercu pustkę i żal. Nigdy nikt i nic jej nie wypełni. Już zawsze będę uboga we wszystkie doznania, jakie ma dziecko posiadające kochającą mamę. Mamę, do której zawsze można się zwrócić ze swoimi troskami i radościami.

Daga

Czy jestem więźniem?

Czy jestem więźniem?

Tak.

Jak długo?

Zamknięta w więzieniu: od 1,5 roku.

Uwięziona w labiryncie pełnym pułapek, stworzonym przez mój umysł: od lat.

Cały paradoks polega na tym, że dopiero tutaj, w więzieniu odnajduję proste ścieżki życia, prowadzące do szczęścia.

Nie boję się już żyć, bo odnalazłam w sobie siłę, aby stawić czoła swoim lękom i pokonać je.

Feniks

Zatrzymaj się… czasami odwróć…, spójrz na swoje życie z innej perspektywy…. i zacznij wyciągać wnioski!

Jedną z osób, która prowadzi z nami zajęcia eWKratke, jest Madzia, socjolog. Współpracuje na stałe z Fundacją „Dom Kultury”. Jest mediatorką, doradcą zawodowym. Lubi wyzwania i … kocha ludzi.

eWKratke: Co Cię tu sprowadza?

Madzia: Od półtora roku rewolucjonizuję swoje życie: nowe studia, nowe wyzwania, nowa współpraca i oto jestem!

eWKratke: A co Ci dają zajęcia z nami?

Madzia: Jak pracujesz przez 15 lat głównie koncentrując się na zarabianiu pieniędzy, to przestajesz mieć satysfakcję. Brak celu. Wypalasz się zawodowo. Chcesz nawiązać konkretne relacje i chcesz widzieć głębszy sens swojej pracy. A ja widzę w Was potencjał i teraz czuję, że to co robię ma większy sens. Następuje wzajemna wymiana pozytywnych energii.

eWKratke: Skąd Ci się biorą pomysły na coraz to nowe tematy zajęć?

Madzia: Życie! Obserwuję Was i siebie. Moje motto brzmi: tak długo szukam rozwiązań, aż je znajdę… Nie ma problemów są tylko kwestie do rozwiązania.

eWKratke: Jak wyobrażałaś sobie więzienie i ludzi w nim?

Madzia: Starałam sobie nic nie wyobrażać, ponieważ nie chciałam się uprzedzać. Pamiętam pierwszy raz u Was: budynek, druty kolczaste, kraty zrobiły na mnie wrażenie. Nawet dopadł mnie chwilowy stres. A tu wchodzę na zajęcia i widzę normalne, fajne laski, które chcą robić coś ciekawego.

eWKratke: Jakie są reakcje ludzi na Twoje wizyty u nas?

Madzia: Bardzo różne, od przerażenia po podziw. Stereotypy wśród ludzi są, były i będą. Ja zostałam wychowana w duchu otwartości. Jestem osobą ciekawą świata i ludzi. Dzięki temu ciągle poszerzam swoje horyzonty. Czerpię z innych i mogę tyle samo dawać.

eWKratke: Co byś chciała jeszcze z nami zrobić na zajęciach?

Madzia: Generalnie kwestie konfliktów, problemów i komunikacji. Chcę Was nauczyć, jak sobie radzić z problemami, jak komunikować swoje potrzeby i oczekiwania. Jak rozumieć siebie i innych. W skrócie, jak się skutecznie komunikować. Tylko to nie będzie gotowa recepta. Ja Wam po prostu pomogę – pokarzę narzędzia i sposoby a reszta zależy od Was.

eWKratke: Długo będziesz do nas przychodzić?

Madzia: Tak długo, jak będzie tutaj ktoś, kto będzie tego chciał.

Teraz ja Was chcę o coś zapytać: co Wam dają te zajęcia?

eWKratke:

Przekonanie, że nasze życie nie musi tak wyglądać. Że są ludzie, którzy bezinteresownie pomagają (Marlena).

Poczucie, że zawsze, gdy mam problem, mogę zadzwonić do Madzi, że ona mi pomoże, nie zbędzie mnie. (Dada)

Mam uśmiech na twarzy, gdy Madzię widzę… Ona umie się wdrążyć we mnie i tym samym wywiera na mnie i na moje przemyślenia duży wpływ. (Kajzerka)

Na pozytywnych ludzi z pasją przyjemnie się patrzy i ich się słucha. (U.A)

Zajęcia pomagają mi odkopać moje prawdziwe „ja”. Uświadamiają mi, gdzie mam szukać, aby rozwiązać problem, z którym się zmagam od lat. Nie dają gotowej odpowiedzi – zmuszają do myślenia i analizy i to jest super! (Marlena)

Lubię chodzić na te zajęcia bardzo. Choć często się wygłupiam, to zawsze biorę z nich dużo. To co wyniosłam analizuję i potem zastanawiam się nad pewnymi kwestiami. Bardzo je lubię i chcę, aby było ich więcej. Dziękuję Ci Madziu. (Magda)

Codzienność w więzieniu… Każdy, kto był, wie. Ale.. dwa razy w tygodniu widzę światełko w tunelu. Zajęcia, które pobudzają nasze mózgi do działania. Różnorodność tematów zaskakuje, ciekawi ludzie, z którymi mamy tutaj możliwość porozmawiać., wymienić się spostrzeżeniami, analizować wspólnie różne problemy. Czy to resocjalizacja? Nie wiem. Ale proszę o jeszcze ;).

(Bella)

Od ponad pół roku Madzia prowadzi zajęcia PROBLEM, KONFLIKT – KOMUNIKACJA

dla Osadzonych w Areszcie Warszawa – Grochów – podopiecznych Fundacji „Dom Kultury”,
z którą na stałe współpracuje. Warsztaty, które prowadzi dotyczą różnych sposobów i stylów komunikacji, rozwiązywania konfliktów oraz radzenia sobie z problemami.

Podczas zajęć – warsztatów prowadzi treningi, gry i rozmowy, których celem jest zaangażowanie uczestniczek do aktywnego analizowania swoich postaw, zachowań i działań. Madzia przestawiam metody, sposoby i narzędzia, dzięki którym można lepiej się komunikować, rozwiązywać konflikty i problemy.

Moje miejsce na Ziemi!

 

Urodziłam się i wychowałam w Warszawie. Kocham to miasto, na każdym kroku mnie zadziwia, choć 24 lata z nim żyję. Jest wypełnione po ostatnią ulicę historią, m.in. Pawiak, getto żydowskie, budowle, które przetrwały niejedno bombardowanie, Cytadela, nasz stadion narodowy, Muzeum Powstania Warszawskiego, w którym się zakochałam i przy okazji zachęcam do odwiedzenia, bo warto, pięknie i nowocześnie przedstawia część historii. Uwielbiam intensywność życia w Warszawie, ludzi, bardzo bogatą rozrywkę, duże możliwości pracy i kształcenia się, parki. Jest tu po prostu inne życie. Nie widzę się mieszkającej na stałe gdzie indziej. Ale wypady rekreacyjno-wypoczynkowe były i będą mile widziane.

A wiecie, co mnie najbardziej boli? Że zabierają nam wspomnienia niszcząc i zmieniając m.in. Sezam na Śródmieściu, Uniwersam na Grochowie, teraz czepiają się Rotundy. Po co to wszystko?! A najgorsze dla mnie jest to, że Warszawa ma zostać metropolią.

Drodzy Czytelnicy, teraz mam do Was pytanie z zupełnie innego tematu. Dotyczy to „6” Weidera – czy ktoś wie, co dalej, jak zakończy się ten cykl 42-dniowy?

Pozdrawiam

Kajzerka

Sto pytań do… Iwony i Wioli

Sto pytań do… Iwony i Wioli

Iwona i Wiola to dwie moje współosadzone. Pod każdym względem różne od siebie. Gdybym miała znaleźć cokolwiek, co je łączy – obstawiam – nie byłabym w stanie. Jedna jest jak dzień, druga jak noc. Dlatego postanowiłam zadać im te same pytania i zobaczyć, jakie będą odpowiedzi .

Co wzbudza we mnie obsesyjny lęk?

Iwona: Policja.

Wiola: Że będę świadkiem śmierci własnego syna.

Kiedy kłamię?

Iwona: Staram się nie kłamać.

Wiola: Dla dobra bliskich.

Jakie jest najmniej lubiane przez Ciebie słowo?

Iwona: „Nie wiem”.

Wiola: „Nie da rady”.

Błędy, które najczęściej wybaczam?

Iwona: Nie wybaczam błędów i nie mam zamiaru wybaczać.

Wiola: Błędy życia codziennego.

Jakie jest Twoje ulubione słowo?

Iwona: Miłość.

Wiola: Miłość.

Co Cię przygasza, hamuje?

Iwona: Jak mam zły humor, to mam zły, a jak dobry, to dobry.

Wiola

Iwona: Zdrady.: Rzeczy, na które nie mam wpływu.

Kim lub czym chciałabym być, gdybym nie była tym, kim jestem?

Iwona: Zawsze chciałam być wolontariuszką, ale mi się nie udało.

Wiola: Piłkarzem.

Czego nie cierpię ponad wszystko?

Wiola: Pewnego człowieka.

Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem?

Iwona: Wplątać się w coś i wrócić do więzienia.

Wiola: Gdyby coś złego stało się z moimi bliskimi.

Główna cecha mojego charakteru?

Iwona: Gospodarność.

Wiola: Upartość.

Ulubieni bohaterowie literaccy?

Iwona: Duchy.

Wiola: Robinson Crusoe, Justynka z „Nad Niemnem”.

Obecny stan mojego umysłu?

Iwona: Ani radosny, ani smutny.

Wiola: Przygaszony.

 

100 pytań do… część II

Co wzbudza we mnie obsesyjny lęk?

Pająki. Może nie jest to choroba pod nazwą arachnofobia, ale w ogóle nie znoszę robactwa, a pająków przede wszystkim. Krzyczę tak, że padają na zawał. Lepiej one niż ja .

Kiedy kłamię?

Wtedy, gdy czuję, że muszę chronić swoich bliskich i kiedy moje kłamstwo może ich uchronić przed niebezpieczeństwem.

Jakie jest najmniej lubiane przez Ciebie słowo?

Moja współosadzona za najmniej lubiany zwrot uważa: „nie wiem”. A ja właśnie nie wiem, jakie słowo lubię najmniej. W sumie to chyba nie ma takiego. Mówię dużo, stosunkowo szybko i używam słów, które w danej chwili są mi potrzebne do wyrażenia myśli lub określenia emocji. Każde jest wtedy dobre.

Błędy, które najczęściej wybaczam?

Wybaczam ludziom zawsze każde świństwo, które mi zrobią pierwszy raz. Nigdy nie wybaczam kolejnego. Nie stosuję w życiu zasady „do trzech razy sztuka”, ponieważ uważam ją za zasadę dla idiotów. Jeżeli coś zrobimy nie tak, jak należy raz, to uważam, że może się zdarzyć. Ale gdy okazuje się, że ktoś nie analizuje swoich błędów i je mnoży, to nie chcę mieć z kimś takim do czynienia.

Jakie jest Twoje ulubione słowo?

Lubię wszystkie, których używam i które poznaję.

Co cię przygasza, hamuje?

Niewiele jest takich rzeczy, ale z grubsza – samopoczucie moich bliskich. Kiedy jest im źle lub coś im się nie układa, to ma to wpływ na mnie. Będąc tu nie mogę zadziałać na tyle, aby im pomóc, a nie zawsze wysłuchanie czy wsparcie słowem są wystarczające.

Kim lub czym chciałabym być, gdybym nie była tym, kim jestem?

Bogiem. Mogłabym zmieniać wszystko, jakbym chciała. Pewnie skończyłabym gorzej niż Jim Carrey w filmie pt. „Bruce Wszechmogący”, ale spróbować bym chciała .

Czego nie cierpię ponad wszystko?

Więzienia, bo za tym idzie wiele innych kwestii. A samego miejsca z dnia na dzień nie cierpię coraz bardziej.

Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem?

Śmierć bliskich, bo na to nie mam wpływu i o ile nie stanę się Bogiem ;), mieć nie będę. Ale tak na serio, to właśnie tych, których kocham traktuję jako największe nieszczęście.

Główna cecha mojego charakteru?

Oj, trudno się zdecydować, którą z cech uznać za główną. Ciekawość obstawiam, bo ona mnie nakręca i dzięki niej mam sporo innych cech.

Ulubieni bohaterowie literaccy?

No i całe szczęście, że tu jest liczba mnoga ;). Forrest Gump, Mikael Karvajalka, Tarabas, Ender, nawet Vaganbunda, Harry Potter również, Markiza Angelika, Oliver Twist, muszkieterowie, Ben Hur; nie będę wymieniała wszystkich postaci, ponieważ to niemożliwe. W każdej książce, którą przeczytałam, znalazłam kogoś, kogo uwielbiam, a nie sposób wypisać wszystkich.

Obecny stan mojego umysłu?

Mój umysł jest napięty jak sznurek od stringów na grubym tyłku ;), ale jest to napięcie powodowane samymi pozytywnymi myślami o pozytywnych wydarzeniach od miesiąca czerwca. Po prostu tak dużo się dzieje w moim prywatnym życiu, że niemal codziennie słyszę lub dowiaduję się o czymś nowym i stąd to coś, co określiłabym jako napięcie. W parze z nim idzie oczekiwanie na te nowe wiadomości i to bez względu na to, czy dotyczą kwestii dużych, czy małych. Mojej głowie już dawno nie było tak przyjemnie, a mój mózg cieszy się bezustannie od kilku miesięcy. Chciałabym, żeby tak zostało jak najdłużej.

To moje odpowiedzi, jeżeli ktoś zechce na te same pytania udzielić własnych, to będzie mi przyjemnie.

Pozdrawiam

Małgosia

Podziękowania

Chciałybyśmy serdecznie podziękować Michałowi za częste odwiedziny w naszej „krainie 1000 zamków i 1 klucza”. Tak naprawdę dziękujemy wszystkim wolontariuszom, którzy przychodzą tu, aby nas czegoś nauczyć, coś pokazać, a przede wszystkim dziewczynom z Fundacji „Dom Kultury”, bo to one wkładają w te spotkania najwięcej pracy, aby nam to umożliwić.

Jednak najbardziej zainteresował nas Michał w ostatnim czasie. Nie tylko dlatego, że jest przystojnym mężczyzną, ale też dlatego, że tak naprawdę przychodzi tu nie po to, aby nauczyć nas jak się robi np. ikony czy skrzynki na kwiaty (oczywiście to nam się bardzo podoba i jest potrzebne). Michał uczy nas czegoś innego – uczy nas jak po prostu być zwykłym człowiekiem, który przejmuje się losem innych osób nie do końca tolerowanych przez nasze społeczeństwo. I to jest piękne.

Jeszcze raz dziękujemy i zapraszamy ponownie. A Was, Dziewczyny z Fundacji (Justyna, Ela, Gosia, Beata), wiecie, że kochamy za to wszystko.

PS. Michał, dzięki za „Ptasie mleczko”.

Magda, Poli, Miśka

Nasze ikony

I w sumie mogłabym zacząć o ikonach pop-kultury, typu Michael Jackson, Madonna czy Depeche Mode :), ale ja autentycznie tym razem o ikonach chcę pisać. Takich prawie najprawdziwszych, choć nieudolnych, bo też są fajne.
Od jakiegoś czasu odwiedza nas Łukasz, który jest konserwatorem zabytków, takim z krwi i kości, i jeszcze z zamiłowania.
Najpierw opowiadał nam o tym, czym się zajmuje i muszę powiedzieć, że do opowiadania ma dryg, bo nie dość, że słuchałyśmy z szeroko rozdziawionymi buziami, to zaraz po tym miałam ochotę biec i szukać skarbów na każdym jednym napotkanym strychu – nie tylko kościelnym ;). Pokazał nam na zdjęciach efekty swojej pracy i naprawdę robi to wrażenie.
Tak nam się to spodobało, że na samym opowiadaniu się nie skończyło.
Pomimo ogromu pracy, Łukasz wpada do nas w miarę możliwości i teraz tworzymy ikony.
Żeby być dokładną: piszemy ikony.
Ja wybrałam sobie archanioła Gabriela i do pewnego etapu tworzenia go było całkiem ładnie – jak na pierwszy raz i jak na osobę, która nie ma żadnych zdolności plastycznych. Ale zaczęły się schody.
Było przyzwoicie do chwili, gdy po pozłoceniu trzeba było zacząć malować. No taka „kolorowanka”, że daj pan spokój! Kiedyś przy kolorowankach to trzeba było zwracać uwagę, żeby nie powyłazić za kreskę, a tu taka technika, że zginęłam, gdy musiałam mieszać farby o takich kolorach, których nazw już nawet nie pamiętam.
Cieniować to nie potrafię w ogóle, więc na tym etapie, na którym został, mój Gabriel wygląda raczej jak klaun z książki „To” S. Kinga, a nie archanioł!
Jeszcze się go nie boję, ale jak tylko zobaczę gdzieś baloniki, to padnę trupem jak nic!
Mam nadzieję, że na kolejnych zajęciach uda mi się z pomocą sił wyższych lub raczej Łukasza doprowadzić moją ikonę do stanu oglądalności. Wtedy może pstryknie się fotkę, żeby nasi Czytacze mogli też popatrzeć. Chociaż takiego Kingowskiego też by można Wam pokazać – jak już nie spać, to nie spać – i tym sposobem przejdziemy do „Bezsenności” też Kingowskiej.
Ale tak na poważnie, pisanie ikon to nowe doświadczenie bardzo przyjemne dla mnie.
Oczywiście, przypomina mi się taka historia sprzed kilku lat, gdy bodajże w Hiszpanii w jednym z kościołów był fresk z twarzą Jezusa i z braku może funduszy nie był on restaurowany. Jedna z tamtejszych parafianek, domorosła konserwatorka, postanowiła zająć się sprawą i po swojemu DOMALOWAŁA Chrystusowi twarzyczkę. Wszystkie telewizje pokazywały tą twarzyczkę, bo bohomaz wyszedł pierwsza klasa.
Teraz my pokażemy nasze archanioły z naszymi buźkami i zdetronizujemy tamtą panią na bank.
Mam jednak nadzieję, że efektem końcowym pracy nad naszymi ikonami będą twarze, na które da się patrzeć bez lęku :).
Pozdrawiam, Małgosia

Słowo tworzy dzieło

Nie wiem, jak długo pochylam się nad tą kartką papieru leżącą przede mną, która prowokacyjnie wysuwa ku mnie swoje niezapisane oblicze. Wpatrywałam się w nią a ona wyczekująco raziła moje oczy bielą pustego spojrzenia.

Mózg mi się wyżymał, nieuporządkowane myśli przeskakiwały w głowie jak nuty po pięciolinii, a oczy zaczęły boleć tak, że miałam wrażenie, że za moment wypadną z oczodołów i poturlają się po podłodze.

Jak niby w kilku zdaniach naszkicować swój portret? Bez upiększania i wygładzania a równocześnie nie stwarzając własnej karykatury? Jak ubrać myśli w słowa i zamknięte we mnie uczucia, aby przedstawić swój obraz bez zbędnych sugestii i narzuconej perspektywy?

Napiszę tylko, że jestem introwertyczką, zagubioną w zakamarkach wewnętrznych pragnień i towarzyszącym im emocji.

Jestem duszą potępioną przez samokrytykę, którą noszę w sobie. Jestem małym dzieckiem pragnącym mojej miłości i akceptacji, której wciąż mu odmawiam. Jestem w końcu osobą poszukującą prawdy o sobie, o życiu i wciąż, wciąż walczącą o zachowanie harmonii pomiędzy sercem a umysłem, gdzie jedno szepce „tak”, a drugie krzyczy „nie”.

Im bardziej i dłużej się tak ze sobą szarpię, tym mocniej uświadamiam sobie, że tylko oddalam się od zamierzonego celu.

Jest takie zdanie, które zapożyczyłam od jednego z wielkich tego świata i z którym staram się utożsamiać:

„ Niebo gwiaździste nade mną a prawo moralne we mnie” (Immanuel Kant).

Resztę mam nadzieję powiedzą Wam moje literackie wypociny, które prezentuję z pewną dozą nieśmiałości, aczkolwiek bez fałszywej skromności.

Marita

♦♦♦

Autoprotret

Jestem jak ćma

Błądzę wśród ciemności losu

Rozbijając się o ściany doświadczeń

Światła pragnę!

Światła!

Lecę do niego trzepocząc skrzydłami

i ginę w płomieniu

marzeń i ścian.

♦♦♦

Oto ja

Oto ja

Ratuję ćmę gasząc światło

A sama ginę w ciemnościach,

bo wszystk, co mam, to niepweność

zamkniętą w sercu

Oto ja

Skulona w ciemnym kącie

Z papierosem w ręku

Szepcząca do siebie miłosne wyznania

Kraty zasłaniające świat

Miłość, która się spóźnia

Wieczna samotność

Oto ja

Teraz już mnie znasz

♦♦♦

Zabawka

Zamotana wewnętrznie

Zaplątana własnymi myślami

Szamoczę się z sercem,

które chce wyskoczyć i wtulić się

w Twoje zamknięte egoizmem ramiona.

Oczy szukają Twojego spojrzenia,

które chowasz pod powiekami strachu.

Znieczulony na miłość

bawisz się mną.

Dajesz zasmakować tego, co najlepsze,

by po chwili odebrać.

Wdzierasz się w moje myśli,

zmieniasz je i napełniasz sobą.

Kradniesz resztki prywatności

i odchodzisz

ze wszystkim, co moje,

dając w zamian dziką samotność.

Teraz jestem pusta….

i pełna w Tobie.

♦♦♦

Depresja

Swoje, własne, spieprzone życie

można przełknąć z garścią prochów

i wpaść w ramiona

kosmatej ciemności.

I nagle

w długim jak rurka kroplówki

szpitalnym korytarzu

przechadza się niedoszły samobójca

a w jego głowie śpiewają ptaszki

wesołych myśli.

♦♦♦

Pisklę

Moja psychika spuchła

od ilości złych doświadczeń.

Ramiona zbyt drobne,

by udźwignąć ciężar własnych porażek.

Wciąż za mało mam lat,

by zrozumieć sens istnienia życia.

Jestem jak pisklę za wcześnie

wyrzucone z gniazda.

Nie umiem latać, bo brutalnie

oderwano mnie od marzeń.

A noc mnie oszukała

- sny się nie spełniają.

„Gdzie jesteś, Mamo? – Zobacz!

Drżę z zimna, bo brakuje mi Twych skrzydeł!!”

Lecz nie mam odwagi, by wtulić głowę

w Twe ramiona…

Zmaltretowane serce

traci zdolność odczuwania.

Niedojrzałą duszę

wyprzedził czas.

Spadam w dół

wyobraźnią kierując się w nicość

niespełnionych pragnień…

Życzenia dla najfajniejszej Grażyny na świecie

Moją Grażynkę podziwiam, wielbię, szanuję i kocham z wielu powodów. Jest dla mnie przede wszystkim mamą, ale też przyjaciółką i kumpelą. Zawsze mogę na nią liczyć, nigdy mnie nie zawiodła i zawsze mamy o czym ze sobą rozmawiać. Tak sobie myślę , że gdyby wyłoniono idealną mamę, to moja w takim konkursie zajęłaby pierwsze miejsce !

Nigdy w życiu nie potrafiłabym być taką matką, jaką ona jest. Nawet w małym procencie nie byłabym w stanie jej dorównać i dlatego też nigdy nie będę matką. Nie umiałabym ani tak się oddać drugiemu człowiekowi, ani tak się poświęcić. Nie ma we mnie „lwicy’’, która tkwi w mojej mamie. Szkoda, że nie każde dziecko trafia na taką mamę, a powinno, choć oczywiście swojej nie oddam;).

Jako kobieta tak ogólnie – jest bombowa. Zawsze mówi wprost to co myśli. Uważa się za bezpośrednią, ale to nie do końca tak, bo nie tyle co jest bezpośrednia – co raczej bezczelna.

Niektórych to razi, bo bywa trudno przyjąć taką prawdę walniętą między oczy, ale gdy ktoś to przetrawi, to jest dobrze . Mamcia moja ma duże poczucie humoru, czasem tak rżymy z głupot ,że głowa mała. Jest też Grażynka moja „rządzicielką’’: zawsze byłoby najlepiej gdyby stawało na Jej racji. Ustępuję mamie często, ponieważ wiem, że wszystko co robi, robi z myślą o tym, aby dla mnie było dobrze, a że ufamy sobie bezgranicznie, to takie ustępstwa są fajne.

Oczywiście, zdarza się, ze mamy odmienne zdania w różnych kwestiach i wtedy dyskusje bywają zabawne. Ważne, że żadna ze stron niczego siłą sobie nie narzuca. Nie kłócimy się ze sobą i to jest według mnie świetne, nawet nie sprzeczamy się ze sobą za bardzo. Sprzeczkę możemy odnotować średnio, plus minus raz na 20 lat, ale nawet jeśli sobie trochę podniesiemy ciśnienie, to tylko na chwilę.

Patrzę na siebie i w miarę jak mi przybywa lat, zaczynam być coraz bardziej do Grażynki podobna … i w związku z tym coraz fajniejsza się staję ;).

Żarty żartami- do pięt mojej Grażynce nie dorastam i nie dorosnę. Może trochę szkoda, ale z drugiej strony dobrze jest być sobą.

Mojej Grażynce życzę zdrowia, wytrwałości i siły oraz tego, żeby się nie „zestarzała umysłowo”, aby została zawsze taką jaką jest , bo jest najcudowniejszą Grażynką na świecie.

Wszystkim pozostałym Grażynkom życzę wszystkiego najlepszego i żeby Wasze dzieci nie przysparzały Wam takich zmartwień, jakich ja niestety dołożyłam swojej.

Szczęścia, uśmiechu wbrew wszystkiemu co niefajne i zadowolenia.

-Małgosia-

Nasze postanowienia noworoczne

  1-DSC_0237

 Asi postanowienie

Nigdy wcześniej nie korzystałam z żadnych postanowień noworocznych, bo nie było mi to potrzebne. Bałam się też rozczarowania, że nie podołam albo coś nie wyjdzie. Ale tego roku postanowiłam skorzystać z jednego postanowienia. A więc będę trzymała się jednego wersetu z Biblii z księgi Jeremiasza 33:3 :).

(„Wołaj do Mnie, a odpowiem ci, oznajmię ci rzeczy wielkie i niezgłębione, jakich nie znasz.”)

Asia

Moniki postanowienia noworoczne

  1. Postanawiam zdrowo i smacznie się odżywiać.
  2. Pisać dalszy ciąg opowiadania.
  3. Koniec.

Wierzę w postanowienia noworoczne, bo choć wiele z tych postanowień w krótkim czasie się kończy, to być może choć jedno się uda. Jeśli nie, to tragedii nie ma.

Każdy kolejny dzień jest nową szansą.

Monika

Anety B postanowienia noworoczne

  1. Będę więcej jadła sałatek.
  2. Będę chodziła na spacery.
  3. Nadal nie będę paliła.
  4. Będę bardziej dbała o swoich bliskich i przyjaciół.

Aneta B.

Izabelki postanowienie noworoczne

Chcę naprawić relację z tatą, z którym większość życia nie miałam w ogóle prawie kontaktu.

Izabelka

Miśki30 postanowienia noworoczne

Moim postanowieniem, jak co roku, jest zrzucenie paru kilo i nabranie tzw. rzeźby :). Jednym słowem, biorę się za siebie – ćwiczenia, spacery i ograniczam jedzenie. Biorąc pod uwagę, że w zeszłym roku postanowiłam rzucić palenie i w połowie roku mi się udało, to może i w 2016 roku dojdę do wymarzonej wagi.

Miśka 30

Agnieszki postanowienia noworoczne

Muszę odnowić kontakt z rodziną z mojej strony.

Otrzymałam list od mojej mamy, która parę lat do mnie nie pisała. Kocham mamę, pomimo że nie dała mi szczęśliwego dzieciństwa. Te lata są do nadrobienia, zdałam sobie sprawę z tego, po tym jak zmieniło się moje życie, od kiedy się nawróciłam. Bóg pomógł mi w wielu trudnych sytuacjach w tym miejscu, a sama nie dałabym z tym sobie rady. Wierzę w to, że w tej sprawie mi pomoże.

Agnieszka

Ilony postanowienia noworoczne

1. Chciałabym być mniej leniwa.

    1. Chciałabym, żeby tak mi się chciało, jak mi się nie chce.
    2. Chciałabym pozbyć się swojego ostatniego demona, jakim jest palenie. To byłby sukces.
    3. Chciałabym mocniej okazywać uczucia, swojemu partnerowi, by czuł, że na prawdę go kocham i zależy mi na nas.

Ilona

Małgosia o postanowieniach noworocznych

Nie mam postanowień, bo bez sensu jest dla mnie dokładać sobie powodów do frustracji :). Jeżeli będę chciała coś zrobić, to data jest bez różnicy. Czy zacznę palić w nowy rok, czy w czerwcu – to nie ma znaczenia ;). Muszę sobie zorganizować jakieś nałogi – teraz musiałabym zacząć palić, pić i ćpać, żeby za rok móc postanowić, że zrywam z nałogami :). Jeżeli natomiast ktoś ma ochotę sobie coś postanowić, to życzę wytrwałości i sukcesu.

Małgosia

Lexi o tym, czy postanowienia noworoczne mają sens

Wierzę w postanowienia noworoczne i w to, że ludzie w nich trwają. Jeżeli chodzi o mnie, to co roku po 15 stycznia wszystkie ulatują z mojej głowy :).

Pozdrawiam Lexi.