Plany na przyszłość

Trudno w takim miejscu robić plany na przyszłość.

Najważniejsze to opuścić to miejsce odpoczynku.

Jedyną myślą są moje dzieci. No i wnuk lub wnuczka, która jest w drodze.

Pierwsze, co zrobię, jak wyjdę, to pójdę na spacer. Potem posprzątam mieszkanie.

A co później, to okaże się na zewnątrz, za murem.

Pewnie jak każda tutaj, chciałabym iść do pracy, każdą minutę poświęcić dzieciom.

Żyć inaczej niż dotychczas.

Agnieszka

Wina


Czy jestem winna? Na jaką karę zasłużyłam?

Tysiące razy próbowałam być obiektywna w ocenie i do dziś nie wiem.

Czy powinnam spłacać dług odsiadką za odebranie życia?

Czy mężczyzna ma prawo doprowadzić kobietę do ostateczności, zabrać jej godność, kobiecość, naruszają nietykalność cielesną, bijąc, dotykając?

Czy jako ofiara, miałam czekać biernie na to, do czego ta bestia mogła się posunąć?

Być może to ja byłabym dziś martwa. Albo zraniona na całe życie.

Jak to ocenić?

W którym momencie nasze prawo pozwala na to, aby w chwili, gdy obawiasz się o swoje życie, podjąć czynności obronne?

To pytania, na które zapewne nigdy nie poznam odpowiedzi.

Feniks

Choroba więzienna czy wielka tęsknota?

 

Może jedno i drugie. Przez tęsknotę zaczynamy wierzyć w rzeczy, które dają nam cień nadziei, choć podświadomie wiemy, że szanse są równie małe. Teraz jest już lipiec i szanse na nowe zapisy w Kodeksie karnym.

Między skazanymi ożywione rozmowy na temat dozoru elektronicznego, który do tej pory dotyczył skazanych na kary do roku. Po nowelizacji ma zwiększyć się skala do półtora roku lub dwóch lat. Krążą dwie wersje.

Doszły też do mnie nowinki na temat amnestii, która ma być ogłoszona 2018 roku. Szczerze mówiąc, o tej amnestii słyszałam już w 2016 roku latem gdy miały nastąpić zmiany w Konstytucji. Tak naprawdę, nie wiem, czym jest dokładnie spowodowana ta ślepa nadzieja. Mnie to nie dotyczy. Pogodziłam się z karą za moje niepoprawne postępowanie. Wszystko, co mogłam, zrobiłam, by wyrok się zmniejszył. Teraz mogę liczyć jedynie na warunkowe zwolnienie za dobre sprawowanie.

Wyrok za kradzieże i włamania z siedmiu lat zmniejszył się do pięciu lat i sześciu miesięcy, a 2,5 roku mam za sobą. I zbliżam się do połowy. Dużo zrozumiałam przez ten czas i wiem, że więcej mnie tu już nie będzie.

Kajzerka

Bezdomność – stan umysłu. Reportaż pisany w więzieniu

Niezwykłe zajęcia dla bezdomnych zostały zorganizowane z inicjatywy studenta Wyższej Szkoły Nauk Społecznych „Pedagogium”. Ludzie bez stałego adresu grali w przedstawieniu, które wzruszyło publiczność do łez. Dzięki występom przed publicznością zyskali pewność siebie a to często jeden z głównych deficytów bezdomnych. O historii Ryszarda, który z dobrze radzącego sobie w życiu mężczyzny zamienił się w bezdomnego, a potem odzyskał wiarę w siebie pisze Kajzerka. Bezdomność stan umysłu

Moje dziecko

Jest zima, Zuzanna ma 13 lat (imię zmienione), przebywa w ośrodku wychowawczym. Okazuje się, że w grudniu, na jednej z ucieczek, zaszła w ciążę. Teraz, gdy to odkryła, nie ma pojęcia, co robić, bo nikt oprócz niej i jej chłopaka nie wie o ciąży. Rodzice Zuzanny chyba coś podejrzewają, ale chyba nie chcą tego dopuścić do świadomości. A Zuzanna dalej jest w ośrodku, dalej boi się cokolwiek komukolwiek powiedzieć, dalej nie wie, co robić – a brzuch rośnie. Naiwnie myśli, że może problem sam się jakoś rozwiąże, nie bardzo zdaje sobie sprawę, co to znaczy ciąża.

W końcu dowiadują się o wszystkim wychowawcy, a za ich sprawą jej rodzice. Matka mdleje po telefonie z ośrodka, ojciec nie dowierza, Zuzanna podejmuje decyzję: nie pojedzie na żadną przepustkę do domu, bo boi się ich reakcji na żywo. A jednak przyjeżdża po nią ojciec, namawia, żeby wzięła przepustkę i pojechała z nim. Przez całą drogę ojciec pomija temat, już na miejscu matka stwierdza: „dziecko, co ty zrobiłaś? Teraz skończy się zabawa lalkami, będziesz miała prawdziwą”.

Zuzia zauważa, że rodzice przyjęli wiadomość bardzo spokojnie, tylko matka notorycznie płacze. A ona sama nosi w brzuchu dziecko i wciąż nie wie, co ma zrobić. Na szczęście nie zawala szkoły, z nauką nigdy nie miała problemu. Udaje jej się skończyć rok szkolny, zdaje do następnej klasy. Dyrektor placówki, w której przebywa Zuzia, pozwala jej matce zabrać ją wcześniej na przepustkę wakacyjną ze względu na ciążę i dobre wyniki w nauce.

W domu ojciec nadal udaje, że nic się nie stało, matka z kolei strasznie to przeżywa. Żadne z nich nigdy nie powiedziało, żeby Zuzia oddała dziecko lub usunęła, oczywistą sprawą jest, że będą wychowywać wnuka.

Dziecko rodzi się we wrześniu. Matka Zuzi bardzo jej w zajmowaniu się nim pomaga, radzi, pokazuje. W październiku Zuzia wraca do szkoły, z tą różnicą, że już nie przebywa tam 24 godziny na dobę, tylko dostaje status „dochodzącej”. Trwa to cały semestr. Tylko jeden, bo w międzyczasie rodzice Zuzi popadają w alkoholizm. Zawsze lubili sobie wypić przy okazji, ale teraz zaczęli pić codziennie duże ilości. Zuzia zostaje więc właściwie sama, bo jej chłopak i ojciec jej syna idzie do więzienia.

Ma 14 lat i jakoś próbuje to wszystko ogarnąć, ale nie daje rady, rzuca szkołę, żeby zająć się malutkim synkiem. Przez kolejny rok w domu jest coraz gorzej, Zuzia nie wytrzymuje, zgłasza zaistniałą sytuację paniom z rodzin zastępczych. A te zabierają jej synka do domu małego dziecka, obiecują, że załatwią tam miejsce i dla niej. Zuzia strasznie to przeżywa, do tej pory byli nierozłączni. Całymi dniami siedzi w domu dziecka, aby tylko jej synek nie płakał. Po trzech tygodniach udaje się załatwić jej miejsce w tej samej placówce, zostawia więc pijących rodziców i chłopaka, który właśnie wyszedł z więzienia i wprowadza się do domu dziecka. Ma własny pokój, mieszka w nim razem z synkiem, wraca też do szkoły. Jest szczęśliwa, że wreszcie są razem.

Nieznajoma

Wizja wakacyjna 2017

Temperatura rośnie, słońce pięknie prezentuje się na błękitnym niebie, słyszę szum fal, odgłosy rozbawionych ludzi na rozgrzanym złocistym piasku. Nieopodal dmuchany plac zabaw, od czasu do czasu przechadza się sprzedawca wołający: „orzeszki w karmelu!”, „prażona kukurydza!” czy „chłodzone piwo!”. Ratownik obserwuje bawiących się w wodzie ludzi, na maszcie widnieje biała flaga. Z knajpek na deptaku unoszą się smakowite zapachy smażonej rybki, frytek, gofrów. A ja leżę sobie na plażowym ręczniku, muskana promieniami słońca i chłodną przyjemną bryzą. Obok mnie mój mężczyzna i moja przyjaciółka ze swoim partnerem. Rozkoszujemy się wspólnymi chwilami. Jest cudownie…

A Wy macie już jakieś plany?

Kajzerka

„Wyrok w sprawie miłość” – reportaż pisany w więzieniu

Wyrok w sprawie miłość, fot. Małgorzata Brus

Kierownik urzędu stanu cywilnego stwierdził, ze nie udzieli ślubu Kasi i Andrzejowi, bo ona mówi niewyraźnie. Kasia przeszła dziecięce porażenie mózgowe. Jest niepełnosprawna i rzeczywiście ma problem z wysławianiem się. Ale urzędnik podejrzewał chorobę psychiczną… Historia Kasi i Andrzeja w reportażu „Wyrok w sprawie o miłość”.

No to się nasze blogerki doczekały zadania! Prawie miesiąc temu wolontariuszka Aneta, dziennikarka-reportażystka z kilkuletnim stażem, przyniosła im tajemnicze koperty, oznaczone tylko cyferkami: 1, 2, 3… Dziewczyny w parach losowały koperty. Znalazły w nich transkrypcje wywiadów z ludźmi,  których nigdy nie widziały na oczy! Na podstawie przeprowadzonych wcześniej przez Anetę rozmów musiały napisać… reportaż. A to dopiero wprawka przed tym, co czeka je lada moment. Co konkretnie? Tego dowiecie się niebawem. Póki co będziemy Wam co regularnie prezentować efekty pracy dziewczyn, które stanęły na wysokości zadania. Na pierwszy ogień: U.A. i jej reportaż pod tytułem: Wyrok w sprawie o miłość

Wakacyjne podróże: Częstochowa

Witam, mam na imię Magda i jestem rodowitą częstochowianką. Tutaj się urodziłam i wychowałam. I choć od kilku lat jestem zawodowo związana ze stolicą, Częstochowa zawsze będzie dla mnie tym najważniejszym miejscem na geograficznej mapie świata.

Dla tych, którzy nie kojarzą geograficzna podpowiedź: Częstochowa leży na styku trzech mezoregionów geograficznych i Wyżyny Częstochowskiej, zwanej potocznie Jurą, obniżenia górnej Warty oraz Wyżyny Wieluńskiej, należących do wspólnej podprowincji Wyżyny Śląsko-Krakowskiej.

Najbardziej rozpoznawalnym miejscem i budowlą w Częstochowie jest Klasztor Paulinów na Jasnej Górze. Wybudowano go w XIV wieku (1382 roku) na jasnym, wapiennym wzgórzu. Jego fundatorem był książę Władysław Opolczyk. Sławę Jasnej Górze przyniósł przywieziony z Rusi obraz Matki Boskiej. To właśnie dzięki niemu miejsce stało się miejscem kultu Maryjnego.

Klasztor Jasnogórski to jednak nie tylko obiekt religijny. Na wałach muru klasztornego można namacalnie poznać historię, m.in. dzięki armatom z czasów „potopu” szwedzkiego, które zawsze były wielką atrakcją turystyczną, a w szczególności wielką frajdą dla dzieci, które mogą je dotknąć i nawet zrobić sobie zdjęcie z „wielkim działem”. Z kolei wchodząc do Kaplicy Cudownego Obrazu uderza niesamowita liczba wotów, które wierni pozostawiali (i wciąż pozostawiają) w podziękowaniu za cuda i łaski, jakich doświadczyli. Są wśród nich liczne kule, pozostawione przez osoby, które odzyskały władzę w nogach, mnóstwo klejnotów, jak i bardzo prostych, ale dla wielu najcenniejszych przedmiotów, na przykład różaniec wykonany z chleba więziennego.

Poza tym na Jasnej Górze można podziwiać skarbiec, gdzie znajdują się obrazy, biżuteria, odznaczenia, medale, dary królewskie itp. Warto poświęcić również czas, aby zobaczyć arsenał jasnogórski, gdzie zostały zdeponowane bogate zbiory militariów. Samo sanktuarium ze swoistymi XVII-wiecznymi freskami i XVII-wiecznym ołtarzem obejmuje kościół i zespół budowli klasztoru obronnego i jest zabytkiem zerowej klasy, gdzie gościło wiele głów królewskich i przedstawicieli wielu państw. Wspaniała to lekcja historii.

Ale jak to śpiewa mój krajan, Częstochowa to nie tylko „miasto świętej wieży”. Jest tu wiele ciekawych miejsc, jak choćby Muzeum Haliny Poświatowskiej, Muzeum Rud Żelaza, Historii Kolei, Muzeum Produkcji Zapałek – jedyna tego typu placówka w Europie. Wszystkim kolekcjonerom, np. filatelistom, polecam obejrzeć imponującą kolekcję etykiet na pudełka od zapałek – być może będzie to bodziec do „budowania” nowej kolekcji. A swoją drogą – czy potraficie sobie wyobrazić, co można zrobić z jednej malutkiej zapałki? Bo ja na wystawie ujrzałam nawet mini-rower z robiony z tego „maleństwa”. Spróbujcie sami wyjąć jedną zapałkę i patrząc na nią stworzyć w swojej wyobraźni jakiś przedmiot. Zapewniam, że są tacy magicy, którzy tę wyobraźnię zamieniają w istne dzieła sztuki.

Właśnie na terenie Częstochowy znajduje się też Rezerwat Archeologiczny Kultury – jedno z największych poznanych w Polsce cmentarzysk z wczesnej epoki żelaza (750-600 p.n.e.). Cmentarzysko sprzed 2500 lat odkryto podczas prac prowadzonych przy budowie linii tramwajowej. Obecnie w zbudowanej dookoła galerii zgromadzono eksponaty i zorganizowano wystawę o kulturze łużyckiej. Wrażenie, jakie robi to cmentarzysko, jest niesamowite. Trzeba to samemu zobaczyć, obejrzeć eksponaty i uruchomić wyobraźnię, jak kiedyś funkcjonował człowiek i czym posługiwał się w życiu codziennym. Podobne uczucie – momentami niedowierzanie, a momentami wrażenie cofnięcia się w czasie – towarzyszyło mi podczas zwiedzania Biskupina, który jest przecież ogólnie znany, tymczasem o naszym częstochowskim rezerwacie mówi się niewiele. A sądzę, że warto go obejrzeć i na własne oczy zobaczyć kawałek naszej historii.

Ponadto Częstochowa to „brama” do przepięknej Jury ze swoimi wapiennymi ostańcami i murami zamków Szlaku Orlich Gniazd. W Złotym Potoku k/Częstochowy warto obejrzeć najstarszą pstrągarnię w Europie. Corocznie przez hotel „Kmicic” jest tam organizowane Święto Pstrąga. Podczas dwudniowej imprezy zjeżdża cała elita kucharzy (tych znanych z telewizji – i nie tylko), którzy prześcigają się w różnych przepisach, efektem jest pstrąg serwowany na 100 sposobów! Nawet jak dla niektóre z tych przepisów są zbyt udziwnione, ale dla smakoszy może to być raj dla podniebienia. Ja osobiście uwielbiam pstrąga w płatkach migdałowych prosto z piekarnika, serwowanego z sosem jogurtowym, a także klasycznego grillowanego z koprem w środku. Zdecydowanie polecam – i pstrąga, i całą imprezę. To okazja do wspaniałego spędzenia dwóch dni na świeżym powietrzu, z mnóstwem atrakcji i zabaw dla całych rodzin: zarówno dla dzieci, jak i dorosłych.

W Złotym Potoku warto również zajrzeć do Muzeum Regionalnego im. Z. Krasińskiego. Na stokach Złotej Góry z kolei (Zawodzie) wydobywano w przeszłości wapień, którzy m.in. wykorzystywano do budowy domów. Zachowały się 4 kamieniołomy, a największym (i najpiękniejszym!) wyrobiskiem jest kamieniołom Saturn. Jego ogromne rozmiary i białe pionowe ściany robią niesamowite wrażenie.

Okolice Jury to ponadto raj dla grotołazów, fanów wspinaczki i wszystkich lubiących aktywny wypoczynek i lekcje historii – każda ruina zamku to odrębny wykład, jedyny w swoim rodzaju.

Zapraszam i myślę, że każdy, kto odwiedzi „moje” miasto i zapuści się na Jurę, będzie tu powracać.

Mańka (Magda)

Post-prawda

Michał poprowadził u nas zajęcia na temat post-prawdy. Wyjaśniał, co to jest i skąd się wzięła post-prawda. Zastanawiałyśmy się czy i jak można poznać prawdę i które źródła wiedzy są bardziej wiarygodne, a które mniej.

Prawda to moje indywidualne, wyrobione zdanie na dany temat. Nim ono powstanie muszę z różnych źródeł zasięgnąć opinii, przeanalizować informacje, przepuścić przez swój filtr w mózgu. Potem podejmuję decyzję, co jest dla mnie istotne, co jest dla mnie prawdą. Nigdy nie kieruję się jedną opinią, bo kłamstwa i zmanipulowane informacje są na porządku dziennym. Dlatego warto czytać, dokształcać się, zasięgać opinii, zbierać nowe informacje, żeby nie mijać się z prawdą i nie puszczać bredni w obieg.

Daga

 ♦

Prawda – czym jest? Częstokroć jest to odczucie subiektywne, bo coś, co dla mnie jest prawdą, czymś niepodważalnym, dla drugiej osoby może stanowić podstawę głębokich rozważań. Dopiero na ich podstawie może zdecydować czy to, co ja twierdzę jest słuszne. Na przykład wyznaję zasadę (naukę wyniesioną z domu), że człowiek w każdej sytuacji musi pozostać człowiekiem i zawsze powinien znaleźć sobie cel, do którego będzie dążył. Spotykam jednak ludzi, którzy twierdzą, że w niektórych sytuacjach wszelkie odruchy człowieczeństwa są wręcz niepożądane. Według nich życie jest ważne tylko tu i teraz i żadne dalsze plany i wyznaczanie sobie celów jest bez sensu.

Magda C. (Mańka)

 Czym jest dla mnie prawda…Prawdą jest dla mnie coś empirycznego. Czyli coś, co jest oparte na doświadczeniu. Coś, co jest namacalne. Coś, co jest oparte na faktach. Czyli coś faktycznego opartego na zdarzeniu.

Julka

 ♦

Czym jest prawda? To temat dla mnie bardzo szeroki. Prawda jest czymś, co można udowodnić, że istnieje. Coś, co można przedstawić innej osobie i udowodnić, że to jest. Czymś, czego nie można podważyć innym argumentem. Jest to faktem, jest zgodne z zasadami.

Basia

Czym jest dla mnie prawda nietrudno powiedzieć. Prawda jest dla mnie czymś widocznym, namacalnym, łatwym do sprawdzenia. Przeważnie staram się dowieść prawdy. Szukam w różnych źródłach, sprawdzam i dociekam. Prawda jest bardzo ważna w moim życiu. Nie lubię ludzi, którzy kłamią. Sama tego nie robię, no chyba, że muszę. Na przykład przed sądem czy policją.

Magda

Prawda? Dla każdego, z reguły, prawdą jest coś indywidualnego, innego. Często zależy od tego, co chcemy osiągnąć. Czasem prawda nie jest wygodna i rodzi się konflikt interesów. Wolę gorzką prawdę od słodkiego kłamstwa. Czuję się pewniej.

U.A.

Czego mi brakowało w dzieciństwie

PZU Baner

Moje dzieciństwo było „niby” szczęśliwe.

Ale tak naprawdę brakowało mi mamy.

Owszem, miałam oboje rodziców, dziadków i siostrę. Dla matki wszystko i wszyscy inni byli jednak ważniejsi.

Dziś sama mam dzieci i każdą wolną chwilę chciałam poświęcić tylko im. Alkohol wygrał z „Nami”.

Od dłuższego czasu nie utrzymuję kontaktów z rodzicami, ale tak mi często ich brakuje, że rozrywa mnie od środka.

Agnieszka

Najbardziej brakowało mi rodzeństwa, bo jestem jedynaczką i nie miałam się z kim bawić. Sama musiałam się sobą zajmować i wymyślać zabawy. Ciężko mi było tak samej ciągle się bawić. Wymyślałam sobie, co mam robić, szyłam ubranka dla lalek, rysowałam i tak myślę, że w momencie dorastania wyszły efekty mojej samotności w dzieciństwie, bo weszłam w bardzo nieodpowiednie towarzystwo, żeby już nie być samą. Towarzystwo tak mnie wciągnęło, że skończyło się jak widać.

Magda

 ♦

Najbardziej brakowało mi mamy, która była dla mnie najwspanialszą i najukochańszą istotą i której braku świat mi nie zastąpił i nie wynagrodził. Straciłam ją, gdy miałam 12 lat. Odeszła po ciężkiej chorobie, która trwała tylko 5 miesięcy i odebrała mi całą radość dziecięcą. Mimo, że była przy mnie ukochana babcia, która troskliwie i z całą swoją miłością zajęła się mną, to do dzisiaj czuję w sercu pustkę i żal. Nigdy nikt i nic jej nie wypełni. Już zawsze będę uboga we wszystkie doznania, jakie ma dziecko posiadające kochającą mamę. Mamę, do której zawsze można się zwrócić ze swoimi troskami i radościami.

Daga