Moje miejsce na Ziemi!

 

Urodziłam się i wychowałam w Warszawie. Kocham to miasto, na każdym kroku mnie zadziwia, choć 24 lata z nim żyję. Jest wypełnione po ostatnią ulicę historią, m.in. Pawiak, getto żydowskie, budowle, które przetrwały niejedno bombardowanie, Cytadela, nasz stadion narodowy, Muzeum Powstania Warszawskiego, w którym się zakochałam i przy okazji zachęcam do odwiedzenia, bo warto, pięknie i nowocześnie przedstawia część historii. Uwielbiam intensywność życia w Warszawie, ludzi, bardzo bogatą rozrywkę, duże możliwości pracy i kształcenia się, parki. Jest tu po prostu inne życie. Nie widzę się mieszkającej na stałe gdzie indziej. Ale wypady rekreacyjno-wypoczynkowe były i będą mile widziane.

A wiecie, co mnie najbardziej boli? Że zabierają nam wspomnienia niszcząc i zmieniając m.in. Sezam na Śródmieściu, Uniwersam na Grochowie, teraz czepiają się Rotundy. Po co to wszystko?! A najgorsze dla mnie jest to, że Warszawa ma zostać metropolią.

Drodzy Czytelnicy, teraz mam do Was pytanie z zupełnie innego tematu. Dotyczy to „6” Weidera – czy ktoś wie, co dalej, jak zakończy się ten cykl 42-dniowy?

Pozdrawiam

Kajzerka

Wschód – Zachód

Polska nie jest wielkim krajem. Podróżowałam po niej często. Na wolności na wiele rzeczy nie zwraca się uwagi, jednak po tej stronie zupełnie inaczej postrzegamy świat. Rzeczywistość jest trochę inna, ma inne odcienie.

Chcę napisać o ludziach, których spotkałam w Grudziądzu w czasie mojego trzymiesięcznego pobytu w ZK nr 1.

Poprzednim razem byłam tam w 2003 r. Trzynaście lat temu byłam gówniarą i mało jeszcze o życiu wiedziałam. Chwaliłam sobie Grudziądz, dlatego pełna optymizmu jechałam i tym razem. Okazało się, że moje wspomnienia były zakłamane – „bilbordy kłamią”.

Większość, stanowcza większość towarzystwa, które tam spotkałam, pochodziła z zachodniej części Polski, a dokładnie z województwa zachodniopomorskiego. Pełna pozytywnej energii i pozytywnego nastawienia do życia, które uważam za wielki dar, przybyłam do Grudziądza. Co tam zastałam?

Masę młodych dziewczyn, bez wyrazu twarzy. Niechęć do wszystkiego aż od nich raziła. Pomyślałam, że coś złego musiało się tu wydarzyć. Nastroje panowały jak po II wojnie światowej i tylko problemy, po których panował ten nastrój były błahe, bez jakiegokolwiek znaczenia. Ile lat żyję, nie widziałam tak smutnych ludzi. Jakby byli zarażeni wirusem niechęci.

Postawiłam sobie nowy cel: zmienić nastawienie tych ludzi. Byłam pełna zapału, jednak poległam. Za dużo nienawiści, smutku i paranoi. Tak mnie przytłumiła ta atmosfera, że strach pojawił się we mnie, strach, że stanę się taka, jak oni…

W samą porę pojawił się transport, który zabrał mnie z powrotem do stolicy. Uśmiech nie znikał mi z twarzy przez całą drogę. Dojechałam i znowu poczułam tę radość z otaczających mnie ludzi. Dziękuję Dziewczynom za te uśmiechy i radość życia. Dajecie mi siłę i chcę również Wam ją dawać.

Zastanawiam się, dlaczego 300 kilometrów robi tak wielką różnicę w mentalności ludzi? Nie znam odpowiedzi, ale znam odpowiedź, gdzie chcę pozostać, w trakcie odbywania kary i po wyjściu – w Warszawie, pięknej i chaotycznej Warszawie, za którą przelali krew Powstańcy w 1944 roku.

Jak wiele zmienia uśmiech.

Poli

Dzień dobry

To jest całkiem nowy blog. Prowadzony będzie przez osadzone kobiety w Areszcie Śledczym Warszawa – Grochów.  To tylko tak się nazywa, ale w tym miejscu jest też więzienie. Powstają już pierwsze wpisy, które trzeba dostarczyć z więzienia do redakcji bloga.

Prosimy o cierpliwość!

redakcja bloga eWKratke


https://www.facebook.com/ewkratke