Siostry

PGE_Fundacja_logo_nowe

Dla dziewczyn z Grochowa

Ostatnio miałyśmy projekcję filmu pod tytułem „Siostry”. Film ten wyreżyserował Leszek Wejcman, człowiek, który prowadziła z nami zajęcia przez prawie dwa lata. Przychodził do nas poświęcając swój czas. Uczył nas pisać teksty, robić wywiady. Wtedy nazywało to się zajęciami dziennikarskimi. Po czym nakręcił film „Siostry”.

Widzę w tym filmie, że Leszek bardzo uważnie słuchał naszych problemów, z czym się borykamy i tu w więzieniu, ale i przede wszystkim po odbyciu wyroku.

Film ten bardzo dobrze odzwierciedla to, jak wygląda nasze życie po wyjściu z więzienia.

Pokazuje, z czym mamy problemy, jak niekiedy chcemy żyć normalnie, ale problemy się nawarstwiają i dlatego niektóre z nas się poddają i wracają tu, czyli do więzienia.

Bardzo chcę podziękować Leszkowi za ten film. Czuję w nim cząstkę siebie. Najbardziej mi się spodobało to, że Leszek zadedykował ten film włąsnie nam, dziewczynom z Grochowa.

Polecam bardzo Czytelnikom bloga obejrzenie tego filmu. Możecie między innymi zobaczyć, jak my tu mieszkamy, bo początek filmu jest nakręcony tu, na Grochowie.

Pozdrawiam Czytelników,

 Magda

„Siostry”

W dniu 14.09 uczestniczyłyśmy w projekcji filmu wyreżyserowanego przez Leszka Wejcmana pt. „Siostry”

Początek – znajomy krajobraz, więzienna infrastruktura. Młoda dziewczyna wywołana z celi więzienne wraca do domu. Wraca do siostry i wraz z nią zamieszkuje. Stara się „powrócić do społeczeństwa”. Podejmuje kontakt z ustanowionym przez sąd kuratorem, starszą panią, która niekoniecznie wierzy w przemianę swojej podopiecznej…

Pierwsze zderzenie z realiami życia na wolności następuje podczas szukania pomocy – praca jest, owszem, ale dla osób niekaranych.

Czy nasza bohaterka w konsekwencji wyjdzie na prostą?

Film spokojny i konkretny w odbiorze. Bez zbędnych upiększeń, pozbawiony patosu, nie rezonuj nadętymi emocjami. Prosta historia o życiu, o wyklejonym życiu i próbie powrotu na właściwe tory.

 W związku z projekcją filmu zaszczyciła nas swoją obecnością aktorka Maria Niklińska.

 Bardzo dziękujemy za odwiedziny, za poświęcony i bardzo mile spędzony czas.

Dziękujemy i zapraszamy ponownie.

 - aniucha

 

Nic nie chcę

 

PGE_Fundacja_logo_nowe

Wizja wakacyjna 2017

Temperatura rośnie, słońce pięknie prezentuje się na błękitnym niebie, słyszę szum fal, odgłosy rozbawionych ludzi na rozgrzanym złocistym piasku. Nieopodal dmuchany plac zabaw, od czasu do czasu przechadza się sprzedawca wołający: „orzeszki w karmelu!”, „prażona kukurydza!” czy „chłodzone piwo!”. Ratownik obserwuje bawiących się w wodzie ludzi, na maszcie widnieje biała flaga. Z knajpek na deptaku unoszą się smakowite zapachy smażonej rybki, frytek, gofrów. A ja leżę sobie na plażowym ręczniku, muskana promieniami słońca i chłodną przyjemną bryzą. Obok mnie mój mężczyzna i moja przyjaciółka ze swoim partnerem. Rozkoszujemy się wspólnymi chwilami. Jest cudownie…

A Wy macie już jakieś plany?

Kajzerka

Miłość do ukochanego a miłość do córki

Była u nas Aneta, dziennikarka. Dała nam zadanie: przeprowadzić wywiad z koleżanką spod celi. Nigdy nie bawiłam się w dziennikarkę, ale i tak uważam, że nieźle nam to poszło. Magda, która zadawała mi pytania, zapytała mnie, czy kocham swojego chłopaka. Odpowiedziałam: „nie wiem, czy można nazwać to kochaniem, ale nie wyobrażam sobie, żeby w moim życiu go nie było”.

Hm… Mój luby przeczytał ten tekst i nie był zbytnio zadowolony. Uważam, że źle odebrał tę odpowiedź, tym bardziej, że ten temat przerabialiśmy wielokrotnie. Powiem tak: ciężko u mnie z okazywaniem uczuć. Wiem, że to nie jest dobre, ale cóż, życie.

Kochać to kocham całym sercem swoją córkę, bezgraniczną miłością do końca życia, nigdy się tego nie wyrzeknę. I tego jestem pewna. Z ukochanym możesz się rozstać, zranić go i vice versa. Po jakimś czasie ból mija i pozostają wspomnienia, te dobre lub te złe, zależy od sytuacji. Życie płynie, a ty na nowo możesz się zakochać.

Z potomstwem tak już nie jest. Dla swojej córki jestem w stanie zrobić wszystko. Nigdy bym nie dopuściła, aby na przykład wyjechała zagranicę bez słowa, bo się pokłóciłyśmy. Walczyłabym o każdą chwilę, aby była szczęśliwa. Było tak, że codziennie mojej córce mówiłam, że ją kocham, że jest moją perełką i wszystkim, co mam, najwspanialszym darem od Boga. Uważam, że słowa „kocham cię” nie powinno się wypowiadać na prawo i lewo, bo można też nim zranić, jeśli to nie jest szczere wyznanie. Spieszymy się często lub chcemy, aby komuś było miło, nie patrząc na konsekwencje.

Mojej Perełki przy mnie nie ma i nie będzie aż do 18. roku życia i nie mogę powiedzieć, że ja cierpię. Byłabym w tym momencie egoistką. Bo co ma powiedzieć Perełka, kiedy od tylu lat nie doznaje tego uczucia? Musi być jej z tym źle – tak mówi moje serce. Kiedy mnie kłuje, to wiem, że to nie mój ból, tylko jej daje mi o sobie znać.

Mój luby nie powinien się więc obrażać, dlaczego mam mu mówić „kocham cię” ot tak, bo chce to usłyszeć? Jeżeli wypowiem te słowa, chcę, aby były szczerze wypowiedziane. Doceniam wszystko, co dla mnie robi, jest dla mnie ważną osobą w moim życiu, chcę z nim być i wiem o tym doskonale. Ale na pierwszym miejscu jest Natala i tego nic i nikt nie zmieni.

Miałam pewne zdarzenie, które umocniło mnie w tym, że potrafię szczerze kochać, choć nigdy miłości ani czułości nie zaznałam. Nie mam rodziny, pochodzę z domu dziecka, wszystkiego, co wiem i umiem, nauczyłam się sama.

Zawsze rano z Nati miałyśmy swoje 5 minut, przychodziła do mnie na kanapę na przytulanki, lubiła mi się kłaść na klatce piersiowej, a ja ją bujałam. Leżąc tak powiedziałam w myślach: „Boże, Nati, dziecko, jak ja Cię kocham”. A ona się podniosła, objęła moją buzię i z takimi wielkimi oczami, jakby to słyszała, wydukała (bo z mową u niej wiecie jak, po swojemu): „JA KONIAM MIKĘ!”. To „JA” wręcz wykrzyczała i buźka zaczęła jej się cieszyć. Wiem, że każda mama interpretuje to na swój sposób, wygodny dla siebie. Ktoś jeszcze powie, że to przypadek, ale ja wiem swoje. Człowiek uczy się na błędach, ale miłości kochania, podobnie jak poznawania drugiej połowy, całe życie uczysz się od tej drugiej osoby.

Mam nadzieję, że mój wybranek znajdzie odpowiedź na niejasności, które zaprzątnęły jego główkę i zrozumie, o co mi chodziło. Dobre jest to, że potrafimy rozmawiać na każdy temat.

Pozdrawiam Czytelników, nadchodzi wiosna, więc cieszmy się z ciepłego słoneczka :)

Dada

Wspólne życzenia z okazji Świąt Wielkanocnych

Zbliżają się Święta Wielkanocne, więc życzymy Wam zdrowych pogodnych Świąt, pełnych wiary, nadziei i miłości. Radosnego wiosennego nastroju, serdecznych spotkań w gronie rodziny i wśród przyjaciół. Po prostu wesołego Alleluja.

Korzystając z okazji życzymy Wam tyle szczęścia w życiu, ile tylko będziecie potrafili udźwignąć. Aby zawsze świeciło dla Was słońce i żeby wszystkie wybory były trafne. Abyście nigdy się nie załamywali i potrafili z każdej sytuacji wyjść obronną ręką. By znalazła Was prawdziwa miłość, a także żebyście Wy znaleźli wspaniałych przyjaciół, takich „na dobre i na złe”.

Wielkanoc to również pomyślny okres na przemyślenia. Pamiętajcie, że działając pod wpływem chwilowych emocji, podejmujemy nieraz niezbyt mądre decyzje, których nawet nie przemyśleliśmy, a które mogą tragicznie zmienić nasze życie… Kiedy po jakimś czasie odkrywamy wartość tego, cośmy potracili, jest już za późno. W ten sposób nie da się odzyskać utraconego dobra. Dlatego żyjcie tak, aby każdy kolejny dzień był niesamowity i wyjątkowy. Wypełniajcie każdą chwilę tak, aby potem wspominać ją z radością. Czerpcie energię ze słońca, z kapiącego deszczu i uśmiechu innych. Szukajcie w sobie siły, entuzjazmu i namiętności. Żyjcie najpiękniej, jak umiecie, tak po swojemu i hm… spełniajcie się.

Życzymy Wam, aby omijały Was życiowe burze i zawirowania, a lgnęły przyjemności.

A także życzymy: spokoju, smacznego jajka, słodkiego baranka. No i oczywiście nie obyłoby się bez mokrego dyngusa :).

Pozdrawiamy

Kajzerka, Miśka i Dada

Historia krótka i bardzo zwięzła

 

Nazywam się Agnieszka. Były mąż mówił do mnie „Niunia”, bo uważał, że „Misio” lub „Kochanie” to takie pospolite.

Dziś, 4 marca, są 15-te urodziny mojej córki. Mnie tam nie ma, jestem tu, na „odpoczynku”, którego trzeba przestrzegać według regulaminu. Boże, zostało jeszcze 20 miesięcy, ale dla mnie to jakaś wieczność. W lutym ominęły mnie też urodziny Piotrusia. Mój chłopiec dorasta, skończył 5 lat.

Moja historia jest tradycyjna, zrobiłam błąd, odwiesili wyrok, przywieźli do ZK. Ciągle dręczą mnie pytania – dlaczego mnie, przecież starałam się, a mimo to odwiesili mi wyrok.

***

Dziś poniedziałek 6 marca. Kończę 41 lat. Nawet się do tego nie przyznaję. Po co? Od kilku lat nie otrzymałam życzeń. Z rodzicami i siostrą nie utrzymuję kontaktu. Z domu rodzinnego pamiętam tylko alkohol. Ojciec wiecznie wyjeżdżał, matka pracowała w Warszawie. Od kiedy zaczęła pracować w JW (jednostce wojskowej), ważniejsza była wódka. Wychodziła do pracy w poniedziałek, a wracała około środy. Byłyśmy same z siostrą. Skończyłam 18 lat i poznałam chłopaka, miał na imię Stasiek. Po trzech miesiącach wpadłam, okazało się, że będę miała dziecko. Ja sama, która potrzebuje wsparcia i pomocy. No ale cóż, będzie dziecko, więc powinniśmy wziąć ślub.

Urodził się Patryk, mój pierworodny. Życie zaczęło się toczyć. Praca, dom, syn i mąż. Wszystko się kręciło wokół nich. Nie zauważyłam, w którym momencie Stasiek zaczął coraz więcej piwkować. Mieszkaliśmy wtedy u moich rodziców, bo u jego był tylko jeden pokój z kuchnią. Po 7 latach na świat przyszła moja gwiazdeczka Paulina. W 2006 roku otrzymaliśmy nasze upragnione cztery kąty. Dzieci miały nareszcie swoje pokoje. My zajęliśmy największy. Znowu życie toczyło się swoim torem. Marzyłam o remoncie, bo wiadomo, jakie mieszkania dostaje się z urzędu miasta. Wzięłam kredyt. I to był mój gwóźdź do trumny.

Po kilku miesiącach nie miałam na raty.

Stasiek, mimo że pracował, myślał tylko o swoich potrzebach. Uważał, że skoro on nie miał, to ja i dzieci też damy sobie radę bez wielu rzeczy.

Pewnego dnia w lutym po prostu mnie zabrali. Na „Kamczatce” byłam 3,5 miesiąca. Poszłam na ugodę, że to spłacę, ale to było głupie myślenie. Stasiek uważał, że jestem nieodpowiedzialna, że jak byłam w areszcie, to jestem matką, która daje zły przykład. Złożył pozew o rozwód. Dzieciom powiedział, że to dla zabezpieczenia, aby w przyszłości one nie musiały spłacać, i wszystko zostaje tak jak do tej pory. Ale nic już nie było takie samo, nawet ja. Na pożegnanie okazało się, że jestem w ciąży. Urodził się mój syn, najukochańszy.

A teraz znowu jestem tu. Stasiek zajął się dziećmi, przyjeżdża. Chyba źle go oceniłam. Dałabym sobie rękę odciąć, bo palca już nie mam, że nie podoła. Nigdy oprócz jajecznicy i kawy nie dotykał się kuchni. Uważał, że na gotowanie nie ma uprawnień. Historia krótka i bardzo zwięzła. Zabrakłoby mi zeszytu, aby opowiadać. Lepiej po kawałku, jak odrywanie papieru toaletowego – listek po listku.

Agnieszka

Warsztat blogowy od kuchni, ale tej na wolności

Blog eWkratke jest efektem pracy wielu osób, tych w więzieniu i tych po drugiej stronie muru.

Prace blogowe rozpoczynają się od zajęć edukacji kulturalnej, które prowadzimy dla naszej grupy Blogerek dwa razy w tygodniu. Ważna jest regularność. Tkamy sieć wolontariuszy, którzy chcą odwiedzić dziewczyny i podzielić się z nimi swoją wiedzą, doświadczeniem. Mamy prelekcje, warsztaty, prezentacje multimedialne. Przychodzą do nas profesjonaliści, studenci, hobbyści, którzy dzielą się swoją pasją.

Potem omawiamy różne tematy i osadzone samodzielnie piszą posty o sobie, życiu w więzieniu, swoich marzeniach i potrzebach. Nie mają dostępu do Internetu (O Blogu na eWKratke). Ale jednak ich teksty publikowane są w Sieci. Dzieje się tak dzięki zasłudze wielu osób, które dobrowolnie, na zasadzie wolontariatu chodzą, jeżdżą do więzienia i pracują z dziewczynami.

Blogerki piszą swoje posty ręcznie. Tak po prostu, na papierze, długopisem, ołówkiem.

I co dalej się z tym dzieje? Teksty te są zabierane od osadzonych, przepisywane na wolności w programach do edycji tekstu, dokonywana jest lekka korekta ortograficzna i redakcja, ale naprawdę lekka, tak żeby nie zatracić charakteru indywidualnego piszącej osoby.

Następnie teksty przesyłane są do Moderatorki. Małgosia, autorka wyglądu eWKratke, moderatorka, artystka fotografka, publikuje je w Sieci i wynajduje dla nich fotografię swojego autorstwa. Regularnie, raz w tygodniu.

A teraz najważniejsze dla Państwa!

Osadzone w trakcie blogowego dyskursu otrzymują komentarze od swoich „Czytaczy”. Ale w komentarzach tych jest nigdy nie ma adresu osoby komentującej, jest tylko Państwa nick. Co widać na załączonej fotografii.

Gorąco zapraszamy do komentowania postów, do dialogu z Dziewczynami, ale i do kontaktowania się z nami, Redakcją na wolności. Zapraszamy wolontariuszy do współpracy przy blogu. Każde wsparcie jest potrzebne.

Redakcja

 

Wywiad z Magdą

Powiadają, że w zakładzie karnym nie siedzą normalni i ciekawi ludzie. Dość często przeprowadzałam się z celi do celi, czasem bywa tak, że siedzę z jedną osobą po parę razy. Postaram się w moim wywiadzie obalić mit, że więzienie to zbieranina ludzi zwyrodniałych, bez serca czy popaprańców. Poznajcie Magdę, która postanowiła poświęcić mi swój czas. Bo uwierzcie, że to nieprawda, gdy się mówi „skazany ma czas”. Jeśli dobrze go rozplanujesz, bywa i tak, że go często brakuje.

Tola: Ile masz skończonych wiosenek, Magdo?

Magda: No przecież wiesz, po co się głupio pytasz (śmiech)!

Tak, wiem, że 34, ale mogłaś odpowiedzieć! Jesteś z Warszawy, a dokładnie?

Z najpiękniejszej dzielnicy!

Czyli jakiej? Bo ja już wiem, ale inni nie.

Praga Północ (błysk w oku Magdy mówi sam za siebie).

Słyszałam o tej dzielnicy dużo złego. Możesz wyprostować moje horyzonty?

Uważam, że to jest myślenie stereotypowe, dzielnica jak każda inna. Jako dziecko mieszkałam na Woli i też dużo złego się tam działo.

Ale przyznasz rację, że na przykład w dzielnicy Wilanów nikt nikogo nie zabija ot tak?

Myślę, że na Wilanowie też kiedyś doszło do jakiegoś zabójstwa, a patrz, ja mieszkam na Pradze bardzo długo i nikt mnie jeszcze nie zabił ani ja nikogo nie zabiłam (śmiech).

Gdybyś miała szansę mieszkać w innej dzielnicy, to chciałabyś?

Nigdy w życiu! Kocham Pragę i klimat, jaki tam panuje. Gdzieniegdzie czasami czuję się jak na wsi: grille robione w bramach, śmiech bawiących się dzieci… Zaproszę Cię kiedyś na takiego grilla.

Hm… Nie, dziękuję. Mieszkałam tam chwilkę i już nie chcę.

Na pewno nie w mojej okolicy, bo stamtąd nigdy byś nie chciała się wyprowadzić!

Mieszkasz tam sama? Nie mówiąc o tym, że teraz jesteś tutaj.

Ostatnio nie mieszkałam sama.

A z kim, jeśli mogę spytać?

Z chłopakiem.

Jesteście nadal razem?

Nie jesteśmy razem. Kiedy zamknęła się za mną brama aresztu, skończyła się nasza miłość.

Pewnie źle Ci jest z tym, że zostawił Cię wtedy, kiedy najbardziej go potrzebowałaś…

Nie, przyzwyczaiłam się już do takich sytuacji. Nawet lepiej, że tak się stało, przynajmniej nie muszę się martwić, co robi na wolności. Jeden problem mniej.

Chcesz mi powiedzieć, że powinnam zacząć się martwić o mojego Łukasza?

Nie wiem, nie znam Twojego chłopaka (śmiech).

Zakończę ten temat, bo rozmowa z Tobą na temat chłopaków to jak walka z wiatrakami. W zakładzie karnym jesteś nie pierwszy raz – ale czy ostatni?

Nie wiem.

Możesz rozwinąć?

Za każdym razem, kiedy wychodzę z więzienia, myślę, że to był już mój ostatni raz. Będę się starać, żeby tym razem tak było.

Żałujesz tego, że musisz tu być?

Bardzo dużo czasu tu straciłam. I zdrowie przede wszystkim.

Z nielegalnych źródeł dowiedziałam się, że masz tu bardzo dobrą przyjaciółkę, a przecież gdybyś tu nie trafiła, nigdy byś jej nie poznała…

Oczywiście masz rację. Jest parę sytuacji, w których nie żałuję, że trafiłam do więzienia – i to jest właśnie to, że poznałam tu kilka osób, w których znalazłam prawdziwego przyjaciela. Nie mylić z dziewczyną, bo nigdy nie żyłam z kobietami (śmiech). Nasza przyjaźń przetrwała nawet to, kiedy jedna z nas była na wolności, cały czas się wspierałyśmy. Dobrze jest mieć takiego przyjaciela (szczery uśmiech).

Masz już 34 lata – nie marzy Ci się piękna biała suknia ślubna, wymarzony książę? Przecież chyba już pora…

Oczywiście że mi się marzy. Tylko jakoś księcia brak. Cały czas trafiają mi się sami giermkowie (śmiech).

A wyszłabyś za cudzoziemca?

Przecież wiesz, że tak – szczególnie za jednego przystojnego Turka, którego obydwie znamy.

Mówisz o Yigicie z serialu „Tylko z tobą”?

Po co wszystkim zdradzasz naszą tajemnicę!

Uwaga: nie znam tego serialu, nie mogłam dobrze odszyfrować imienia, tyle co w internecie wyszukałam, że tak ma na imię filmowy główny bohater serialu – taki wysoki przystojniak z króciutką brodą, to o niego chodzi?

Ja pytam na poważnie! Chodzi mi o to, że gdyby jakiś szejk się w Tobie zakochał i dał Ci wszystko, co tylko byś chciała – to co Ty na to?

No pewnie. Pałac i te sprawy, żyłabym jak księżniczka w Emiratach Arabskich… Nie no, świrki (śmiech). Nie wyobrażam sobie życia z mężczyzną i bycia jego czterdziestą żoną. Ja muszę mieć faceta tylko dla siebie, nie lubię się dzielić!

Jesteś optymistką czy raczej pesymistką?

W tej chwili bardziej optymistką. Uważam, że jeśli myślisz pozytywnie, to przyciągasz do siebie dobre rzeczy. Kiedyś byłam straszną pesymistką, ale podobno charakter człowieka zmienia się co 7 lat. Jakiś czas temu zaczęła się moja następna siódemka i myślę pozytywnie.

Skąd takie stwierdzenie, że charakter zmienia się co 7 lat?

To stwierdzenie naukowe, co Ty, Tola, nie wiesz (śmiech)? Przeczytałam to kiedyś w jakiejś mądrej gazecie i się tego trzymam.

Jesteśmy w więzieniu. Czy dla Ciebie jest ono straszne?

Więzienie samo w sobie nie jest straszne, lecz niektórzy ludzie są okropni.

Co to znaczy?

Dla niektórych więzienne życie to całe życie, żądni są jakichś ofiar, nie potrafią żyć swoim życiem. Dla mnie jest to chore. Ja traktuję to jako sytuację przejściową: przyjść, odsiedzieć, wyjść, zapomnieć.

Zmienię temat na milszy – czy lubisz zwierzęta?

Lubię psy i konie.

A koty? Przecież to takie przytulne zwierzątka.

Nie, bo śmierdzą.

A psy nie śmierdzą?

Nie! Psy załatwiają się na dworze, a nie w domu w kuwecie.

Przecież to nie od kota zależy, kiedy jego pani posprząta.

Ale samo to, że się załatwiają domu! A do tego niewykastrowany kot zaznacza swój teren. Kiedyś jeden nasikał mi do buta i niczym nie mogłam tego smrodu usunąć. Byłam strasznie zła, gdyż były to moje nowe buty.

Jestem w zakładzie, więc zadam Ci to samo pytanie, co Ty mnie: jakie są Twoje plany po opuszczeniu więzienia. Hm… realne oczywiście.

Na chwilę obecną nie mam żadnych planów, mam jeszcze 3 lata do końca, ciężko coś układać. Planowałam już nie raz i zobacz, jak skończyłam. Co ma być to będzie.

No wiesz! Ja dwa lata temu coś zaplanowałam i się tego trzymam, i jestem na dobrej drodze do realizacji. Może warto spróbować?

Nie wiem, pomyślę o tym za 2 lata. Po co się teraz stresować (śmiech)? I Ty na wstępie pisałaś, że jestem normalna, nie wiem, skąd to wzięłaś (śmiech).

Nie wiem, czy udało mi się przekonać chociażby jedną osobę, która myśli, że w więzieniu są sami zwyrodnialcy, a często się to słyszy na ulicach, w domach. Ludzie widzą młodą dziewczynę w kajdankach i już jej przypinają łatkę najgorszej. A przecież nie można oceniać człowieka tylko po wyglądzie lub sytuacji, w jakiej się znajduje. Takich osób jak Madzia jeszcze parę bym znalazła. I z takimi osobami chciałabym przebywać do końca wyroku.

Życzę tym dziewczynom wytrwałości i szybkiego powrotu do normalności. Na koniec przytoczę rozmowę z pewną panią na temat wyborów życiowych. Nie znając mnie powiedziała, że „w więzieniach siedzą same popaprańce i tak wybrali”. Hm… Nie zgadzam się. Nie każdy ma wszystko pod nos podstawione, wchodzi w dorosłe życie z milionami na koncie. A są i tacy, co to mają i też tracą, zostając z niczym. Sama z własnego doświadczenia życiowego wiem, że życie usłane mi różami nie było. I nie będzie, póki sama ich nie zasadzę.

Tola

 

Rzeczy codzienne

DYWAN

Kojarzy mi się z domem rodzinnym, w którym zarówno babcia jak i mama wielce upodobały sobie ten przedmiot jako główną dekorację mieszkania podkreślającą jego styl. Dywan zachwyca mnie różnorodnością wzoru oraz tym, jak może delikatnie łaskotać obolałe stopy po ciężkim dniu. Jest dla mnie łącznikiem między ziemią (podłogą) a niebem.

Marita

SZMINKA

Ten przedmiot jest dla mnie bardzo ważny i przyjemny, kojarzy mi się ze sklepem, domem i seksem.

Wiola

SZMINKA

NIE CIERPIĘ! Szczególnie na ustach kobiet, które pędzą się ze mną witać i przy nadmiarze prawie się przyklejają jak na super glue – obrzydlistwo.

Małgosia

KSIĄŻKA

Moja druga skóra.

Małgosia

KSIĄŻKA

Książka to dla mnie wirtualna rzeczywistość. Równoległy świat.

Monika

KSIĄŻKA

Uspakaja mnie, dostarcza wiedzy, jest przyjacielem.

Shakira

ŚRUBOKRĘT

To przedmiot codziennego mojego użytku. Dla mnie jest niezbędnikiem – jak szminka w kobiecej torebce. Ze względu na charakter mojego zawodu używam do kilkanaście razy w ciągu dnia. Moja emocja dotycząca śrubokręta to adrenalina, poczucie władzy i mocy z kosmosu. Kojarzy mi się z magią.

Poli

ROWER

Kojarzy mi się z dzieciństwem i wspólnymi wyjazdami ze Ś.P narzeczonym.

Shakira

Sposoby na okiełznanie negatywnych emocji

Są chwile, że szlag mnie trafia. Często jest tak, że odpala mnie błahostka, która w życiu na wolności nigdy nie zakłóciłaby mojego spokoju. Albo bywają dni, kiedy wstaję lewą nogą i tu się zaczynają schody. Życie z czterema lokatorkami na małej powierzchni bywa naprawdę trudne i wymaga całkowitej pracy nad głową. By nie udzieliła się nerwowość lub nie „napaść” kogoś słownie, potrzeba bardzo dużo pracy nad sobą. Zagłębienia się w siebie. Szczerze mówiąc pracuję nad tym już drugi rok i są owoce tego. Jakie? Bardziej poznałam się od wewnątrz. Na wolności nie miałam czasu, by się nad tym zastanowić. Doszłam do tego, że im szybciej zajmę się czymś przyjemnym: pisaniem, czytaniem, a najlepiej słuchaniem muzyki, gniew robi się mniejszy.

A Wy, Drodzy Blogerzy, jakie macie sposoby na gniew, smutek, zazdrość, irytację?

Pozdrawiam, Kajzerka